Endless {DES+pierwotni}

Wasze opowiadania o wampirach oraz na inne tematy

Moderator: Moderator

Posty: 34 • Strona 1 z 31, 2, 3
21 sie 2012, o 11:09
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Endless {DES+pierwotni}
Nie mogłam spać przez kilka minionych nocy podczas gdy mój irytujący mózg postanowił odgrywać sobie historię fanfiction, rzecz jasna o pamiętnikach, jakżeby inaczej?
Po dłuuugim naprawdę długim wahaniu postanowiłam zacząć ją spisywać. Tak samo jak ostatnio pod wpływem impulsu kupiłam sobie fioletowe spodnie, zdecydowałam, że się z wami nią podzielę :P

Akcja rozpoczyna się wraz z końcem 3 sezonu, ale z pewnymi różnicami w wydarzeniach z finału.
Rebekah nie targnęła się na życie Elki, spokojnie wróciła cała i całkiem żywa do Mystic Falls.


Chcę skupić się głównie na Damonie, Elenie i Stefanie, jak i na pierwotnym rodzeństwie.
Mój mózg pogalopował naprawdę daleko, więc jeśli pozwolicie, będę zamieszczać dalej.
Jeśli uznacie moje opowiadanie za bezsensowny spam, dajcie znać, kolejne rozdziały będą powstawać wyłącznie na moim komputerze.
Jeśli będzie to po prostu tragiczne, też poinformujcie mnie w dobrej intencji, może zacznę po prostu brać jakieś tabletki nasenne :lol:


EDIT: Postanowiłam wspomnieć, że pierwsze rozdziały mogą być mylące.
Stanowią one pewnego rodzaju umiejscowienie akcji, która później znacznie odbiega od początku.
Nie jest to kolejna analogiczna kontynuacja trzeciego sezonu.
Opiera się na teoriach spiskowych, wybuchach, kłamstwach, intrygach i niedomówieniach ;)


____________________________________________________________________________________________________________________________________


Prolog.


Elena dusiła się. Nie mogła złapać tchu, bezskutecznie próbując opanować jej desperacko bijące serce, które po raz kolejny ze wszystkich sił próbowało utrzymać ją przy życiu. Zresztą nie tylko one, pomyślała. Jej myśli skierowały się w stronę bliskich jej ludzi i wydarzeń, które choć miały miejsce zaledwie kilka godzin temu miała wrażenie jak gdyby minęło od tego czasu już kilka jednostek wieczności.

Wszystko zaczęło się od wiadomości, że Klaus nie żyje. Nigdy nie przypuszczała, że tak zareaguje na informację o śmierci swojego największego wroga. Wraz z nim miały opuścić ją wszystkie osoby, które kochała. Tak się jednak nie stało. Klaus kłamał, a to jedno kłamstwo silnie odbiło się na jej psychice.

Zanim jednak wiedziała, że jej przyjaciołom w rzeczywistości nic nie grozi została postawiona przed trudnym wyborem. Wciąż czuła przeładowaną emocjami ciszę, chwilę po tym, gdy wyznała przez telefon Damonowi, że kocha Stefana.

Nienawidziła się. Nienawidziła wszystkiego do czego doprowadziła. Darzyła siebie w tym momencie tak silną nienawiścią jaką jeszcze nigdy nikogo nie darzyła. Chciała umrzeć. Jednak wiedziała, że nie odwróci już tego co się stało. Nic już tego nie sprawi.

Gdy tylko wróciła z Mattem do Mystic Falls odkryła, że Tyler i Caroline wyjechali. Mimo zapewnień Bonnie, że wszystko będzie dobrze, bała się. Nawet jeżeli więzy krwi najwidoczniej nie przekreślały ich długiej przyszłości, rada wciąż ich ścigała i dziewczynie coś podpowiadało, że nieprędko uda im się odzyskać wolność.

Minęła się ze Stefanem nie wymieniając z nim ani słowa.

Godzinę później zamknięta w swoim pokoju dusiła się. Każda sekunda minionego wieczoru przyprawiała ją o spazmatyczny szloch, którego nie była w stanie już dłużej podstrzymywać.

Z płaczu wyrwał ją dzwoniący telefon, ale nie odebrała go. Nie mogła rozmawiać ze Stefanem. Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie teraz.

Nie miała pojęcia, że zaledwie chwilę temu Stefan wyrywał swojego brata z ramion pewnej śmierci. Rebekah powróciła do miasta tylko po to by poinformować go o tym, że Damon osłonił pierwotną przed Alarickiem i najprawdopodobniej teraz ponosi tego konsekwencje.

Intryga wywabienia łowcy powiodła się i Stefan gładził właśnie nieprzytomnego Damona po zakrwawionym policzku ze łzą ulgi w oczach, której nikt nie mógł zobaczyć.

Elena porwała wszystkie przesiąknięte od łez kartki pamiętnika.
Ostatnio edytowano 28 paź 2012, o 14:12 przez Aliantka, łącznie edytowano 4 razy
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


21 sie 2012, o 11:15
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Dzień Dobry, tu Aliantka z przyszłości. Stwierdziłam, że warsztatowo pierwsze rozdziały nie prezentują się najlepiej, dlatego postanowiłam je trochę naprawić stylistycznie, jednocześnie nie tykając nic a nic z całokształtu historii. Jeśli ktoś do tego wciąż zagląda, miłego czytania życzę ;>
Btw - ło! Jakie ja tu krótkie rozdziały miałam ;o

Stylistyczny edit - 9.12


Rozdział 1


Gdy Damon ocknął się, doszedł do wniosku, że stan, w którym się znajdował, wydaje mu się nad wyraz znajomy. Podniósł się, mając nadzieję, że kac, który ćmił jego zmysły niebawem przejdzie. Zakręciło mu się w głowie i dopiero wtedy zwrócił uwagę na podarte, zakrwawione ubrania, w których siedział. Po żadnej imprezie jak dotąd, a trzeba przyznać w swoim życiorysie miał już ich wiele, nie wyglądał jakby go ktoś żywcem przejechał kosiarką. W pewnej chwili wszystko sobie przypomniał.
- Jak się czujesz? – usłyszał za plecami głos swojego brata.
- Zabrzmiało niemal jak troska – odburknął.
Miał wrażenie, że Stefan uśmiechnął się. Kontynuował:
- Potrzebujesz czegoś?
Damon był zbyt zmęczony i spragniony, by analizować nagłą chęć pomocy młodszego Salvatore’a.
- Bourbonu. Prysznica. I krwi. – odparł. Myśląc o wczorajszym wieczorze, dodał – Ale najpierw Bourbonu.

***

- Przyniosłem ci cappuccino – powiedział Elijah wchodząc do przedziału pociągu.
Rebekah podniosła głowę znad czasopisma. Musiała skupić na czymś swoje myśli. Udając zainteresowanie modą kolejnych dekad, była w stanie uciec od otaczającej ją rzeczywistości. Sprawiało, że mogła zapomnieć o wszystkim, co się stało. Poczuła, że do jej oczu znów napływają łzy.
„Nie” – stwierdziła stanowczo. Nie będzie się teraz rozklejać.
- Zamierzasz to wypić? – zapytał, wybijając ją z rozmyślań i przypominając o swojej obecności.
- Tak – Pierwotna otrząsnęła się. – Po prostu nadal nie mogę uwierzyć w to, co się stało.
Elijah odnotował, że wbrew jej woli, jej głos załamał się. Z gracją przysiadł obok.
- Nienawidziłem go tak bardzo. Życzyłem mu wszystkiego, co najgorsze. Chciałem, by cierpiał. Myślałem, że mi ulży, gdy umrze. Nie wiedziałem, że tak będę się czuł, gdy… Gdy Klaus już naprawdę odejdzie.
Przełykał ślinę niespokojnie. Był rozdarty między potrzebą zadania pytania, a wrodzoną obawą poznania szczerej odpowiedzi.
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Dlaczego co zrobiłam?
- Doskonale wiesz, o czym mówię. Wszystko mogło się potoczyć zupełnie inaczej. Mogłabyś chociażby pozbawić Elenę życia. Alaric byłby wówczas martwy i nie musielibyśmy dłużej uciekać. Nie zrobiłaś tego.
- Mówisz tak, jakbyś wybrał taką ścieżkę na moim miejscu, a wszyscy wiemy, że jesteś chyba ostatnią osobą, która by tak zareagowała.
- Nie doceniasz mnie – stwierdził oschle Elijah.
Odwrócił wzrok. Pociąg mknął z zawrotną prędkością, równomiernie turkocąc. Rebekah ożywiła się nieznacznie, gdy zabrzęczała jej komórka. Sięgnęła po nią z nadzieją w oczach, lecz ta szybko zgasła, bo była to jedynie wiadomość od operatora sieci, przedstawiająca najnowsze promocje. Elijah zdawał się czytać w jej myślach:
- Jestem przekonany, że Kol ma się dobrze.
- Wiem – westchnęła przeciągle. – Ale wolałabym mieć go przy sobie, mając pewność, że jest bezpieczny. Tak jak i ty, Elijah. Nie wiem czy przeżyłabym, gdyby któremukolwiek z was stała się krzywda. Po tym wszystkim…
Oparła głowę na ramieniu starszego brata, a on przytulił ją, przysięgając sobie, że już nigdy nie pozwoli, by coś jeszcze ich rozłączyło. Bez względu na cenę.


***

- Gdzie jest Damon? Wszystko z nim w porządku? – wyrzuciła Elena jednym tchem, gdy tylko przekroczyła mury posiadłości Salvatore’ów.
- Wydobrzeje – odparł beznamiętnie Stefan, nie mogąc pohamować zazdrości na widok przestraszonych oczu swojej ukochanej. Jego ton głosu był chłodniejszy niż planował, więc widząc zdziwioną i lekko zakłopotaną twarz dziewczyny, posłał jej pocieszający uśmiech. Poczuł nagły przypływ ciepła w okolicach klatki piersiowej, gdy niepewnie odwzajemniła go.
Napawało go szczęściem, posiadanie jej całej i zdrowej, tutaj, w odległości metra, patrzącej na niego wzrokiem, przepełnionym nieśmiałą radością. Lekko nachylił się nad nią, bo jeden metr to wciąż było zbyt dużo. Chciał ją trzymać, chciał ją znów dotykać, tak, jakby nic ich nigdy nie rozdzieliło.
Czar prysł, gdy Elena, odsunęła się od niego. Wampir uświadomił sobie, że już nigdy nie będzie tak, jak dawniej.
- Jesteś na mnie zła? – zapytał.
Elena znieruchomiała, zdając sobie sprawę, że Stefan jeszcze nie jest świadomy, jak symboliczny był jej powrót do Mystic Falls. Czy Damon już rozmawiał z nim na ten temat? Chyba jeszcze nie miał okazji. Coś zresztą podpowiadało dziewczynie, że nie zamierzał sam przywołać szczegółów ich wczorajszej rozmowy. Elena spojrzała na stojącego przed nią wampira.
- Stefan, ja… Muszę ci coś powiedzieć.
Wpatrywał się w nią w milczeniu ze zdziwieniem, wzrokiem który sprawiał, że coraz ciężej było jej wykrztuszać z siebie kolejne wyrazy.
- Wczoraj, gdy Matt wywoził mnie z Mystic Falls, zadzwoniłam do Damona i…
- Mogłabyś przestać?! – wybuchł tak nagle, że dziewczyna aż podskoczyła.
- C-co?
- Robisz to cały czas! Przywołujesz go praktycznie w każdym zdaniu. Nie możemy już prowadzić rozmowy, w której on nie byłby na tapecie. Czy ty naprawdę…
- Stefan, przecież mi nie o to chodzi!
- … nie zdajesz sobie z tego sprawy, czy jedynie udajesz? – kontynuował, nawet nie zauważywszy, że mu przerwała. - Pocałowałem cię wczoraj. Później już nie mogłem złapać z tobą żadnego kontaktu. Nie odbierałaś ode mnie telefonów. Przestałaś mnie unikać, gdy napisałem, że Damon może lada moment stracić życie. O to tu chodzi, tak? Po prostu przyznaj się, że to nie ze mną chciałaś dzielić tamten pocałunek.
Elena skorzystała z jego przerwy na oddech
- Nie, Stefan, to wcale nie tak jak myślisz! Wróciłam do ciebie. Miałam wybór. Mogłam pojechać dalej lub zawrócić. Wróciłam do ciebie. Do ciebie, nie do Damona. - wyrzuciła z siebie, zanim zdążył jej przerwać.
Brzdęk szklanki sprawił, że obydwoje odwrócili się w kierunku salonu, pośrodku którego stał starszy Salvatore. Zaangażowani w rozmowę, nie zauważyli jak wślizgnął się do pomieszczenia i, popijając alkohol, obserwował z uprzejmym zainteresowaniem ich wymianę zdań. Przytłoczony ich nagłym zainteresowaniem jego osobą, uznał za stosowne się odezwać:
- Nie przerywajcie sobie, gołąbeczki. Ja tu tylko przechodziłem – oznajmił, dopijając resztkę trunku. – Swoją drogą, Stefan, coraz lepiej wychodzi ci to całe ukazywanie swoich emocji. Lubię to. Wiesz, może czy mamy w tym domu jakiś popcorn?
Cała trójka stała przez chwilę pogrążona w niezręcznej ciszy, po czym Damon, widząc, że nie zamierzają kontynuować w jego obecności, przewrócił demonstracyjnie oczami i odszedł w kierunku swojej sypialni.
Elenę, choć nie dawała po sobie tego poznać, głęboko ugodził fakt, że ani razu na nią nie spojrzał.


_________________________________________________________________________________________________________

Jeśli poświęciłaś/eś kilka minut na przeczytanie proszę, napisz coś od siebie ;)
Komentarze:
endless-komentarze-t10288.html
Ostatnio edytowano 9 gru 2012, o 09:55 przez Aliantka, łącznie edytowano 8 razy
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


21 sie 2012, o 14:05
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Stylistyczny edit - 9.12.12
Jeszcze raz dziękuję Acashy za komentarz, który mnie nieźle zmotywował ;)
Mam nadzieję, że nie zawiodę oczekiwań.
__________________________________________________________________________________________________________________________________

Rozdział 2


PIĘĆ MIESIĘCY PÓŹNIEJ


Wampir przeczesał włosy palcami i z narcystycznym uśmiechem obserwował klientów baru. Ludzie przyjeżdżając tu, sami proszą się o niezapomniane przygody. Ach, jak on pokochał Las Vegas.
Że też jeszcze nikt nie wpadł na pomysł, żeby zbadać to miasto pod kątem obecności istot nieludzkich. Miasto, w którym życie toczy się nocą, miasto, w którym mają miejsce rzeczy co najmniej szalone, a gdy przychodzi czas sądu ostatecznego, nikt do końca nie pamięta, co się stało.
Miasto wampirów.
Mężczyzna obok niego mamrotał pod nosem od godziny o żonie, która go zdradziła, pracy, z której go wyrzucili i o wszystkich innych, ludzkich banialukach. Pijackie mruczenie, zaczęło działać mu na nerwy, więc skręcił mu kark.
Przez chwilę zreflektował się, co by teraz powiedziała o nim Rebekah. Roześmiał się na samą myśl. Matkująca siostra była ostatnią osobą, której by teraz potrzebował. Od śmierci Klausa moralność histeryczki wskoczyła o kilka poziomów do góry. Musiał znosić jej kazania, Bogu dzięki, jedynie przez kilka dni, a to i tak było stanowczo za dużo. Czemu miałby ograniczać się, kiedy dopiero zaczynał żyć?
Do pomieszczenia weszła postać ubrana na czarno, z zasłoniętą twarzą. W każdym innym miejscu wywołałaby co najmniej niepokój, lecz tutaj, w Las Vegas, zdawała się być częścią zróżnicowanej społeczności. Skinęła głową na boczne wyjście. Kol Mikaelson wstał i udał się za nią, upewniając się wpierw, czy nikt go nie śledzi.

***

- Coś ci wypadło – zauważył Matt, podnosząc z podłogi szkolnego korytarza zeszyt i wyciągając go w kierunku Eleny.
- Co? – zapytała nieprzytomnie. - Ach tak, dziękuję – powiedziała i odwróciła się z zamiarem odejścia. Nie zdążyła postawić pojedynczego kroku, zanim blondyn raz jeszcze do niej zagadał:
- Coś jest nie tak?
- Tak. Znaczy nie – zreflektowała się. Widząc podejrzliwe spojrzenie przyjaciela, uznała za stosowne rzucić na wiart jakąś dobrą wymówkę, by nabrać wiarygodności i jednocześnie nakłonić go do zaprzestania zadawania pytań, które ją wyniszczały. - Ja tylko… martwię się o Bonnie.
- O Bonnie? – zdziwił się. - Dlaczego miałabyś się martwić o Bonnie?

Czarownica wyjechała kilka miesięcy wcześniej do rodziny swojego ojca. Nie pomogły prośby i zapewnienia. Niezmienny pozostał fakt, że Bonnie postanowiła odpocząć od atmosfery miasta. Intryg, śmierci. Nazwała ją złą aurą. Elena chciała dla niej jak najlepiej i jeśli odpoczynek od zobowiązań miał wyjść jej na dobre, szanowała jej decyzję. Czuła jednak pustkę. Straciła Caroline i Tylera, z którymi urwał jej się kontakt, a Bonnie opuściła ją, właśnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebowała przyjaciółki. Ze zdumieniem uświadomiła sobie również, że od dobrych kilku miesięcy nie zamieniła ani słowa z Damonem.
Wydawało się śmieszne, że brakowało jej kogoś, kto nigdzie nie wyjechał, w którego domu była prawie każdego dnia, kogo, o ironio, sama wyrzuciła ze swojego życia.
Czy mogła zwyczajnie pozbyć się z pamięci kogoś, kto będąc bliską jej osobą, na którą zawsze mogła liczyć. Nigdy nie potrafiła docenić tego co dla niej robił. Bolał ją fakt, że z dnia na dzień, stał się dla niej jedynie nieznajomym.

- Rozmawiałaś ostatnio z Damonem?
- Z Damonem? – zdziwiła się. Czy to możliwe, że przejrzał ją aż do takiego stopnia? – Dlaczego miałabym rozmawiać z Damonem?
Matt uśmiechnął się do niej i dziewczyna poczuła, że się rumieni.

***

Pierwotna ze zniecierpliwieniem wierciła się na krześle. Niepokoiło ją to, że Elijah się spóźnia. Elijah nigdy się nie spóźnia.
Nie tak miało to wyglądać. Mieli trzymać się razem. Wspierać siebie wzajemnie, być dla siebie oparciem w chwilach zwątpienia i wewnętrznej alienacji. A tymczasem Kol robił Bóg wie co, tysiące kilometrów dalej, a Elijah zlekceważył ją i mając w głębokim poważaniu jej nerwy, postanowił bez wcześniejszego uprzedzenia się spóźniać. Rebekah nie mogła nic poradzić na fakt, że przeraźliwie się bała, zwłaszcza teraz gdy wiedziała, że gdzieś tam daleko krąży bezlitosny łowca, który marzy, żeby zrobić z ich całej trójki pierwotny szaszłyk.
Rebekah wstała i już miała wyjść, gdy jej wzrok natrafił na kawałek papieru wystającego spod wycieraczki. Schyliła się i wyciągnęła go. Na wierzchniej stronie listu nie było adresu, ani najdrobniejszej noty ze strony nadawcy, lecz intuicja podpowiadała jej, że nie przypadkowo trafił akurat pod jej drzwi. Rozerwała kopertę.
Wszystkie domysły, które mnożyły się w jej głowie wraz z każdą sekundą zwłoki, okazały się nietrafne. Na kartce widniało tylko kilka słów:
Muszę z tobą porozmawiać. Mamy kłopoty. ~ K.M.


***

Stefan nie zwykł narzekać. Dostawał to, czego chciał, dlatego nie był przyzwyczajony do obaw, jakie go w tym momencie dręczyły. Z jak wielką pasją nie składałby pocałunków dziewczynie, Elena zwracała mu je anemicznie.
Nie wiedział, jak ma do niej dotrzeć.
Nie wiedział, co ma zrobić, by w ich relacji wybuchnął dawny płomień, jak sprawić, by znów patrzyła na niego z takim samym uwielbieniem.
Siedziała przy stole, odrabiając zadaną pracę domową, odgarniając raz po raz kosmyki, opadające na jej bladą twarz. Godzinę temu zjedli wspólną kolację. Wampir zastanawiał się, czy siedzenie w przytłaczającej ciszy, razem, lecz jednocześnie osobno, można tak nazwać.
- Stefan? – zagadnęła cicho.
- Hmmm?
- Rozmawiałeś ostatnio z Damonem?
- Z Damonem? – zdziwił się. – Czemu miałbym rozmawiać z Damonem?
Zlustrował ją wzrokiem. Czy tylko wyobraził sobie iskierkę w jej oku?
- Nie rozmawiamy ze sobą. Nie widujemy się też za często, a przynajmniej nie tak, jak powinny dwie osoby, mieszkające kilkanaście metrów od siebie. Poza tym od tygodnia w ogóle go nie widziałem.
Elena oderwała się od notatek.
- Jak to nie widziałeś go od tygodnia?
- Zwyczajnie. To Damon. Nie oczekuję, że będzie mi zostawiał rozpiskę na blacie kuchni z jego wyjazdami, przyjazdami, danymi osobowymi osób, z którymi sypia. Czemu pytasz? – zapytał, marszcząc brwi.
- Po prostu… mam wrażenie, że Damon zawsze jest w centrum uwagi. Gdy subtelnie i niemal niezauważalnie znika z powierzchni ziemi… czuję, że nie zwiastuje to niczego dobrego.
Obydwoje pogrążyli się we własnych myślach, nie mając pojęcia, jak trafne jest spostrzeżenie Eleny.

***

- Znasz tą dziewczynę? – zapytał zamaskowany przybysz.
Kol przyjrzał się fotografii.
- To Bonnie Bennet. Lokalna czarownica Mystic Falls.
- Potrafisz ją odnaleźć?
Pierwotny uśmiechnął się.
- Nie ma rzeczy, której nie potrafiłbym zrobić.
Opuścili pomieszczenie, nieświadomi obecności czarnego kruka na parapecie.

_________________________________________________________________________________________________________________________________

Wiem, że na razie, jest więcej znaków zapytania niż odpowiedzi, ale obiecuję, że jeśli pozwolicie mi pisać dalej wszystko znajdzie swoje wyjaśnienie ;)
Tak więc:
endless-komentarze-t10288.html
Ostatnio edytowano 9 gru 2012, o 10:37 przez Aliantka, łącznie edytowano 4 razy
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


22 sie 2012, o 07:56
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Miłego czytania ;)
__________________________________________________________________________________________________________________________________


Rozdział 3


„Bonnie” – jej własne imię odbijało się echem w jej czaszce. – „Bonnie”
Czarownica po raz kolejny złapała się za głowę. Głosy duchów zagłuszały się wzajemnie; jedne ją wołały, inne krzyczały przeraźliwie, miała wrażenie, że niektóre z nich nawet szyderczo się śmieją. Osunęła się na podłogę i wgryzła we własną pięść usiłując stłumić okrzyk bólu.
Starała się nie dać głosom szansy przebicia, ale i tak systematycznie udawało im się zawładnąć jej umysłem.
„Odeprzyj je, odeprzyj!” – wołała sama do siebie w myślach. Po jakimś czasie wiedziała, że wygrała po raz kolejny, a o nietypowej sytuacji świadczyła już jedynie jej poza i przyspieszone tętno.
Nie pomyślałaby, że aż tak może się odbić czarna magia, przed którą tak ją wszyscy ostrzegali. A teraz już było za późno na refleksje. Straciła swoje dawne umiejętności, na koszt nowych.

Czuła, że otworzyła przejście, którego nie powinna była otworzyć.
Czuła, że przyciąga kreatury mroku.
Czuła, że posiada moc, z jaką nigdy dotąd się nie spotkała.
Czuła, jakby miała lada moment wybuchnąć.

Miała w posiadaniu żywioły, z których nie potrafiła korzystać i, co do tego była pewna, które w najbliższym czasie ktoś będzie chciał posiąść lub wykorzystać.
Dlatego nie wahała się, gdy usłyszała głos swojej dalekiej prababki Emily mówiący jasno i wyraźnie - „uciekaj!”.
Chwyciła torbę podróżną, którą miała zawsze w pogotowiu i rzuciła się w kierunku drzwi. Pędziła mrocznymi korytarzami słysząc jedynie tupot swoich stóp i własny oddech. Radar w jej głowie piszczał, że znajduje się w niebezpieczeństwie, że jest coraz bliżej, że nadciąga o wiele szybciej niż byłaby w stanie uciekać. Krzyknęła, gdy światło na horyzoncie przeciął cień i choć wiedziała, że nie ma szans wygrania wyścigu z wampirem, pochłonął ją desperacki, bezcelowy bieg.
Wtedy wpadła prosto w sidła drapieżcy. Wrzasnęła, wciąż nie potrafiąc rzucić żadnego zaklęcia, które by ją uratowało, ale krzyk szybko urwała silna ręka zaciskająca jej się na krtani. Zacisnęła powieki gotowa na najgorsze, jednak otworzyła jej ponownie, z szoku, gdy poczuła że uścisk momentalnie zelżał.
- Damon? – wychrypiała, czując jednocześnie ulgę i falę złości. Wampir nie czuł się najwidoczniej zobowiązany do wyjaśnień. Rozejrzał się pospiesznie dookoła, wcisnął do rąk torbę, którą musiała upuścić gdzieś po drodze i rzucił jedynie:
- Chodź. Musimy się jak najszybciej stąd wydostać.

***

W tym samym momencie kilku mężczyzn weszło do hotelu i skierowało się prosto do pokoju, w którym zameldowana był Bonnie Bennet. Najwyższy z nich pociągnął za klamkę wyrywając cały zamek. Zaryczał ze wściekłości widząc puste łóżko. Jednym ruchem rozniósł je na tysiące kawałków.

***

- Zrobiłem dla nas śniadanie! – zawołał Jeremy. Młodsza siostra zgodnie z jego przewidywaniami weszła do kuchni lekko osłupiała.
- Zrobiłeś śniadanie? TY?
Choć na ogół związek młody Gilbert plus kuchnia dawał raczej wybuchowy efekt, Elena musiała przyznać, że tym razem chłopak się postarał. A przynajmniej nie znalazła w swojej zapiekance niczego, czego nie mogłaby zidentyfikować.
Przeżuwali w milczeniu, dziewczyna czekała, aż brat wykrztusi z siebie to co miał zamiar powiedzieć od samego początku. Nie trwała w niepewności zbyt długo.
- Elena, kontaktowałaś się z Bonnie?
- Nie. Wymieniłyśmy kilka smsów, ale nic ponad to. A ty?
- Sęk w tym, że tak próbowałem. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że cały czas mnie zbywa. Gdy nie odebrała komórki, zadzwoniłem na stacjonarny, wiesz, tam do jej domu. Odebrał jej tata.
- Co w tym dziwnego?
- Powiedział mi, że nie widział się z nią od blisko roku.
Elenie wypadł z rąk widelec.
- To gdzie ona do cholery jasnej jest?!

***

Rebekah nie powiedziała bratu o liście, który znalazła. Sama nie wiedziała dlaczego, ale była przekonana, że wiadomość była skierowana tylko i wyłącznie do niej. Utwierdziła się w tym przekonaniu, gdy zamawiając kawę znalazła w serwetce jeszcze jeden liścik.

Central Park, 21:00, przyjdź sama ~ K.M.

Spędziła wiele godzin rozmyślając nad autorem wiadomości. W trakcie swojego wiecznego życia spotkała wielu ludzi o tych inicjałach. Lecz wątpiła by którykolwiek z nich wiedział gdzie aktualnie przebywa. Ona i Elijah prawie codziennie przemieszczali się, zacierając za sobą ślady, po których mógłby dotrzeć do nich Alaric. Miała w tym niemałe doświadczenie, setki lat uciekała przed własnym ojcem. Do głowy przychodziła jej tylko jedna osoba, która mogłaby ją w takiej chwili odnaleźć. Osoba, która setki lat uciekała razem z nią.

***
Elijah wiedział, że coś się stało. Rebekah wyszła na spacer godziny temu i do teraz z niego nie wróciła. Zauroczył dziesiątki ludzi, przeszukał całą okolicę, lecz nie znalazł nic co pomogłoby mu ją znaleźć. Rebekah… po prostu zniknęła z powierzchni ziemi.

CENTRAL PARK, KILKA GODZIN WCZEŚNIEJ


Rebekah nieśmiało przysiadła na ławce. Patrząc na opustoszały park zastanawiała się, czy właśnie nie popełniła największego błędu swojego życia. Odrzucała od siebie, choć nieskutecznie, myśl, która ją tu sprowadziła.
„Mój brat nie żyje” – wmawiała sobie. – „Został zabity na moich oczach”
Ale kto inny mógłby coś takiego napisać? Klaus tyle razy uchodził z życiem z beznadziejnych sytuacji. Czy jest to możliwe, że jakimś cudem i teraz mu się udało?
Drugim podejrzanym był dla niej Kol. Może chciał zataić coś przed Elijahem i powiedzieć tylko jej? Ale co mogłoby być aż tak ważne? I dlaczego tylko ona miałaby o tym wiedzieć?
Usłyszała szelest i błyskawicznie odwróciła się. Zdołała jedynie wykrztusić z niedowierzaniem:
- Tyler?!
Zanim sztylet zanurzony w popiole białego dębu przeszył jej serce.

_________________________________________________________________________________________________________________________________

Przypomnę jedynie, że wątek Tyler/Klaus jest jak najbardziej aktualny w tym opowiadaniu ;)
I uprzedzę ewentualne pytanie, to był jedynie sztylet z popiołem nie kołek, który w dalszym ciągu ma w posiadaniu Alaric.
Baaaardzo proszę o komentarze, pomagają mi w nakierowywaniu akcji:
endless-komentarze-t10288.html
Ostatnio edytowano 1 paź 2012, o 15:57 przez Aliantka, łącznie edytowano 1 raz
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


22 sie 2012, o 12:00
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Dobrze mi się pisze, więc macie kolejny rozdział :D
I naprawdę zapraszam, zaprzaszam, zapraszam, do wyrażania swojej opini, czy wątpliwości ;)
________________________________________________________________________________________________________________________________
Rozdział 4


Elena, gdy tylko zobaczyła Stefana, rzuciła wstążki, które wplatała w ozdoby na kolejne, bezsensowne przyjęcie u Lockwood’ów.
- Znalazłeś coś?
- Jedyne co udało mi się ustalić to to, że Bonnie cały czas się przemieszczała. I ani razu nie pojawiła się w progu domu swojego taty.
- Przemieszczała się? Masz na myśli uciekała?
- Prawdopodobnie.
- Ale przed czym? Przed kim?
- Też chciałbym to wiedzieć – spuścił głowę.
- Stefan, dlaczego Bonnie miałaby uciekać? Klaus nie żyje. Reszta pierwotnych nie szuka zemsty ani poklasku. Alaric… - urwała widząc, że wampir pomyślał o tym samym.
- Nie, to nie miałoby sensu. Czemu łowca miałby potrzebować akurat Bonnie. Jest przeciętną, nastoletnią czarownicą, nawet nie w pełni kompetentną. I prawdopodobnie ostatnią, która mogłaby chcieć mu pomóc.
- Może dlatego właśnie ucieka.
Zamilkli rozważając prawdopodobieństwo tej teorii. Stefan widząc strapiony wyraz twarzy dziewczyny, pogłaskał ją po zimnym policzku, ale ona zamiast rozluźnić się, skamieniała.
- Udało ci się złapać kontakt z Damonem? – zapytała.
- Tak jakby. Zapytałem, gdzie jest. Odpowiedział, że to nie mój interes. Nie zdziwiło mnie to za bardzo. Mogę policzyć na palcach ile słów wymieniliśmy przez ostatnie kilka miesięcy.
- Ja… po prostu chciałabym wiedzieć, co on by o tym sądził. Z pewnością z miejsca wpadłby na jakiś pomysł. I w pewnym stopniu czułabym się bezpieczniej wiedząc, że trzyma rękę na pulsie, a nie baraszkuje się gdzieś w Los Angeles. Rozumiesz, o co mi chodzi?
- Tak – odpowiedział. Rozumiał to nawet za bardzo. – Ale na twoim miejscu nie oczekiwałbym na pomoc z jego strony. Zwłaszcza teraz.
Elena ze smutkiem pokiwała głową. Wiedziała, że ma racje. Miała jednak złe przeczucie, co do nagłego wyjazdu Bonnie. I nie mogła nic poradzić na fakt, że oddałaby w tym momencie wszystko, mogąc się raz jeszcze zanurzyć w uspokajającym spojrzeniu Damona.

***

Kol chodził po pokoju. Denerwował się.
Czarownicy musiał ktoś pomóc. Nie dałaby rady uciec przed tuzinem potężnych wampirów. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to kto nimi dowodził. Wiedział, że ptaszyna nie zdoła wiecznie ulatywać mu między palcami, jak zwinna i sprytna by nie była. Nie, biorąc po uwagę skalę sytuacji.
Wiedział, do czego jest potrzebna czarownica, ale nie czuł się winny. Cel uświęca środki.
Musiał już ją tylko odnaleźć
Odnaleźć i zabić.
Usiąść i poczekać na rozpoczęcie się nowej ery.

***

- Damon, wyjaśnisz mi wreszcie dokąd jedziemy?
- Im mniej wiesz, ty lepiej, uwierz mi.
- Z jakichś powodów, ciężko mi jest pokładać w tobie moją wiarę.
Bonnie mogłaby przysiąc, że uśmiechnął się ironicznie, gdy odwrócił głowę.
Nie protestowała jednak. Wolała być uprowadzoną przez jedną, znajomą jej osobę, niż przez tabun brutalnych oprawców. Nawet jeżeli był to Damon Salvatore.

***

Wampir podszedł i spojrzał na szarą, twarz siostry. Wiedział, że go znienawidzi. Nie tylko za samo zasztyletowanie. Za wszystko przez co musiała przejść w związku z jego upozorowaną śmiercią. Ale nie mógł dopuścić do tego by ktokolwiek dowiedział się o tej całej maskaradzie. Jeszcze nie teraz. Rebekah nawet nie miała pojęcia w jakim znajdowała się niebezpieczeństwie. Kiedyś jeszcze będzie mu wdzięczna.
Nadciągało zło.
Jego rodzice nie poddali się w snuciu morderczych planach, tak samo jak nigdy nie podda się Alaric.
Bonnie jest taka głupia i naiwna. Myślała, że rzucając kolejne zaklęcie zakorzenione w czarnej magii uratuje swoich przyjaciół. Nie wiedziała, że najprawdopodobniej zrobiła coś przeciwne temu.
Obudziła potężne pokłady energii. Mroczną moc, która teraz już tylko czeka na wyzwolenie.

Klaus nie mógł opanować satysfakcji i niepohamowanego śmiechu, że tak łatwo dali się nabrać.
Mógłby się założyć, że już w tej chwili Esther próbuje przejąć kontrolę nad nieświadomą niczego czarownicą. Ale ona się jej nie podda. Mimo wrodzonej pewności siebie pierwotnego przeszedł dreszcz na myśl, o konsekwencjach, gdyby jego matka zdobyła kontrolę nad energią.
Z kolei gdy on sam ją zdobędzie, raz na zawsze pozbędzie się Alarica, matki, ojca i wszystkich, którzy jeszcze kiedykolwiek będą próbowali zamachnąć się na jego życie.
„Na nasze życie” – dodał zamykając siostrę w trumnie. – „Obudzę cię, gdy ten koszmar się skończy. I będziemy razem, tak jak planowaliśmy, pamiętasz? Zawsze i na zawsze”

***

Bonnie szła bezwiednie za Damonem, gdy szli przez Bibliotekę Kongresu Stanów Zjednoczonych.
- Nie sądzę, że mamy tu wstęp – powiedziała, gdy szatyn przekroczył kolejne drzwi nie bawiąc się w zdobywanie dostępu czy też klucza.
Znaleźli się w wąskim pomieszczeniu, prawie całkowicie pogrążonym w mroku, ze względu na masywne, staroświeckie zasłony na oknach. Regały w mniemaniu Bonnie wyglądały co najmniej staro, to samo tyczyło się znajdujących się na niej książek i dokumentów. Starała się przeciskać nie dotykając niczego, co nie było łatwe, gdy nie było się wampirem.

- Zaraz, zaraz, Damon… czy to nie jest oryginał Aktu Niepodległości? – szepnęła z niedowierzaniem.
- Pewnie tak – odparł od niechcenia kilka półek dalej. Najwidoczniej znalazł to czego szukał bo wyciągnął zwinnie książkę oprawioną w ciemną skórę.
- Co to jest? – zapytała Bonnie, ale po chwili przeklęła własną głupotę. Po dwóch dniach zrozumiała, że wampir nie zamierzał odpowiadać na tego typu pytania.
Damon zmarszczył brwi, próbując przeanalizować świeżą dawkę informacji. Trzymał w rękach dziennik pewnego anonimowego pracownika Białego Domu. Mężczyzny, który poświęcił całe swoje śmiertelne życie na badanie okultyzmu, pod znacznie innym kątem niż reszta jego kolegów po fachu. Spisał wszystko co udało mu się odkryć, zanim zmarł, by ktoś w przyszłości spożytkował niebanalne dane. Gdyby wciąż żył Damon z chęcią uściskałby mu za to dłoń.

Z jego prac wynikało, że na przestrzeni wieków wielokrotnie ujawniała się mistyczna energia, której ludzie nie potrafili zrozumieć ograniczonymi umysłami. Damon w skupieniu wchłaniał schematy przypisujące mocy wszystkie większe kataklizmy, czy podejrzane morderstwa. Opisywał ją jako absolutnie nieograniczoną, mroczną, potężną siłą, której nikt nie jest w stanie w pełni kontrolować.
Damon nie miał pojęcia, w jaki sposób przejęła ją Bonnie, ale był pewny, że żaden przeciętny egzorcysta nic tu nie wskóra. Musiał dowiedzieć się wszystkiego od samego źródła. Spojrzał na znużoną czarownicę.
- Gdzie teraz idziemy? – zapytała.
- Na kawę – powiedział, przybierając jeden ze swoich uwodzących uśmiechów. Dziewczyna wzruszyła jedynie ramionami, a Damon, choć od dłuższego czasu nie dopuszczał do siebie tej myśli, doszedł do wniosku, że oddałby wszystko, żeby zamiast apatycznej czarownicy, towarzyszyła mu w tym momencie Elena.

***

Alaric siedział przy stole przekładając śmiercionośny kołek z ręki do ręki. Nie mógł się nadziwić jak naiwny jest Kol Mikaelson.
Wykorzystał jego pychę, by dotrzeć do jego zaufania. Jak szalonym trzeba być by zaufać swojemu największemu wrogowi?
Kol wiedział kim jest gdy zgodził się z nim spotkać w Las Vegas. Przystał na wszystkie warunki Alarica. Łowca ugodził w jego narcystyczną duszę. Teraz liczyło się już tylko jedno.
Naiwny pierwotny jadł mu z ręki.
Uśmiechnął się.
Jedzenie zawsze smakuje lepiej, gdy się na nie długo czeka.

_________________________________________________________________________________________________________________________________
Będę czekać z niecierpliwością na znak czy mam dalej zamieszczać. Bo może jedynie tu zaśmiecam :lol:
W zarówno jednym i drugim przypadku odsyłam tu ---> endless-komentarze-t10288.html
;)
Ostatnio edytowano 1 paź 2012, o 15:57 przez Aliantka, łącznie edytowano 1 raz
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


24 sie 2012, o 06:59
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Miałam lekkie obsunięcie z terminem wczoraj, ale postaram się to zrekompensować dzisiaj ;)
Ten rozdział jest pewnego rodzaju łącznikiem. [tak na marginesie dopowiem jedynie, że miałam niezły ubaw pisząc dialog między Bonnie i Damonem xD]
Ale żeby nie było wątpliwości - to jedynie cisza przed burzą ;)

__________________________________________________________________________________________________________________________________

Rozdział 5


- Słodzisz?
- Myślałam, że kawa była jedynie żartem.
- Dlaczego miałaby być? Nigdy nie jest zły czas na dobrą kawę.
- Nawet w trakcie ucieczki przed zgrają krwiopijców?
- Nawet wtedy.
Bonnie przyglądała się Damonowi, próbując odgadnąć jakie myśli kłębią się pod jego kruczoczarną czupryną. Wampir nie był w stanie ukryć rozbawienia widząc jak bacznie go obserwuje. Odstawił swoją filiżankę i powiedział:
- Pobawmy się w pytanie za pytanie.
Czarownica uniosła brwi.
- Po to ciągasz mnie ze sobą?
- Nie, ciągam cię ze sobą, po to, żebyś nie dała się zabić jakiemuś nieogarniętemu wampirowi. Proponuję, bo wiem, że masz do mnie wiele pytań, tak jak i mi brakuje jeszcze kilku odpowiedzi. Idziesz na taki układ?
- Nie ufam ci.
- Gdyby tak było nie siedziałabyś teraz ze mną w kawiarni, a leżała w jakimś płytkim grobie przy autostradzie. Mam rację?
Miał rację. Cholera, czemu on zawsze musi mieć rację?
- Ale ja zaczynam – zaatakowała Bonnie.
Damon wzruszył ramionami, wykonał jakiś dziwny ruch brwiami i oparł się demonstracyjnie na krześle. Dziewczynę rozpraszał fakt, że nadal był jawnie rozbawiony całą sytuacją.
- Skąd wiedziałeś gdzie jestem?
- Mistrzem kamuflażu to ty nie jesteś. Zameldowałaś się w hotelu na swoje prawdziwe imię i nazwisko.
- Ale skąd ogólnie wiedziałeś gdzie masz mnie szukać?
- Po pierwsze, jest to już drugie pytanie. Po drugie, spójrz na to z tej strony, ci którzy przyszli po ciebie kilka minut później też nie mieli z tym żadnego problemu.
- To nie jest odpowiedź.
- Bo to moja kolej na pytanie. Za sprawą jakiego zaklęcia aktywowałaś pakiet Mroczna Bonnie?
- Zakorzenionego w czarnej magii.
- Ha, a krytykowała moje odpowiedzi.
- Czego ode mnie oczekujesz?
- Szczerości – zamilkł, czekając na odzew czarownicy. Gdy nie nastąpił, nie wytrzymał – Ach, szlag by cię trafił! Nie dostrzegasz jeszcze w jakim bagnie się znalazłaś? Przyjazny duszek Casper ci nie pomoże. Wiem, że rzuciłaś zaklęcie na Klausa. Wiem o wiele lepiej od ciebie dziewczynko, jaką moc wyzwoliłaś. Wiem więcej niż możesz się w najśmielszych snach domyślać. Chociaż może właśnie jakieś śmiałe fantazje sprawiły…
- Zamieniłam Klausa ciałami, okej? – wyrzuciła z siebie, chcąc zmazać Damonowi z twarzy ten niegrzeczny uśmieszek. – Przeniosłam go do innego ciała. Zadowolony?
- Czyjego ciała?
- Czy ta gra nie miała działać w obie strony?
- Czyjego ciała?
- Tylera.
- Dlaczego akurat Tylera?
- Bo to była ostatnia osoba, z którą rozmawiałam tego dnia i która się nadawała. Na marginesie powinieneś być mi wdzięczny. Między innymi twój tyłek uratowałam.
- Wzniosę pomnik na twoją cześć, jak nie zapomnę.
- Mogę wreszcie ja zadać pytanie?
- Właśnie to zrobiłaś. Dobra, masz jeszcze jedną szansę, ale weź się skup i tym razem zadaj chociaż raz jakieś mądre.
Bonnie zmarszczyła czoło i spojrzała na wampira siedzącego przed nią. Nabijał się z niej w duchu, wiedziała o tym. Lecz jej uwagę przykuł uwagę złowieszczy błysk w oku, dzięki któremu po raz pierwszy tak naprawdę zaczęła się zastanawiać, o co w tym wszystkim chodzi i czy nie tkwi w błędzie myśląc, że jest z Damonem bezpieczna. Miał rację, zadawała złe pytania.
Nie jak ją znalazł, a dlaczego?
Skąd tyle wiedział?
Dlaczego chciał wiedzieć jeszcze więcej?
Niemożliwe jest, żeby chodziło mu o bezinteresowną ochronę.
- Damon, co ty właściwie robisz? – zapytała nie spuszczając z niego wzroku. Spoważniał, wziął jeszcze jednego łyka i z premedytacją odparł:
- Piję kawę – wytarł usta serwetką, po czym wstał – Idziemy?
Bonnie najzwyczajniej w świecie mu nie ufała. Przemknęła jej nawet myśl, czy aby czasem nie powinna się go bać.

***

Elijah wpadł do pokoju niemal wywarzając drzwi.
- Gdzie ona jest?!
- Uspokój się, braciszku. Nie sądzisz, że powinneś odstawić kofeinę? – przywitał go Kol.
- Gdzie jest Rebekah?!
- Co, już ją zgubiłeś?
Nie zdążył nic więcej powiedzieć, bo Elijah momentalnie uderzył go tak, że z impetem przeleciał przez stolik i rozstrzaskał stojącą nieopodal szafę.
Kol był pierwotny, nie odczuwał większego bólu. Za to czuł się upokorzony.
W wampirzym tempie poderwał się i rzucił się na brata. Potoczyli się po pokoju zadając sobie nawzajem coraz mocniejsze ciosy z coraz większą determinacją.
Mimo zupełnie różnych charakterów w walce byli sobie równi.
W pewnym momencie Kol schwycił starszgo brata za marynarkę, cisnął nim o ziemię. Odczuwając przewagę odwrócił się na sekundę przygotowując się do następnego ataku, ale ta chwila nieuwagi wystarczyła, by Elijah przyparł go do ściany trzymając drewnianą nogą taboretu, który roztrzaskał się gdy na niego upadł.

Obezwaładniony młodszy Mikaelson przez chwilę wpatrywał się w wampira, po czym wybuchnął śmiechem. Elijah nie podzielał jego rozbawienia. Trwał z kołkiem zawieszonym kilka centymetrów od jego serca. Kol wciąż uśmiechał się szyderczo.
- I co teraz? Obaj wiemy, że nie byłbyś w stanie mnie zabić.
- Nie doceniasz mnie – odpowiedział, ale cofnął się, z chwilą w której uświadomił sobie co tak naprawdę zrobił. Chciał odłożyć kołek na najbliższy blat, ale w pomieszczeniu nie było już wytrzymale wyglądających mebli, więc po prostu rzucił go na podłogę.
- Proszę, proszę, Elijah pokazuje ząbki. Najwyższy czas, byłem przekonany, że już ich nie masz. W każdym razie – przemasował sobie kark - czym zawdzięczam sobie twoją dzisiejszą wizytę?
Elijah milczał myśląc czy jego brat się zgrywa, czy naprawdę nie ma pojęcia o co chodzi.
- Próbuję, ustalić gdzie jest Rebekah.
- To już wiem. Coś wspominałeś, zanim postanowiłeś zniszczyć mi nową fryzurę. Nie rozumiem jedynie dlaczego uważasz, że ja mógłbym to wiedzieć.
- Dlatego – pierwotny podszedł do niego i wręczył mu pogięty świstek papieru - Znalazłem to pod poduszką Rebekah, gdy szukałem jakiejkolwiek wskazówki, co mogło się z nią stać. Po prostu zniknęła. Wszystkie jej rzeczy były nienaruszone, nie zostawiła kartki, nie wspominała mi nawet, że zamierza gdzieś wyjść. O czym chciałeś z nią porozmawiać?
- Nie napisałem tej kartki. Po co miałbym?
- Kol, przestań udawać. Jeśli nie chcesz, żebym o czymś wiedział, trudno, nie mam na to wpływu. Ale powiedz mi tylko gdzie ona jest i czy wszystko jest w porządku.
- Nie napisałem tej kartki – powtórzył. Elijah spojrzał na niego. Nie mógł kłamać.
- Ale… jeśli nie ty, to kto?
- Założę się, że nie Kate Middleton.
- Kol, nie pomagasz!
- Czego ode mnie oczekujesz? Skąd mam wiedzieć, kim może być sekretny wielbiciel mojej siostruni? I po co miałbym się domyślać?
- Bo ten ktoś właśnie uprowadził najstarszą i najsilniejszą kobietę na świecie. Nie czujesz niepokoju?
- Szczerze? Nie. Głupoty wygadujesz. Nie można uprowadzić pierwotnej wampirzycy. Po prostu uciekła od ciebie. I tak długo wytrzymała. Po jakimś czasie każdy ma cię dość. Coś o tym wiem.

Elijah starał się nie pokazać po sobie jak mocno go to uderzyło. Przetarł pył ze spodni i podszedł do drzwi. Zatrzymał się w progu i rzucił przez ramię:
- Po prostu daj mi znać, jeżeli się czegokolwiek dowiesz. Chciałbym wiedzieć, że nic jej nie grozi.

***

Niepokój, wywołany ponurymi myślami, sprawiał, że Elena nie mogła zasnąć. Może nad wyraz histeryzowała? Może wyolbrzymiała sytuacje, które w rzeczywistości nie są ważne? Czy takiej będzie jej życie już do końca? Trwanie w wiecznym strachu przed nowym zagrożeniem?
Stefan robił wszystko co mógł, ale nie posiadał tak wpływowych kontaktów jak Damon. Tkwili w martwym punkcie, nie wiedząc nawet, w którą stronę się zwrócić. Dziewczyna czuła, że działają zbyt wolno. Zastanawiała się co Damon zrobiłby na ich miejscu, co sądziłby o niej.

Stopniowo jej myśli zbaczały z podświadomie wybranego kierunku. Uśmiechnęła się na wspomnienie kilku wyrwanych z kontekstu sytuacji pomiędzy nią a starszym Salvatorem.
Rozluźniła się, a zasypiając, prawie czuła, że trzyma ją za rękę.
Była to pierwsza noc od czasu zabicia Klausa, podczas której spała z uśmiechem na twarzy.

_________________________________________________________________________________________________________________________________

Szykuje się trochę dialogów w najbliższym czasie. I sporo z pozoru nieistotnych informacji, więc miejcie oczy szeroko otwarte :)
Jeszcze dzisiaj wrócę z kolejnym rozdziałem, za to że wczoraj nie miałam jak dodać.
Dziękuję za uwagę :D
endless-komentarze-t10288.html
Ostatnio edytowano 1 paź 2012, o 15:58 przez Aliantka, łącznie edytowano 1 raz
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


24 sie 2012, o 18:27
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Zgodnie z obietnicą, dalsza część.
Miłego czytania ;)
__________________________________________________________________________________________________________________________________


Rozdział 6


Stefan wszedł cicho do pokoju swojej dziewczyny i nie mógł się na nią napatrzeć. Tak kontrastowała z obrazem, który utkwił wampirowi w głowie – cichej, zamkniętej w sobie osoby, że nie śmiał wyrywać jej z tego pozytywnego transu. Miała taki piękny uśmiech. Postanowił, że nie będzie jej budził.
Podszedł do jej komody i znalazł tam bezpański kawałek papieru i pióro. Elena zaczęła przebudzać się przez pisk towarzyszący skrobaniu stalówki po pomarszczonym papierze. Stefan, pochłonięty pisaniem, nie zauważył tego.

Gdy odwrócił zmiętoloną karteczkę na drugą stronę uświadomił sobie, że nie była ona czysta. Zmarszczył brwi, gdy domyślił się, że skrawek papieru musiał być fragmentem pamiętnika dziewczyny. Wbrew swojej woli wodził wzrokiem po rozmazanych gryzmołach, które w niczym nie przypominały jej codziennej kaligrafii. Niektórych zdań nie można było już rozczytać. Za to bardzo wyraźna była data wpisu, przypadająca na noc, czy raczej poranek następujący po niej, w której zabili Klausa. Wbrew sobie i swoim przekonaniom przeczytał. Pokusa była zbyt silna.

Czuję, że umieram. Nie potrafię znaleźć słów, które opisałyby jak bezsilna jestem. Zniszczyłam wszystko, nad czym pracowałam, zraniłam wszystkich, na których mi zależało. Nie wiem jak… – fragment rozmytego, nieczytelnego tekstu - …bo nie potrafię. Czy kiedykolwiek jeszcze będę w stanie spojrzeć Stefanowi w oczy, nie widząc w nich jednocześnie błękitnych otchłani Damona? Żałuję, że nie mogę cofnąć czasu. Gdybym mogła, z pewnością bym się po prostu zabiła. Tak byłoby najlepiej.

Stefan nawet nie mrugał wpatrując się w pismo Eleny. Nie przypominał sobie, by dziewczyna kiedykolwiek wcześniej użyła za jednym zamachem tyle gorzkich słów. Czy naprawdę od tego czasu miała myśli samobójcze? Miał w zwyczaju myśleć, że to jedynie chandra, którą trzeba przeczekać. Jak to możliwe, że tego nie zauważył?
Dodatkowo bolał go fakt, że choć nie był w stanie rozczytać większości wpisu mógłby się założyć, że na jedno „Stefan” przypadało tam co najmniej kilka „Damon”.

***

- Czekałem na ciebie – powiedział Alaric na widok wchodzącego Pierwotnego.
Kol pewnie przekroczył próg i usiadł naprzeciwko niego:
- Jestem pod wrażeniem nowego lokum.
Nie kłamał. Łowca zaprosił go do starego, opuszczonego dworu, które mogłoby podchodzić swoją wielkością i dostojnością nawet pod kategorię zamczyska. Kamienna forteca, skryta była w głębi lasu, na pustkowiu, na którym jednynie raz na kilka tygodni pojawiali się jedynie najbardziej zawzięci podróżnicy. Nigdy nie wracali już do domu.

- Twoje milczenie sugeruje mi, że Bonnie Bennet nadal nie jest w twoim posiadaniu?
- Jeden z moich najbardziej zaufanych wampirów schwytał ją przed kilkoma dniami. Poleciłem mu pozwodzić odrobinę.
- Po co ta farsa? Kazałem ci ją tu jedynie przyprowadzić. Prawdę mówiąc wierzyłem, że na dzień dzisiejszy będzie tu z tobą.
- Nie uśmiecha mi się przyprowadzanie jej tu z całym sznureczkiem jej pseudo przyjaciół. Mój zaufany wampir ma dopilnować, żeby żadne z nich tu nie dotarło.
- Dlaczego więc tu przyszedłeś z pustymi rękoma?
Kol przełknął ślinę.

- Chciałbym dowiedzieć się więcej. Obiecałeś mi, że w swoim czasie dowiem się więcej,
Dzielnie wytrzymał intensywne spojrzenie swojego towarzysza. Najwidoczniej przeszedł próbę, bo w pozbawionych skruchy oczach Łowcy dostrzegł aprobatę. Nabrawszy pewności siebie, zapytał:
- Dlaczego akurat trafiło na prostą dziewczynę, taką jak jest Bennetówna? Nie wierzę, że ona jedyna w historii bawiła się czarną magią?
- Kol, gdybyś miał choć trochę więcej znajomości tematu, wiedziałbyś, że nie ona jedna tego dokonała. Sęk w tym, że u niej pierwszej wystąpiło to w połączeniu z pomocą pierwotnej czarownicy. Pamiętasz jeszcze swoją matkę?
- Psychopatyczna kobieta, pragnąca uśmiercić wszystkie swoje dzieciaki.
- W niewielkiej rozbieżności czasu od wyzwolenia przez Bonnie energii, jej ciało było pod kontrolą Esther. Ta z kolei nieświadomie doprowadziła do spotęgowania mistycznej siły.
- Obawiam się, że nie do końca rozumiem.
- Masz słuchać, nie rozumieć. Sam proces, przerastałby znacznie twoje możliwości szarych komórek. Ważny jest fakt, że wchodząc w ciało małej czarodziejki odcisnęła na niej piętno, część swoich zdolności, które w późniejszym czasie przesiąknęły mocą, którą Bennet wyzwoliła.
- Czy takie… naznaczanie tyczy się każdej osoby, która była kiedykolwiek zniewolona umysłowo?
- Nie ma żadnej spisanej reguły. Ktokolwiek próbuje zbadać temat wchodzi na bardzo, ale to bardzo grząski grunt. Niemniej jednak ostatnie pokolenia wykazały, że owa zabawa ciałami przynosi konsekwencje dla obu stron.
- Czyli gdybym na kilka dni przeniósł się do ciała psa, możliwe jest, że zacząłbym później szczekać?
- Coś w tym rodzaju – westchnął zniecierpliwiony Alaric, przeklinając głupotę pierwotnego. – Ale po pierwsze szczerze wątpię, by działało to na zwierzęta. Po drugie, tylko naprawdę ktoś o wielkiej sile byłby w stanie bez żadnego uszczerbku na zdrowiu wejść i wyjść w czyjeś ciało.
- Chyba że jest w to zamieszana czarownica?
- Nie znam nikogo żywego, kto by tego dokonał bez pomocy czarów. Choć w sumie nie wykluczam tej opcji,

Kol na chwilę zawisił wzrok na wahadle stojącego niedaleko, wiekopomnego zegara. Wskazówki przesuwały się z lekkim kliknięciem, przywodzącym na myśl odgłos pękania folii bąbelkowej.
- Uśmiercając Bonnie Bennet, potęga zostanie wyzwolona?
- Taki jest plan.
- Co zrobimy, gdy już ją posiądziemy?
- Tak jak obiecałem, podzielę się nią z tobą. Ustanowimy nowy porządek. Siła. Władza. Potęga. Nie do obalenia. A ty będziesz moją prawą ręką.
Łowca zadowolony przyglądał się rozmarzonej twarzy wampira. Idiota.
- Już wkrótce. Ani się obejrzysz będziesz trzymał w ręku serce czarownicy, obiecuję.
- Mam taką nadzieję – odrzekł Alaric dopowiadając sobie w myślach, że jej serce nie będzie jedyne.

***

- Stefan? – zapytała Elena podnosząc się na łóżku i widząc że jej chłopak próbuje wyślizgnąć się z pokoju. – Coś się stało?
- Znalazłem miejsce, w którym mogła być Bonnie. Była zameldowana kilka tygodni temu w hotelu w New Jersey.
- New Jersey? Jesteś tego pewien?
- Nie, nie jestem Eleno. Ale to jedyny trop na jaki wpadłem.
- Po prostu… to godziny drogi stąd! Naprawdę myślisz, że mogła tam być?
- Jedynym sposobem, żeby to sprawdzić jest udanie się tam.
- Czekaj, czekaj… wyjeżdżasz?
- Postaram się to załatwić jak najszybciej.
- Jadę z tobą!
- Elena…
- Nie mogę tu bezczynnie siedzieć! Jeżeli Bonnie coś zagraża, muszę jej pomóc! Stefan, podjęłam już decyzję.
Wampir westchnął, lecz się zgodził.

***

Bonnie gdy wyszła z łazienki po orzeźwiającym prysznicu, zobaczyła że Damon siedzi przy oknie i, o ile oczy ją nie myliły, intensywnie wpatrywał się w ślepia czarnego kruka, który zahipnotyzowany nawet nie drgnął. Po chwili wampir przerwał połączenie i ptak wyleciał, odbiwszy się pazurami od parapetu.
- Dzień dobry – przywitał czarownicę z asymetrycznym uśmiechem.
- Damon, mam już tego dość! Albo mi zaraz wszystko wyśpiewasz albo nigdzie dalej z tobą nie idę.
- Ty faktycznie musisz mnie nie lubić, skoro wolisz zginąć niż mi zaufać. Dobrze czarodziejko, co chcesz wiedzieć?
- Co się tu do cholery dzieje?
- Dobra, przetłumaczę ci na prosty język dla inteligentnych inaczej. Nadużyłaś czarnej magii. Spieprzyłaś wszystko. Teraz masa ludzi cię ściga, bo chcą cię zabić. Wystarczająco jasno?
- Dlaczego chcą mnie zabić?
- Bo będą mieli z tego korzyści.
- A ty tak po prostu postanowiłeś mi pomóc.
- Nie wierzysz, że mógłbym po prostu udzielać się społecznie?
- Nie.
- Słusznie. Spakowana? Nie mamy wiele czasu.
- Powiesz mi chociaż dokąd jedziemy?
Wampir rzucił okiem na okno, w którym jeszcze przed paroma minutami odebrał nowe informacje dostarczone mu przez ptaka.
- New Jersey.

***

- Chcesz się zatrzymać, żeby coś przekąsić? – po raz zagadał Stefan Elenę. – Jesteś człowiekiem, musisz jeść – przypomniał.
Dziewczyna jedynie pokręciłą głową:
- Im szybciej będziemy na miejscu tym lepiej.
Minuty ciągnęły się niemiłosiernie w ciszy przesyconej obojętnością. Nie tak w wyobrażeniach wampira mieli spędzać ze sobą czas.
- Vanessa potwierdziła, że się z nami spotka.
- Jaka Vanessa? – zdumiała się Elena.
- Vanessa Monroe. Elena, przecież ci mówiłem, nie słuchałaś mnie?
- Czy to ta asystentka Isobel, z Duke? Do której pojechałam z Damonem?
- I Alarickiem, tak. Skontaktowała się ze mną przed dwoma godzinami. Twierdzi, że widziała Bonnie. I że ma nam coś do przekazania.
- Jest w New Jersey?
- Wszystko na to wskazuje.
- Dość duży zbieg okoliczności.
- Zgadzam się. Tym bardziej uważam, że powinniśmy z nią porozmawiać.
- Stefan?
- Tak?
- Myślisz, że zniknięcie Damona może mieć coś wspólnego ze zniknięciem Bonnie?
- Myślę, że powinnaś przestać o nim myśleć. – odpowiedział ignorując fakt, jak szorstko to zabrzmiało.
Nie odezwali się już więcej do końca podróży.

***

Kol stał nad martwą Vanessą Monroe.
„ Zasłużyła” – pomyślał, wycierając swoje lepkie od krwi ręce. – „Mogła nie wsadzać nosa w nie swoje sprawy”
Wyciągnął swój telefon, zadzwonił pod ostatnio wybierany numer i po kilku sygnałach zaczął nagrywać się na sekretarkę:
- Wszystko w porządku, tak jak obiecałem. Przyjedź z czarownicą do New Jersey. Wyślę ci smsem dokładny adres. Liczę na ciebie, Damonie.

Spojrzał jeszcze raz na ciało, leżącej przed nim kobiety. Nigdy nie ma nieudanych podejść jeśli chodzi o morderstwo. Ale tym razem, na wszelki wypadek, wychodząc jeszcze poderżnął jej gardło.

_________________________________________________________________________________________________________________________________
Jeśli ktoś jest zainteresowany, mogę zacząć informować o nowych rozdziałach na priv. Jest ktoś chętny? ;)
endless-komentarze-t10288.html
Ostatnio edytowano 24 sie 2012, o 19:56 przez Aliantka, łącznie edytowano 4 razy
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


25 sie 2012, o 13:08
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Najdłuższy jak dotąd wpis, który wykończył mnie psychicznie w dosłownym tego słowa znaczeniu :lol:
Nie miałam jak go zakończyć i wiem że najprawdopodobniej mnie znienawidzicie, że tak to urwałam, ale to był i tak najbardziej kompromisowy moment.
Dobrze, ja idę trochę pooddychać (jezu, jakie dziwne słowo! Tak, odwala mi xD) a was zapraszam do czytania. I koniecznie zostawiania komentarzy :)
__________________________________________________________________________________________________________________________________

Rozdział 7


Stefan i Elena wjeżdżali na teren New Jersey wraz ze wschodem słońca, które teraz wisiało nisko nad horyzontem pokrywając wszystko bladoróżową poświatą. Obydwoje byli zdenerwowani, bo musieli zrobić kilka przymusowych postojów po drodze i zasadniczo naprawić auto, które odmówiło posłuszeństwa w połowie trasy. Elena sucho stwierdziła, że najwyższy czas na to, by jej chłopak sprawił sobie wóz wyprodukowany w bieżącej połowie stulecia.
- Myślę, że powinniśmy się na razie rozdzielić.
- Rozdzielić? O czym ty mówisz? – zdumiał się Stefan.
- Straciliśmy za dużo czasu. Ty pójdziesz szukać tropów w tym hotelu, ja porozmawiam z Vanessą.
- Nie ma mowy, nie puszczę cię samej. Pójdziemy tam razem.
- Stefan, mógłbyś zacząć współpracować? Zresztą Vanessa i tak cię nie zna. Wątpię, czy z miejsca zaufa kolejnemu wampirowi. Bądź co bądź Damon wyrobił u niej dosyć stereotypowy pogląd. Jeśli porozmawia z kimś, to będę to ja. Będę pod telefonem. I ty też masz mnie informować o wszystkim, czego się dowiesz.
- Eleno, nadal twierdzę, że to jest zły pomysł.
- Proszę cię jedynie, żebyś uszanował moją decyzję.
Wampir wpatrywał się w nią z mieszanymi uczuciami. Nie śmiałby jej odmówić.
- W porządku. Ale masz do mnie dzwonić, co by się nie działo.

***

Elena spojrzała na kartkę z adresem i nieśmiało zapukała do drzwi kawalerki. Gdy uderzyła mocniej drzwi uchyliły się.
- Halo? – zawołała w głąb mieszkania. – Jest tam kto? Vanessa?
Nie otrzymała odpowiedzi. Cicho weszła do środka i rozejrzała się dookoła. Miejsce bez wątpienia było wynajmowane, a sugerując się elementami takimi jak płaszczyk i damska torba, wywnioskowała, że stacjonuje tu kobieta.
- Pani Monroe? – spróbowała jeszcze raz i tym razem bez rezultatu.
Przeszła kilka kroków dalej i to co zobaczyła sprawiło, że zabrakło jej tchu.
Kobieta bezwładnie wisiała na najbliższym fotelu, który był pokryty wielką plamą z zaschniętej krwi. Nie ulegało wątpliwości, że nie zginęła z przyczyn naturalnych.

Elena podeszła i wzięła ze stolika kilkunastocentymetrowy nożyk i przyrównała go do wielkości wgłębienia w szyi kobiety. Był idealny. Dziewczyna wciąż nie mogła uwierzyć własnym oczom.
Gdyby nie młody wiek Elena dostałaby zawału serca słysząc za plecami niski, męski głos:
- Proszę stać i nie ruszać się!
Do pomieszczenia weszło kilku uzbrojonych policjantów, wszyscy z brońmy skierowanymi prosto na nią. Elena w trakcie sekundy uświadomiła sobie powagę sytuacji. Stała właśnie nad ciałem martwej kobiety, trzymając w ręku narzędzie, które ją zabiło. Ku swojemu przerażeniu stwierdziła, że ma nawet ubrudzone krwią palce.

***

- Gdzie idziesz? – zapytała Bonnie wychodzącego Damona.
- Przejść się.
- A ja zostaję tu ponieważ…?
- Ponieważ stwierdziłem, że potrzebujesz trochę odpoczynku. Telewizor odpiera co prawda kilka kanałów, ale za to masz sporo książek. Lubisz czytać, prawda?
- Przywiozłeś mnie do New Jersey tylko po to, by zostawić mnie w jakimś obskurnym, opuszczonym mieszkaniu na przedmieściach?
- Jak chcesz mogę ci kupić pocztówkę, jak będę w centrum.
- Nie chcę żadnej pocztówki!
- Przewodniki po mieście? Mają takie fajne wydanie z płytą DVD.
Bonnie westchnęła. Ile by dała, żeby odzyskać swoje dawne zdolności i móc w tym momencie przyprawić go o silną dawkę wampirze migreny.
- Kiedy wrócisz?
- Nie będzie mnie dłuższą chwilę. Nie wyczekuj na mnie.
- Nie zamierzam.
- Powiedziałbym, żebyś się z nikim nie kontaktowała, ale przypomniałem sobie, że i tak nie masz z kim.
- Może i miałabym do kogo zadzwonić, gdybyś nie miał mojego telefonu.
- Twoje bezpieczeństwo przede wszystkim, Bon – rzucił, wychodząc. Zanim jednak zamknął za sobą drzwi wsunął z powrotem głowę do środka i z uśmiechem na jaki stać tylko i wyłącznie jego dopowiedział:
- Nie zapraszaj nieznajomych.

***

Tyler dumnie kroczył jedną z głównych ulic New Jersey. Zza okularów przeciwsłonecznych obserwował swojego brata, który zaparkował centralnie za znaku zakazu przy galerii handlowej. Dyskretnie szedł za nim. Stwierdził, że paradowanie w nieswoim ciele ma też wiele korzyści.
Kol rozpiął skórzaną kurtkę wszedł do centrum handlowego, nieświadomy, że Klaus obserwuje każdy jego ruch.
Wszedł kilka metrów za nim do najbliższego sklepu, próbując wychwycić najdrobniejszy szczegół, który mógłby go zdradzić. Klaus stwierdził, że Kol wyglądał na pewnego siebie, lecz nie tak bardzo jakby był, gdyby schwytał już Bonnie. Po krótkiej analizie stwierdził, że Pierwotny zamierza do niej dotrzeć dzisiaj.
O ile pamięć go nie myliła, Kol nigdy nie spotkał Tylera, dlatego mógł bezpiecznie kontynuować śledzenie brata. Tyler nie miał znajomości poza wyizolowanym Mystic Falls, więc nie obawiał się też, że ktokolwiek go rozpozna.
Nie miał pojęcia, że zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej stał Stefan Salvatore, który z wytrzeszczonymi oczami wpatrywał się w niego.

***

- Coś nowego o tej dziewczynie z miejsca zbrodni?
- Zaprzecza wszystkiemu. Jednocześnie nie mając zupełnie nic na swoją obronę.
- Potrzebujecie w ogóle ją przesłuchiwać? Fakty mówią za siebie.
- Wygląda tak… niewinnie.
- Największe przestępstwa popełniały z pozoru niewinne kobiety.

Elena siedziała zamknięta w pokoju po drugiej stronie lustra weneckiego, będąc na skraju załamania nerwowego. Wiedziała, że znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Nie miała szans tego w żaden sposób odkręcić.
Jednocześnie męczyły ją myśli dotyczące samej Vanessy. To nie mógł być przypadek, że ktoś postanowił ją zabić zaledwie kilka godzin później po zaoferowaniu im swojej pomocy.
Dziewczyna pomyślała, że coś podobnego zdarzyło się Slaterowi, wampirowi, który swego czasu wyraził chęć pomocy Damonowi i Rose. Czy dlatego z tego samego powodu ktoś uśmiercił Vanessę? Bo zbyt dużo wiedziała?

- Czy mogę skorzystać z telefonu? – zapytała, gdy tylko jeden z mundurowych wszedł do pomieszczenia. Wiedziała, że nie ma prawa jej odmówić.
- Proszę za mną.
Gdy tylko dotarła do starego aparatu, rzuciła się na niego i wystukała numer.
- Proszę, Stefan, odbierz! – wyszeptała, przełykając ślinę, ale w słuchawce nadal słychać było jedynie rytmiczny sygnał.
- To by było chyba na tyle – odchrząknął policjant.
- Nie, nie, proszę, mogę wybrać jeszcze jeden numer?
Mężczyzna spojrzał poirytowany na zegarek, ale skinął głową.

Elena przymknęła na chwilę oczy, tamując napływające łzy. Próbując nagły przypływ emocji drżącymi rękoma wykręciła numer, który przypomniała sobie bez żadnego problemu, mimo że nie korzystała z niego od wielu miesięcy.
Wstrzymała oddech, wiedząc, że nie ma absolutnie żadnej szansy, żeby odebrał telefon, dlatego gdy po kilku, a może milionach sygnałów usłyszała dźwięk odebranego połączenia zabrakło jej tchu.
- Halo?
- Damon? – urwała, próbując opanować płacz. - Proszę, potrzebuję twojej pomocy.
Nie była w stanie powiedzieć nic więcej. Wiedziała, że rozpoznał jej drżący głos. Teraz już tylko czekała, aż się rozłączy. Nie zrobił tego. Po kilku sekundach odezwał się ponownie:
- Gdzie jesteś?
Elena odpowiedziała mu, jednocześnie wycierając łzy. Czuła, że przestały jej się trząść ręce.

***

Kol wyszedł z galerii kierując się do najbliższej stacji metra, nieświadomie będąc początkiem absurdalnej parady. Za nim kierował się Tyler, w bezpiecznej odległości skradał się Stefan, a na dokładkę pochód zamykał lecący kruk Damona, który jedyny zdawał sobie, na ile mu ptasi móżdżek pozwalał, jak zabawnie to wygląda. Jego pan bez wątpienia będzie się zaśmiewał, gdy tylko odczyta tę wizję.

***

Bonnie pykała bezcelowo po powtarzających się kanałach, leżąc w bardzo niewygodnej pozycji. Przeklinała Damona. W tej chwili miała go szczerze dosyć w całości, bez wyjątku, od durnych uśmieszków po styl chodzenia.
Nie pisane jej jednak było bezcelowe, mentalne wieszanie na nim kotów. Usłyszała pukanie do drzwi.
Znieruchomiała i odruchowo wyłączyła telewizor. Wstała najciszej jak tylko potrafiła i rozejrzała się za potencjalną drogą ucieczki. Jej wzrok wylądował na oknie.
Przełknęła ślinę patrząc w dół i przypominając sobie, że znajduje się na co najmniej dziesiątym piętrze. Odwracając wzrok od leżącej poniżej ulicy, oddała się nadziei, że to jedynie Damon robi sobie z niej żarty.
- Damon, jesteś tam? – zapytała osoba po drugiej stronie drzwi.
Bonnie z przerażeniem rozpoznała głos Kola Mikaelsona.

Otworzyła okno i starając się nie patrzeć w dół, wdrapała się na wystającą elewację budynku. Licząc sobie pod nosem dla uspokojenia skołowanych nerwów, zaczęła się przesuwać centymetr po centymetrze. Dystans ten zamienił się w kroki mierzące prawie metr, gdy usłyszała, że Kol właśnie sforsował drzwi od mieszkania.

***

- Jest pani wolna. Może pani opuścić komisariat.
- Że co? – zapytała zdezorientowana Elena.
- Jest pani wolna. Może panie opuścić komisariat – odrzekł obojętnym głosem otwierając przed nią drzwi. W jego sennym spojrzeniu rozpoznała efekt uboczny zauroczenia przez wampira.
Nieśmiało ruszyła korytarzem, bojąc się, że ktoś ją zatrzyma, ale nikt nie przejawiał już wobec niej wrogości, kilka osób nawet uśmiechnęło się do niej gdy przechodziła obok nich.
Damona zobaczyła chwilę potem, gdy weszła do przedsionka.

Czuła, jakby coś jej w środku eksplodowało rozsyłając ciepło do jej przemarzniętego ciała. Uśmiechnęła się, budząc mięśnie twarzy. Nie trwało to jednak długo. Jej podekscytowanie uleciało jak z balonika wraz z chwilą, w której wampir na nią spojrzał. Te jedno spojrzenie wyrażało więcej niż tysiąc słów.
Było puste. Elena nie widziała w nim charakterystycznej iskierki podekscytowania, ciepła, które zawsze emanowało z niego gdy na nią patrzył, nie było niczego. Było po prostu puste.
Podszedł do niej:
- Nieźle sobie nagrabiłaś. Musiałem zauroczyć chyba z pół komisariatu – uśmiechnął się, a Elena poczuła, że w jej serce wbija się kolec, na widok przepełnionego goryczą, fałszywego uśmiechu.
- Straciłaś głos? – zapytał po chwili.
- Nie. Ja jedynie…
Czekał. Widząc, że nie zamierza dokończyć, odezwał się jeszcze raz:
- Odprowadzić cię gdzieś? Masz dokąd iść?
- Tak. Znaczy nie. Znaczy tak, mam dokąd iść i nie, nie musisz mnie odprowadzać – skuliła się. Odwróciła się i chciała odejść, ale po jednym kroku zakręciło jej się w głowie i byłaby runęła jak długa, gdyby wampir jej nie złapał.
- Coś mi się widzi, że nie powinienem cię tu jeszcze zostawiać – uśmiechnął się jeszcze raz , a Elenie cieplej się zrobiło na sercu, widząc, że tym razem zrobił to szczerze. Przytaknęła i osunęła się tracąc przytomność, paradoksalnie czując się tak bezpiecznie jak jeszcze nigdy w przeciągu ostatnich miesięcy.

***

Ani Klaus, ani Stefan nie śmieli wejść za Kolem do starego bloku. Za to obydwoje zauważyli wysoko w górze drobną mulatkę wspinającą się po kamiennym gzymsie. Stefan uświadomił się, mimo skrajnego przerażenia, ze zapomniał o zachowaniu pozorów i właśnie stojący nieopodal Tyler wpatruje się w niego. Stwierdził jednak, że nie jest to w tym momencie ważne i skinął do niego głową. Obydwoje rzucili się w wir wydarzeń i, wzajemnie sobie pomagając, podjęli próbę dotarcia szybciej do czarownicy, niż miałaby ona spaść.

_________________________________________________________________________________________________________________________________

Następny rozdział pojawi się gdy trochę ochłonę, nie mam pojęcia kiedy xD
Ale jestem pewna, że im więcej będzie komentarzy, tym szybciej się za niego zabiorę (muaahahahhahuuaha nie ma to jak szantaż emocjonalny :mrgreen: )
endless-komentarze-t10288.html
Ostatnio edytowano 9 wrz 2012, o 16:38 przez Aliantka, łącznie edytowano 1 raz
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


28 sie 2012, o 19:26
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Powracam! Dziękuję Katt, Magdziątko aka Elajsza , LadyNawiedzona za pomoc w odzyskaniu wiary w siebie (jak to zacnie brzmi! *łezka*).
Chcę jeszcze dodać, że rozdział powinien mieć dedyk dla "podłej" Lottie, ze względu na sytuację w jakiej znajduje się Elena. Zaspokoiłam twoją sadystyczną duszę? xD

Pamiętajcie, każdy komentarz, ratuje życie jednego jednorożca!
__________________________________________________________________________________________________________________________________


Rozdział 8


Bonnie przesuwała się po ścianie nieustannie zahaczając o swoje własne kończyny. Na dźwięk włączenia wiertarki („niesamowite wyczucie czasu, dziękuję”) podskoczyła w miejscu i o ile jedną nogą udało jej się wrócić na miejsce, drugą ześlizgnęła się w dół odrywając od fasady spory kawałek betonu. Desperacko spróbowała się złapać czegokolwiek, a w efekcie jedynie pokaleczyła ręce i poczuła, że spada.
Piekło trwało jednak niepełne kilka sekund. Poczuła, że ktoś ją od tyłu łapie.
Zacisnęła mocno powieki, nie chcąc widzieć absolutnie żadnego momentu z wampirzego lotu. Osoba, która ją trzymała wylądowała, ale czując, że uścisk się zaciska jeszcze mocniej z przerażeniem stwierdziła, że to dopiero początek szaleńczego wamp Rollercoaster’a.

***

„Drogi pamiętniczku! Miałam szalony sen. Śniło mi się, że uwaliłam sobie nową bluzkę krwią, która nie była nawet moja, wyobraź sobie! Potem mnie jeszcze do kicia wsadzić chcieli, dzwoniłam z takich aparatów telefonicznych co kręcić trzeba i ogólnie to jeszcze Damona widziałam! I on mnie chyba wyciągnął z kicia. Szalony sen. Słowo nic wczoraj nie piłam!
Dobra, sny snami, wszystko by było ok, ale co ja robię w takim razie w samochodzie Damona?!”


Elena masowała głowę, próbując poukładać myśli.
„Kurna. To nie był sen. A ja naprawdę jestem w tym momencie rozłożona na tylnym siedzeniu Damona. Skąd ja do diabła wzięłam się na tylnym siedzeniu Damona?! Na dodatek bez rzeczonego Damona w aucie. Bosko.”

Chociaż w sumie nie była pewna czy nie niepokoiła się bardziej, gdyby jednak wampir znajdował się tu obok niej, nie daj Boże w podobnej pozycji co ona aktualnie. Nie pozwoliła przebić się myśli, która wykazywała wielki entuzjazm na taką sytuację.
„Drogi pamiętniczku, siedzę w samochodzie Damona, bez Damona i bez żadnego znaku po Damonie. Drzwi są zamknięte od zewnątrz. Zrobił to specjalnie, pociągający parszywiec jeden. Nie, wcale nie pomyślałam pociągający, pomyślałam irytujący, największy parszywiec świata. Jest takie słowo jak parszywiec? W krzyżówce kiedyś miałam.”

Znalazła pod siedzeniem swój telefon i zadzwoniła do największego parszywca świata. Zgodnie z jej przewidywaniami nie odebrał. Zadzwonił natomiast inny numer.
- Halo?
- Elena, tu Stefan. Wybacz, że dopiero teraz dzwonię, ale miałem sporo na głowie.
- Yhm. Nie to, że mogłabym umrzeć już kilkanaście razy w przeciągu tych ostatnich kilku godzin.
- To był twój pomysł, przypominam jedynie. Co Vanessa powiedziała?
- Była zbyt martwa, żeby udzielić mi jakichkolwiek informacji.
- O czym ty mówisz?
- Nie żyje.
- O mój Boże. Wszystko u ciebie w porządku?
„Nie. Jestem brudna. Boli mnie głowa. Byłam o krok od więzienia. Wiesz, że więzienne paski pogrubiają? A i tak na marginesie siedzę właśnie rozkraczona na tylnim siedzeniu twojego brata.”
- Tak. W zasadzie trochę się nudziłam przez ostatnie godziny.
- Bo widzisz, jest taka sprawa. Znalazłem Bonnie, ale trochę się pokomplikowało. Trochę mi to zajmie.
- Znalazłeś ją? Wszystko u niej w porządku?
- To nie jest rozmowa na telefon.
- Spotkajmy się więc?
- Jeśli o to chodzi, to poradziłabyś sobie sama przez jakiś czas?
- O czym ty mówisz?
- Jestem dosyć daleko poza miastem.
- Co? Dlaczego?
- Muszę pomóc Bonnie.
- I nie mogłeś mi chociaż powiedzieć, że wyjeżdżasz zostawiając mnie na własną rękę w obcym mieście?
- Nie planowałem tego. Wyszło tak…
- Jak?
- …spontanicznie.
- Spontanicznie – powtórzyła z niedowierzaniem.
- Może to i lepiej. Elena, nie mam siły się z tobą znowu kłócić.
- Kto się kłóci? Po prostu dziwnie się czuję z faktem, że tak zwyczajnie wyjechałeś.
- Elena, ochłoń proszę. Nie zamierzam się z tobą tu teraz użerać.
- Przecież i tak kiedy się zobaczymy nie będziemy robić nic innego.
- Myślisz, że mnie to bawi? To, że nie rozmawiasz ze mną, a kiedy już ci się zdarzy, to jedynie mnie atakujesz? Jakbym musiał odpokutowywać każdego dnia za twoją skrytą tęsknotę za Damonem.
- A podobno to ja włączam jego osobę do każdej rozmowy.
- Nie zaprzeczyłaś – powiedział, a Elena z przerażeniem odnotowała, że ton jego głosu momentalnie osłabł.
- Stefan… Ja nie jestem w stanie udawać, że nic dla mnie nie znaczy, bo sam wiesz, że to nie prawda. Po prostu myślałam, że mogę być przy tobie szczera. Że chociaż przy tobie nie muszę grać kogoś kim nie jestem.
- Porozmawiamy później.
Żadne z nich nie chciało zgłębiać się w znaczenie słowa później. Obydwoje mieli nadzieję, że tak naprawdę już nigdy to nie nastąpi.
Elena uderzyła pięścią w oparcie przedniego fotela.

***

- Wszystko w porządku? – zapytała Bonnie, gdy Stefan wrócił.
- Tak – odpowiedział po dłuższej chwili.
On, Bonnie i Tyler siedzieli w odległej od miasta leśniczówce w sercu lasu, popijając gorącą herbatę z miodem. Bonnie wciąż drżała, lecz Stefan wiedział, że byłaby w o wiele gorszym stanie, gdyby nie udało im się jej przechwycić. Stefan podszedł i opatulił ją kocem, a ona uśmiechnęła się ze wdzięcznością, aczkolwiek odrobinę nerwowo. Nie ze względu na strach czy chłod, a z powodu, prawdziwej tożsamości Tylera, o której Stefan nie miał bladego pojęcia.
Klaus widział emocjonalną rozterkę czarownicy i ciągnął przedstawienie, sugerując jej wzrokiem raz po raz, że nie może go aktualnie wydać. Wiedział, że się go boi. Ta świadomość łechtała jego ego.

Pomiędzy całą trójką wisiała masa pytań, ciśnienie było wyższe niż w kotłującej się wodzie w czajniku, który jeszcze niedawno przeraźliwie ludzko piszczał.
- A więc, to był Kol. Osoba, która chciała cię dorwać – zaczął nieśmiało Stefan. Bonnie nieśmiało pokiwała głową, jednocześnie zastanawiając się na ile zorientowany w temacie jest wampir.
- Chciał mnie zabić. Gdyby to zrobił, zdobyłby kontrolę nad czarną energią, którą ożywiłam.
- Czyli to wszystko… w imię jakichś chorych ambicji?
- Nie byle jakich ambicji – odezwał się Tyler, zdobywając maksymalną uwagę pozostałych. – To jest potęga w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie oznacza ona czarodziejskich sztuczek. W porównaniu do wampirzych zdolności to dodaje dziesiątki tysięcy lat doświadczenia, nieograniczone pokłady siły, mógłbyś zburzyć budynek jednym palcem, mógłbyś wpływać umysłem na świadomość setek ludzi, kontrolować wszystko co dotąd wydawało się wyjęte spod kontroli. To przyciąga. Myślę, że nie tylko Kol pragnie to zdobyć.
- Oznacza to ni mniej ni więcej Bonnie, że jesteś w wielkim niebezpieczeństwie.
- Dziękuję Stefan, zdążyłam się zorientować, naprawdę.
- Jednego nie rozumiem – zaczął Salvatore. – skoro ta cała mistyczna moc, czy jakkolwiek by ją nazywać, jest w tobie, to dlaczego ty sama nie posiadasz jej? Znaczy nie zrozum mnie źle – szybko dodał jak gdyby bał się, że mogło ją to urazić – jesteś silną dziewczyną, czarownicą zresztą i wie to każdy przeciętny Damon, który kiedykolwiek próbował z tobą zadrzeć – wysilił się na żart.
Na samą wzmiankę o drugim bracie Bonnie zesztywniała.
- Damon wydał mnie Kolowi.
- O czym ty mówisz? – zdumiał się Stefan. Nawet Tyler, który dotychczas bawił się pustym kubkiem po herbacie, podniósł głowę i z nietypowym dla niego wyrazem skupienia wpatrywał się w czarownicę. – Kiedy ty w ogóle widziałaś się z Damonem?
- Ja… ja podróżowałam z nim od ponad tygodnia. Znaczy wpadłam na niego przypadkiem tak naprawdę. Uratował mnie przed grupą wampirów. A bynajmniej wtedy wydawało mi się, że mnie uratował. Przez ten cały czas po prostu wiózł mnie dla Kola.
Dziewczyna spodziewała się, że braterska solidarność nie pozwoli od razu Stefanowi uwierzyć w intrygę. Ale nie spodziewała się, że nie da wiary w ani słowo oczerniające jego brata. Miała tego dość. Nie dbała już nawet o to, że Klaus siedzi metr od nich i słyszy cały ich dialog.
- Bonnie, nie sądzę…
- Stefan, posłuchaj mnie do diabła! Damon przez cały ten czas mnie jedynie przetrzymywał i wiózł jak prosiaka na rzeź! Zostawił mnie w mieszkaniu, do którego kilka godzin później zapukał Kol. Pierwotny zawołał jego imię gdy nie mógł wejść do środka! Skurwiel nawet mówił mi, że się zbyt prędko nie zobaczymy. Popierdolony….
- Bonnie, uspokój się…
- Co uważasz, że kłamię, tak? Jakich dowodów jeszcze potrzebujesz? I czemu ty go właściwie próbujesz jeszcze bronić? On cię nienawidzi. On mnie nienawidzi. Myślisz, że naprawdę miałby jakiekolwiek skrupuły w wydaniu mnie na śmierć, gdyby miałoby mu to pomóc osiągnąć to czego chce?
Stefan wiedział, że miała rację. W umyśle brzęczało mu jedynie „…On cię nienawidzi… on cię nienawidzi…”. Spuścił głowę. Chciałby wierzyć w jego niewinność. Chciałby bronić go do ostatnich sił. Lecz jak mógłby zaprzeczać faktom?
- Wiem, że to nie kulturalnie przerywać – odezwał się Tyler. – Ale rozjaśnijcie mi jedną sprawę. Dlaczego Damon miałby bezinteresownie pomagać zdobyć Kolowi potęgę? Już nie kwestionuję jego moralności…
- On nie ma moralności – przerwała Bonnie.
- … ale ostatni obrazek jaki mi utkwił w głowie to Damon miażdżący Kola na kwaśne jabłko. A później vice versa. Skąd u diabła idea współpracy?
- Co sugerujesz? – zapytał Stefan.
- Słuchacie wy mnie w ogóle? – oburzyła się po raz kolejny czarownica. – Damon chciał mojej śmierci. Udawał, że mi pomaga tylko po to, żeby oddać mnie w ręce Kola.
- Tak, zrozumieliśmy to, wyobraź sobie. Nie musisz tego cały czas powtarzać.
- Ja jedynie chciałbym zrozumieć jaki cel miał w tym Damon – powiedział Stefan. – Za mało by było miesięcy w wieczności, żeby tak drastycznie zmienił swoje nastawienie do Kola. Musi mieć jakiś motyw. To niemożliwe, żeby się po prostu przed nim płaszczył. Zresztą, przecież mógł sam cię zabić, jeśli zdawał sobie sprawę z tego co się z tym wiąże. Nie zrobił tego. Dlaczego?
- Co mnie obchodzą motywy Damona?
- Przez 145 lat nauczyłem się, że obojętność wobec jego planów jest najgorszą rzeczą jaką kiedykolwiek można zrobić.

***

Mijały godzina za godziną. Elena siedziała, nie mogąc już wytrzymać sama ze sobą. Po prostu irytowała samą siebie. Boże, jakie to dziwne.
Pierwszą godzinę spędziła na rozmyślaniu o kłótni ze Stefanem i układając sobie w głowie co powie Damonowi, poprawka – jak opieprzy Damona jak łaskawie wróci wypuścić ją z auta.
W trakcie drugiej nuciła pod nosem wszystkie piosenki jakie jej przyszły do głowy.
W trakcie piątej liczyła samochody.
Kilka godzin później musiała chyba przysnąć bo obudził ją zgrzyt otwieranego zamka w samochodzie. Poderwała się w takim tempie, że z całej siły walnęła głową w dach („jak można uderzyć się o dach w kabriolecie?!”). Pociemniało jej w oczach, ale po chwili zrobiła się wściekła, słysząc śmiech Damona.
- Bawi cię to, przepraszam bardzo?!
- Już zawsze zamierzać mdleć na mój widok? – odpowiedział pytaniem rozbawiony.
Elena zapomniała już, że przez cały dzień tylko czekała by móc wyjść z auta. Zaparła się i demonstracyjnie odwróciła w drugą stronę, krzyżując ręce na piersi.
- Ach, moja obrażalska. Jak minął dzień?
- Zamknąłeś mnie w aucie!
- Wiem.
„Do jasnej cholery przestań się ze mnie śmiać!”
- Musisz być głodna, biedactwo ty moje - wepchnął się bezceremonialnie na siedzenie obok niej. Elena mimowolnie uśmiechnęła się czując zapach gorących fastfoodów, które trzymał. Podał jej jedną z dwóch papierowych toreb. – Nie są zatrute – zapewnił z nagłą, udawaną powagą, widząc, że wbrew sobie nie zamierza otworzyć.

Po dłuższej chwili uległa i zatopiła zęby w hamburgerze.
- Gdzie jest Stefan? – zapytał. Widząc zdumioną minę dziewczyny dodał: - No proszę cię, myślisz, że uwierzę, że tak po prostu postanowiłaś przespacerować się sama do New Jersey? Gdzieś w pobliżu musi być twój wierny, bezmózgi pudelek.
- Wyobraź sobie, że nie wiem gdzie jest – ucięła mu. – Przyjechał ze mną, ale trochę się rozeszliśmy.
- Tak bywa w każdym związku.
- Jezu, dobrze wiesz, że nie o tym mówię!
„Do jasnej cholery przestań się ze mnie śmiać!”
- Dobrze, już dobrze. Smakuje ci chociaż?
- Pytasz, jakbyś to ty przyrządził. Co się w ogóle stało? Ty przecież nie jadasz w barach szybkiej obsługi. Zaskoczył cię fakt, że prezydent miasta nie zaprosił cię do swojej prywatnej wypasionej kuchni?
- Czasem trzeba przemęczyć tony chemikaliów i przegotowane mięso. Zaprosił mnie do zamieszkania w sypialni jego córki, ale to nie wypaliło.
- Co, stwierdziła, że jesteś wypaczony genetycznie?
- Nie, to byłaś zdolna zauważyć jedynie ty – uśmiechnął się. Elena poczuła, że się rumieni. Odwróciła wzrok próbując to ukryć, mimo że wiedziała, że i tak to zauważył. – Czy to poduszka? – spróbowała zmienić temat.
- Nie to melon. On się tylko tak zakamuflował.
Tym razem była pewna, że wyglądała już jak burak.
- Przyniosłem ci, bo stwierdziłem, że może być ci nie wygodnie.
- Dziękuję dobroczyńco – odparła z sarkazmem.
- Masz tu jeszcze koc. Noce bywają chłodne.
Elena zmarszczyła czoło, ale zanim dotarło do niej o czym wampir właściwie mówi, zdążył już zgarnąć śmieci i wyjść na zewnątrz. Rzuciła się na drzwi w chwili, w której je zamknął. Waliła ze wściekłością w szybę, ale on jedynie pomachał jej wyraźnie artykułując „Dobranoc”. Odszedł uśmiechając się przyjaźnie.
Elena gdy znikł jej z horyzontu, zrezygnowana wtuliła się w koc, starając się ignorować fakt, że pachnie jak woda kolońska Damona. Może to właśnie z tego powodu tak szybko zasnęła? Musiała się dowiedzieć jakiego zapachu używa.
Sama sobie nie wierzyła, że po tak idiotycznym dniu naprawdę uśmiechała się.

_________________________________________________________________________________________________________________________________
Nie bądź obojętny, uratuj jednorożca!
endless-komentarze-t10288.html
Ostatnio edytowano 28 sie 2012, o 19:28 przez Aliantka, łącznie edytowano 1 raz
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


29 sie 2012, o 22:21
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Dziękuję, za komentarze, szczególnie, że poprzedni rozdział nie przypadł wam do gustu. Mam nadzieję, że z tym będzie lepiej ;)
ObrazekObrazek <--- te jednorożce dziękują Klaroline1000 i Bloods za komentarze, są cenniejsze przy pisaniu od wszystkiego innego! Dużo mi Damon i Eleny wyszło, tak na marginesie. Będę to musiała w przyszłości odpokutować xD
W każdym razie łapcie następny rozdział ;)
_________________________________________________________________________________________________________________________________


Rozdział 9


Damon spojrzał przez szybę samochodu na błogo śpiącą Elenę. Wrzący ból wypływał na powierzchnię raniąc go niemiłosiernie.
Przypomniał sobie, że kiedyś ktoś, w nieistotnych okolicznościach, zapytał go o absolutnie najgorszą rzecz w byciu wampirem. Odpowiedział: „Wspomnienia”.
Rządza krwi? Trzeba być idiotą, żeby po dekadach nadal nie zrozumieć, jak być panem pragnienia.
Nieśmiertelność? Bywa przytłaczająca, ale na ogół zapewniała nowy start.
Śmierć? Idzie przyzwyczaić się do zakopywania trupów.
Ale nic, nie jest w stanie zniszczyć wampira tak bardzo jak wspomnienia. Wspomnienia trzymały go w tym momencie przy oknie, wspomnienia nie pozwalały mu podejść do niej bliżej, a jednocześnie napędzały go do nachylenia się nad nią i przeczesania palcami jej włosów.
Wspomnienia jednocześnie kazały mu nienawidzić i kochać.
Gdy takie rozdarcie trwa wiecznie, miażdży psychikę, kaleczy duszę.
To wszystko zamykało się w tym jednym wyrazie „wspomnienia”. Damon zaczął zastanawiać się czy ta anonimowa osoba była zadowolona z odpowiedzi. Nie sądził, by ją zrozumiała. Wbrew tłumieniu w sobie tej potrzeby, zaczął rozmyślać, czy zrozumiałaby go wtedy Elena.
- Spodziewałem się, że będziesz dzwonić godziny temu – odebrał telefon, widząc na wyświetlaczu kontakt „Kol Mikaelson”.
- Czarownica uciekła.
- Że co proszę?! – zdumiał się szczerze.
- Nie było jej tam. Gdy chciałem wejść do środka, widziałem jak wychodzi na zewnątrz.
- Na zewnątrz? – powtórzył zdezorientowany Damon. – Mieszkanie jest na jedenastym piętrze.
- Ale wyszła. Przez okno. I wspinała się, mała małpka.
- A ty co, stałeś i się tak po prostu patrzyłeś?
- Nie, tak zrobiłby tylko ktoś tak głupi jak ty. Próbowałem wejść do środka. Mała musiała chyba rzucić jakieś zaklęcie, bo moja stopa nie była w stanie przekroczyć progu – Damon pokiwał głową z nieodgadnionym wyrazem twarzy. – Później wyskoczyłem na zewnątrz, ale było już za późno. Przepadła.
- Co masz na myśli, zabiła się?
- Zgarnęli ją Stefan Salvatore i jakiś czarnowłosy chłopak.
- Ehehe, no tak, Stefan. Klasyka. – mruknął bardziej do siebie niż do Kola. – Jaki czarnowłosy chłopak?
- Wampir z pewnością, niezbyt urodziwy. Miałem wrażenie, że skądś go kojarzę.
- Z Mystic Falls?
- Niewykluczone.
Myśli Damona z prędkością światła analizowały każdego wampira, który kiedykolwiek przekroczył granice jego rodzimego miasta. Wszystkie opcje wydawały się jednak takie nieprawdopodobne:
- Może… Tyler Lockwood?
- Kim on jest?
Przemyślenia wampira pędziły dalej. Zaśmiał się w duchu. Oczywiście, że Tyler Lockwood. A raczej ktoś, kto się za niego podaje. Damon był ciekawy czy Bonnie już zdążyła zdradzić się przed Stefanem w tej kwestii.
- Znajomy znajomych. Nieszkodliwy.
- Musisz go znaleźć jak najszybciej.
- Niby dlaczego mam naprawiać coś , co ty zrujnowałeś? Z mojej strony wszystko zostało zrobione. Podstawiłem ci czarownicę pod nos praktycznie. To naprawdę nie mój problem, że dałeś jej uciec.
- Ty wiesz do kogo mówisz?! Masz ją natychmiast znaleźć i przyprowadzić ją do mnie.
- Obawiam się, że jestem aktualnie trochę zajęty.
- Musimy powstrzymać Alarica! Nie możemy dopuścić, żeby ją zabił! Przecież gdy on zdobędzie moc, zniszczy cały gatunek wampirów! Gdy ja ją przejmę i zabiję, obiecuję ci, że oddam ci część mojej potęgi. Razem zdobędziemy dominację, będziesz moją prawą ręką. Liczę na ciebie, Damonie.

***

Elena siedziała nieruchomo w głębi auta patrząc, jak Damon rozmawia z kimś przez telefon. Nie słyszała słów, lecz sama jego postawa wprawiała ją w niepokój. Denerwował się, dostrzegła to od razu. Przygryzał nerwowo wargę. Bał się?
Wiedziała, że nie był przeciętnym wampirem. Gdy wyraźnie obawiał się czegoś, mogło to oznaczać katastrofę na wielką skalę.

***

Klaus wiedział, że wygrał tę turę. Posyłał porozumiewawcze spojrzenia Bonnie, za każdym razem gdy zdawała się mieć potrzebę wyjawienia tajemnic wiszących między ich trójką. Nie miała wyboru. Czasami opłaca się być bezwzględnym, zdemoralizowanym do granic możliwości pierwotnym. W sumie to zawsze się to opłaca.
Musiał rzecz jasna odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań, ale Stefana zaspokoiły jego uzasadnienia, że rozstał się z Caroline, przynajmniej tymczasowo oraz że znalazł w zbiorach swojego rodzinnego dziedzictwa masę legend, na bazie których wylądował w New Jersey, szukając więcej informacji.
W rzeczywistości zauroczył Caroline, by wyjechała jak najdalej i nie mieszała do niczego. Była w zasadzie jedynie jego kulą u nogi, której towarzystwo nawet przypadło mu do gustu, dopóki nie znalazł się w centrum zamieszania i rywalizacji, które wymagało od niego szybszego tempa działania.
Nakierował Stefana i Bonnie na teren, w którym jak mniemał, znajdował się Alaric. Już wkrótce. Już wkrótce.

***

- Z kim rozmawiałeś? – zapytała Elena Damona.
- Niech cię o to głowa nie boli.
Dziewczyna wpatrywała się w wampira. Chciała mu pomóc. Chciała zdjąć mu z pleców ciężar, który go przytłaczał.
- Damon, proszę. Co się dzieje?
- Można by pomyśleć, że po twojej przymusowej odsiadce w aucie powinnaś być na mnie bardziej zła.
- Do tego chciałeś doprowadzić? Chciałeś, bym była na ciebie zła?
Chciała, by pozwolił jej się do siebie zbilżyć. Bolało ją, gdy odgradzał ją od siebie murem. Martwiła się, bo wiedziała, jak wpływa na niego takie kumulowanie w sobie wszystkich negatywnych emocji. Już wolała by na nią nawrzeszczał, nawyklinał, nawyzywał. Bo wiedziała, że jest mu to potrzebne. Zniosłaby to wszystko, mając pewność, że przyniesie mu to ulgę.
- Co ty robisz, Elena? – to pytanie wytrąciło ją na moment z równowagi.
Zauważyła, że nieznacznie przesuwała się coraz bliżej niego. Potrzeba bliskości, którą w sobie dusiła, przejęła kontrolę nad nią samą, ciągnąc ją w kierunku wampira.
Złapał ją wyjątkowo brutalnie za nadgarstki. Zasyczała z bólu.
- To dla ciebie jakaś zabawa? Przychodzisz do mnie, gdy ci się nudzi, gdy nie masz już do kogo się zwrócić. Za kogo ty mnie masz? Za kogo ty siebie masz? Nie jestem twoim pieskiem na wysyłki, który będzie latał ratując cię z opresji i wracał do swojej budy kiedy już nie go nie potrzebujesz. Nie cały świat kręci się wokół ciebie. Jesteś nic nieznaczącym człowiekiem, po którym kiedyś nic nie zostanie. Uważasz, że jesteś dla ludzi wszystkim, gdy w rzeczywistości jesteś nikim.
- Damon, przestań, to boli… - powiedziała próbując wyswobodzić ręce z jego miażdżącego uścisku jednocześnie tamując łzy.
- Gardzę tobą, rozumiesz? Przez to, że uwierzyłem, że naprawdę uwierzyłem, że ci na mnie zależy. Tobie nie zależy. Ty się litujesz. Robisz za pieprzoną Matkę Teresę. Nie masz pojęcia jak wstydzę się tego, że dałem się nabrać.
Puścił ją. Elena odsunęła się wystraszona od niego. Oddychała płytko, a po jej policzkach ściekały łzy. Wiedziała, że nie były spowodowane bólem.
Damon wpatrywał się w nią z nienawiścią. Czuła, jak to spojrzenie piecze ją w twarz, jeszcze bardziej niż gorące łzy. Nie mogła tego znieść, nie mogła patrzeć w to jak drastycznie zmieniły się jego czułe oczy, przepełniała je gorycz, desperacja i ból, którego ona, Elena, była przyczyną.
- Damon, ja… - czekał aż skończy. Pokręcił głową, widząc, że nie zamierza tego zrobić.
- Wsiadasz do najbliższej taksówki i jedziesz prosto do domu. W ogóle nie powinno cię tu być.
Odwrócił się.
„Damon, nie, proszę nie odchodź!”
Zatrzymał się na moment jakby czytając w jej myślach. Poczuła ukłucie, słysząc jak ściszył mu się ton głosu gdy odezwał się raz jeszcze:
- Powiedz mi tylko jedno. Czy to wszystko… to wszystko, co było kiedykolwiek między nami… to był dla ciebie jakiś żart?
- Nie – szepnęła. Najbardziej bolał ją fakt, że on wydawał się naprawdę w to wierzyć. Czy naprawdę tak o niej myślał? – Nie – powtórzyła. – Chwile, które spędziliśmy razem znaczyły dla mnie naprawdę wiele. Nie potrafiłam przestać o nich myśleć. Nie potrafiłam przestać o tobie myśleć. Każdego dnia, odkąd odszedłeś rozpamiętywałam to wszystko. Te wspomnienia utrzymywały mnie przy życiu i jednocześnie doprowadzały na skraj przepaści.
- Wspomnienia, hę? – Damon uśmiechnął się mimochodem, przypominając sobie swoje dzisiejsze poranne przemyślenia.
- Rozdzierają mnie na pół. Wspomnienia każą mi zapomnieć i jednocześnie trwać w pragnieniach.
Przez chwilę miała wrażenie, że Damon stracił pewność siebie. Widziała rozdarcie w jego oczach. Pomyślała, że jednak nie odejdzie. Myliła się. Zawrócił i zostawił ją samą.
- Przepraszam. Przepraszam cię za wszystko – powiedziała do jego pleców. Patrzyła jak robią się coraz mniejsze i mniejsze, wtapiając się stopniowo w czarną noc.

***

- Czekałem na ciebie. Cieszę się, że udało ci się odnaleźć drogę do tego miejsca. – Powiedział Alaric otwierając drzwi przed Pierwotnym.
- Nie miałem z tym zbyt dużych trudności, mimo dość specyficznej lokalizacji.
Łowca z uśmiechem przyglądał się jego poważnej twarzy.
- Jeśli wolisz możemy od razu przejść do rzeczy – powiedział, na co Elijah pokiwał głową. – Twoja siostra żyje, na dzień dzisiejszy. Zawrzyjmy umowę: jeśli chcesz by włos z głowy jej nie spadł, masz przyprowadzić mi Bonnie Bennet.
Każdy przeciętny wampir zdziwiłby się. Elijah słuchał z uwagą.
- Skąd mam wiedzieć, że mogę polegać na twoim słowie?
- Mam w posiadaniu broń, która może ciebie zabić. Mogłem jej użyć w chwili, w której przekroczyłeś próg tej posiadłości. Zostałem powołany przez Esther, do wyplenienia z powierzchni ziemi robactwa, jakim są wampiry. Nie wywarła jednak na mnie całkowitego posłuszeństwa. Mogę oszczędzić Rebeccę w zamian za twoją pomoc.
- Nie będę nic dla ciebie robił. Nie ma takich słów, które sprawiłyby, że uwierzyłbym w twoje intencje.
- A to pech – wstał. – Mogliśmy to załatwić łatwiejszą drogą – powiedział i jednym uderzeniem skręcił mu bez problemu kark, jednocześnie niemal wyrywając mu rękę.
Ach ta siła. Pomyśleć, że niektórzy mają problem z otwieraniem słoika ogórków.
Spojrzał na leżącego pod nim wampira. Mógłby go zabić tu i teraz, to fakt. Ale po co odbierać sobie tą przyjemność zniszczenia ich wszystkich za jednym zamachem?
Już wkrótce, już wkrótce.

_________________________________________________________________________________________________________________________________
Obiecuję, że jeśli wszystko wyjdzie tak jak ma w planach wyjść już za kilka rozdziałów nastąpi pewnego rodzaju punkt kulminacyjny ;)
topic10288.html <--- zapraszam xD
Ostatnio edytowano 30 sie 2012, o 08:09 przez Aliantka, łącznie edytowano 2 razy
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


1 wrz 2012, o 10:37
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Przepraszam za coraz dłuższe przerwy w dodawaniu, ale ostatnio wszystko mi się strasznie kumuluje. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. W ramach przeprosin wrzucam rozdział stosunkowo długi, nad którym długo siedziałam, starając się, by wyszedł jak najlepiej ;)
Dedykuję jubileuszowy (10!) rozdział Klaroline1000 i Bloods, wiernym komentatorkom, kocham was dziewczyny :serce:
__________________________________________________________________________________________________________________________________

Rozdział 10


Elijah ocknął się. Nastawił ramię na miejsce, starając się nie wydać przy tym jakiegokolwiek odgłosu i ignorując rozchodzący się ból po całym ciele, rozejrzał się dookoła.
Był w kamiennym podziemiu, a raczej, jak przypuszczał, jedynie jego fragmencie. Wzdłuż i wszerz pomieszczenie miało po kilka metrów. Wzwyż co najmniej pięćdziesiąt. Od ścian biło wilgocią, a jedynym źródłem światła była wnęka na samym górze.
Pierwotny podskoczył lekko i wybadał otwór, ale nie było tam nawet nic za co mógłby się złapać, więc runął w dół. Delikatnie musnął grunt podeszwami butów upadając wdzięcznie.
W ciągu następnych godzin analizował kamień po kamieniu szukając najmniejszej skazy, lecz takiej nie znalazł. Nie był w stanie uszkodzić jakiejkolwiek części dziwnego rodzaju studni, w której się znajdował.
Zrozumiał, że po raz pierwszy od setek lat, znalazł się w sytuacji bez wyjścia.

***

Kol spoglądał z góry na idących polną drogą Stefana Salvatore, Bonnie Bennet i Tylera Lockwood’a. Myślał, że pojawienie się tych dwóch wampirów znacznie mu przeszkodzi, tymczasem nie miał żadnego problemu ze znalezieniem ich, jak i śledzeniem.
- Co robimy? Atakujemy ich? – zapytał wampir stojący najbliżej niego.
- Nie, Damon – odpowiedział Kol, po zastanowieniu się.
- Dlaczego?
- A co, tak się spieszysz, żeby zabić swojego brata?
„A ty swojego?” – odpowiedział Damon w myślach, wpatrując się z nieznacznym uśmieszku na postać Tylera aka Klausa. Wzruszył ramionami.
- Nie wiem jak to jest możliwe, ale oni prowadzą ją dokładnie w tym kierunku, co miałbym ją zaprowadzić ja.
- Sugerujesz, że idą ją oddać w ręce Alarica? – Damon teatralnie się zdziwił.
- Na to wygląda.
- Dlaczego?
- Yhy dlaczego, dlaczego – zaczął go przedrzeźniać Pierwotny – Jezu, Damon, jaki ty głupi jesteś.
Wampir nie zareagował na tą uwagę. Starał się nie pokazywać po sobie, że właśnie działa w trybie zdobywania informacji. Z dosyć tępym wyrazem twarzy wpatrywał się w Kola, dopóki nie zaczął mówić.
- Może jest jakaś szansa, że któryś z nich jedynie udaje, że jest po stronie dziewczyny, a w rzeczywistości prowadzi ją prosto w paszczę lwa.
- Tak jak ja robiłem na twoje polecenie?
- Brawo, zrozumiałeś!
- Na czyje polecenie w takim razie uważasz, że jeden z nich to robi?
To pytanie wyraźnie go zaskoczyło. Po chwili otrząsnął się. Zastanowił się i odpowiedział:
- Nie musi koniecznie wykonywać poleceń. Równie dobrze może działać sam. Jeśli jest chociaż trochę sprytniejszy od ciebie.
- Znam mojego brata. Sam nie byłby w stanie rozplanować efektywnej wyprawy na grzyby.
- A ten drugi?
- Tyler?
- Co o nim wiesz? Znasz go?
- Przelotnie – wymigał się od pytania Salvatore.
Obaj przyglądali się trzem postaciom idącym poniżej. Bonnie właśnie wpadł nogą w dziurę wykopaną przez jakieś zwierzę. Stefan rzucił się jej na ratunek, podczas gdy Tyler spojrzał na nią jedynie i nawet nie drgnął by jej pomóc.
- W tym Tylerze jest coś dziwnego – zauważył Damon.
- Myślę, że ten jeden raz masz rację.
- Czyli jeśli dobrze zrozumiałem, nie robimy aktualnie nic?
- Będziemy razem z nimi iść do Alarica. Nie ma po co się szarpać z czarownicą, podczas gdy sama idzie po sznureczku do celu z własnej woli.
- Brzmi logicznie. Spójrz – Salvator wskazał ręką na najbliższe wzgórze – chyba zamierzają się zatrzymać w tamtej chacie.
- Już? Nie przeszli nawet kilku kilometrów. W ogóle czemu oni idą? Ja bym po prostu zwinął jakieś dobre auto.
- Idę o zakład, że to przez Stefana – uśmiechnął się pod nosem.
Na drzewie na wysokości ich dwójki przysiadł kruk. Kol zamachnął się na niego.
- Parszywe ptaszyska. Te wrony wszędzie za nami latają. Co się dzieję z tymi zwierzętami?
- Nie mam zielonego pojęcia – odparł Damon z niewidocznym uśmiechem. Złapał z ptakiem kontakt wzrokowy na odległość, wchłonął przeznaczoną dla niego wiadomości i zakodował w umyśle ptaka odpowiedź. Kruk posłusznie odleciał w stronę adresata tych nowych informacji.

***

- Jesteście pewni, że możemy się tu zatrzymać? – zapytała Bonnie.
- Dlaczego nie? – odpowiedział Tyler z poirytowaniem wymalowanym na twarzy.
Rzucili na ziemię kilka swoich podręcznych bagaży. Bonnie była wykończona. Nie wiedziała jak długo jeszcze będzie musiała się kryć i czy jeszcze kiedyś będzie mogła czuć się bezpiecznie. Bała się Klausa bardziej niż kogokolwiek. Podróżując u boku tego-drugiego-Salvatora przynajmniej żyła w nieświadomości zagrożenia. Teraz wzdrygała się na każde słowo, które wypowiedział Klaus, szukała podtekstów w każdym jego zdaniu, które mogłyby wydać jego prawdziwe cele. Czekała na jakiekolwiek podknięcie, dzięki któremu mogłaby wtajemniczyć w powagę sytuacji Stefana.
Ale jak na razie się na to nie zanosiło. Stefan nie miał zahamowań przed pokładaniem zaufania w Tylerze, co Bonnie zaczynało irytować. Czemu ona nigdy nie zauważyła jak ufny jest?
- Dobrze się czujesz? – zapytał z troską, nagle pojawiając się obok niej.
Wzdrygnęła się, na co on przepraszająco kiwnął głową.
- Próbuję rozprostować nogi, ludzkie kończyny czasem się męczą – spróbowała zażartować czarownica.
- Martwię się o ciebie. Widać jak mocno odbija się na tobie ta nowa sytuacja i nawet nie mogę sobie wyobrazić co możesz w tym momencie odczuwać. – zagadał współczująco.
- Kontaktowałeś się z Eleną? – zapytała. Spochmurniał.
- Tak wszystko u niej w porządku. Wróciła do Mystic Falls. Ale… nie dogadujemy się tak jak kiedyś.
- A czego się spodziewałeś? Trochę się między wami zmieniło przez ostatni rok. Elena też znaczenie się zmieniła. Nie możesz oczekiwać, że wszystko będzie idealne tak jak zanim się rozstaliście, zanim…
- … ją skrzywdziłem?
- Nie zamierzałam tego tak ująć.
- Ale taki miał być tego przekaz.
- Stefan, przepraszam cię.
- Mogę liczyć na twoją szczerość? – zapytał, a gdy pokiwała głową kontynuował – czy twoim zdaniem ja i Elena popełniliśmy błąd wracając do siebie?
- Myślę, że przeżywacie kryzys, który w każdym związku jest potrzebny. Ty wróciłeś i chcesz być z nią na starych warunkach, jej poglądy zmieniły się. Jeżeli obydwoje będziecie udawać, że nic się nie wydarzyło, będziecie jedynie oszukiwać siebie wzajemnie i dusić się ze sobą.
- Myślisz, że Elena dusi się ze mną?
- Zamierzasz nad interpretować wszystko co mówię? Chodzi mi jedynie o to, że jesteście już innymi ludźmi, którzy nie mogą bawić się w licealną parę. Jeśli chcecie być ze sobą, musielibyście zacząć od zera. Odgrzebywanie jakiś dawnych uczuć nigdy nie działa.
Zapadła cisza, którą przerwał po dłuższej chwili Stefan:
- Czego tak naprawdę się boisz, Bonnie?
„Tylera. Znaczy Klausa. Jego motywów. Jego siły.”
- Sama nie wiem. Ta cała sytuacja mnie przytłacza.
- Obiecuję ci, że nie musisz się o nic martwić. Niedługo wrócisz do domu, nakarmisz rybki i wszystko będzie jak dawniej.
- Gdzie my tak właściwie zmierzamy? – przerwała mu Bonnie.
- Istnieje miejsce, w którym możemy wyzwolić z ciebie siły które cię krępują.
- Nie rozumiem, jak to wyzwolić?
- Jesteś tylko połączeniem, Bonnie, między światem mistycznym a realnym. Spróbujemy cię odciąć od tego.
- I to może zadziałać? Brzmi tak naiwnie.
- Według Tylera jest to jak najbardziej wiarygodne.
Bonnie zawahała się.
- Stefan… nie ufaj Tylerowi.
- O czym ty mówisz? – zdumiał się.
- Po prostu nie ufaj mu. To… skomplikowane. Ale on jest ostatnią osobą, której powinieneś teraz ufać.
- O czym to tak zawzięcie dyskutujecie, przyjaciele? – dołączył do nich sam obgadywany.
- Podważam wiarygodność tego całego przedsięwzięcia odcięcia mnie od mocy – odpowiedziała piorunując go wzrokiem. Stefan patrzył się to na nią, to na niego, próbując pojąć, co tu się właściwie dzieje.
- Miałbym kłamać? – obruszył się Tyler. – Tak reagujesz na pomocną dłoń?
Bonnie milczała nie mając odwagi nic więcej powiedzieć.
„Tchórz” – wyzywała się w duchu.
- W archiwach Lockwoodów wyczytałem – zaczął Tyler jeszcze raz. – że nie ma czegoś takiego, czego nie można by złamać przy pomocy czarów. Wiesz jak wielkie znaczenia mają dla czarownic miejsca bądź zjawiska? Spróbujemy wykorzystać jedno i drugie. Miejsce do którego idziemy jest przesiąknięte magią.
- Co to za miejsce?
- Zamczysko u podnóża Kordylierów Północnych. Miało tam miejsce kiedyś ważne wydarzenie w folklorze czarownic. W które zamieszana była swoją drogą twoja daleka krewna: Emily Bennet.
- Emily? Co to było za wydarzenie?
- Zadajesz strasznie dużo pytań. Nie wiem, to nieistotne, to przeszłość – odpowiedział z wyrazem twarzy, który sugerował zupełnie co innego. – Ważne jest to, że jest to jedno z niewielu miejsc na świecie, które zostały w pewien sposób opiętnowane.
- Dlaczego to robisz? – zapytała Bonnie mierząc go wzrokiem.
- Jestem twoim przyjacielem, chcę ci pomóc! – oburzył się Tyler z rozbawieniem w oczach, które tylko ona mogła dostrzec. Przypomniała sobie, że identyczne widziała u Damona, gdy zapewniał jej bezpieczeństwo. To skojarzenie nie pomogło jej ani trochę.

***

Elena nie wiedziała już, dokąd ma iść. Czuła, że nie ma już miejsca, w którym czułaby się, że do niego przynależy. Nie chciała wracać do Mystic Falls. Nie chciała wracać do domu. Czuła, że nie ma już do czego wracać.
W ostatniej rozmowie okłamała Stefana, żeby się o nią nie martwił. Nie chciała, żeby rozpraszał się czymś tak bzdurnym jak jej bezpieczeństwem. Nie chciała, żeby zrujnował wszystko, bo gdzieś dojdą go słuchy, że skaleczyła się w palec.
Dopóki żyła w wiecznym niebezpieczeństwie w pewnym stopniu nie odczuwała pustki, nie miała na to czasu. Nie myślała nad wyraz o swoich relacjach z ludźmi, bo była zbyt przejęta i przerażona wszystkim co się wokół niej dzieje.
Teraz, gdy opadła już aura zagrożenia, dostrzegła, że nagminnie wykorzystywała te okoliczności, dla usprawiedliwienia wszystkiego co robiła. I o dziwo, wszyscy to akceptowali. Litowali się nad nią? Nie chciała tego, żeby wszyscy się nad nią litowali. To jest okropne.
Po śmierci rodziców, litowali się nad nią nauczyciele, przypisując jej miernym osiągnięciom z chemi traumę, nie brak mózgu ścisłowca.
Damon też nienawidził tego typu litości.

Oczy jej się przeszkliły na samo wspomnienie. Dopiero teraz mogła zauważyć, jak wielkie szkody wyrządziła będąc otaczana ochronną powłoką, która usprawiedliwiała ją od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Teraz była kolejną rzeczą, której Damon nienawidził.
Gdyby tylko mogła, zrobiła by absolutnie wszystko, by naprawić popełnione błędy.
Chciała mu udowodnić, chciała by dostrzegł w niej, że żałuje. Gdyby tylko dał jej szansę, udowodniłaby mu, jak bardzo się teraz względem niej myli i jak zamierza brać sprawy we własne ręce.

- Przepraszam, ale powinniśmy już zamknąć kilka minut temu. Zamierza pani coś kupić? – zapytała kasjerka drogerii, w której Elena stała przed regałem z perfumami.
Spędziła ostatnią godzinę wąchając każdy męski zapach, próbując dojść do tego, którego używał Damon, ale żaden z tych, które wdychała nie przypominał go nawet w najmniejszym stopniu.
- Nie, nie zamierzam – odpowiedziała, odkładając dziwnie wygięty flakonik na półkę. – Przepraszam, straciłam poczucie czasu.
Kobieta odburknęła coś agresywnie. Elena szybko opuściła sklep, tłumiąc w sobie refleksję, że już nigdy nie będzie w stanie znaleźć drugiego, takiego samego zapachu.

***

Klaus wyszedł przed domek obserwując bezchmurne, gwieździste niebo. Jego towarzysze już spali, czyli był to jedyny okres, w którym mógłby odpocząć od ich obecności i robić rzeczy, które mogłyby wyzbudzić wątpliwości.
Siedział przez chwilę na pobliskiej przewróconej kłodzie cierpliwie czekając.
Zza krzaku nieopodal niego wynurzył się czarny kot i bezszelestnie podszedł do niego. Usiadł przed nim, podniósł pyszczek i rozmarzonymi ślepiami spojrzał na niego.
Klaus nachylił się nad zwierzęciem i wchłonął przeznaczoną dla niego wiadomość. Uśmiechnął się zadowolony. Trzeba przyznać, że wampirzyca się postarała.
Zakodował odpowiedź, którą kot pomknął przekazać w nieprawdopodobnym, jak na czworonoga, tempie.

_________________________________________________________________________________________________________________________________
endless-komentarze-t10288.html ;)
Ostatnio edytowano 1 wrz 2012, o 13:58 przez Aliantka, łącznie edytowano 4 razy
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


2 wrz 2012, o 11:19
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Jeszcze raz dla Klaroline1000, a co mi tam ;)
Wzięłam się w garść, chcąc jak najszybciej napisać i ze względu na komfort czytania i tego, że od jutra zaczynam nową szkołę. Dlatego pierwszy tydzień może być ubogi w rozdziały, ale obiecuję dać z siebie wszystko!
Najprawdopodobniej ostatni wakacyjny rozdział, więc chciałabym ciepło podziękować każdej czytającej osobie.
No dobra, już przestaję, macie xD:
__________________________________________________________________________________________________________________________________

Rodział 11


Wampirzyca głaskała kota, analizując, co powinna zrobić. Po dłuższym namyśle zdecydowała działać zgodnie z poleceniem, które utrzymała, wyrytym głęboko w umyśle czworonoga.
Kilka minut, godzin może tygodni (kto by to liczył?) i dotarła na miejsce.
Przeszła na zaplecze księgarni, udała się w dół, po schodach prowadzących do piwnicy, odsunęła stojący pod ścianą kredens. Wyciągnęła schowany w biustonoszu mały kluczyk i otworzyła drzwi, które jeszcze przed chwilą zasłonięte były przez szafkę.
Podeszła do trumny, otworzyła ją i wyciągnęła sztylet z piersi Rebekah Mikaelson.
Zapisała jej w telefonie kilka informacji nie cierpiących zwłoki i pospiesznie opuściła piwnicę.

***

- Jesteśmy już blisko celu – poinformował Kol otaczających go wampirów. – Gdy przyjdzie odpowiedni czas, nie damy im żadnej szansy. Alaric nie może dostać dziewczyny. Jeśli tak się stanie wszyscy zginiemy. Musimy działać razem. Zabijcie każdego kto stanie wam na drodze. Łowca nie może jej dostać.

***

- Tony – mężczyzna został przywitany przez resztę.
– Przepraszam za spóźnienie – odparł.
- Masz szczęście, że Klaus nie dał nam jeszcze żadnego znaku. Ale z tego co wiem ma to nastąpić już wkrótce.
Tony spojrzał na gromadkę pozostałych hybryd.
- Niewiele już nas zostało – zagadał. – Myślałem, że zostanie mieszańcami chociaż trochę zapewni nam przetrwanie.
- Bo tak miało być.
- Jesteśmy jednymi z najsilniejszych istot, do diabła!
- To wszystko przez to źródło krwi Klausa, tą dziewczynę i jej przyjaciół.
- Gdy Klaus odzyska ciało, będziemy ją musieli uprowadzić, prawda?
- Zdaje się, że taki jest plan.
- W takim razie z chęcią podetnę przy okazji żyły jej wiernym wampirkom.

***

Damon skorzystał z okazji i odłączył się na moment od grupy. Nadęte ego Kola, wygłaszające mowę przed wampirami, nie zauważyłoby, że zniknął najważniejszy z nich. Jakie to typowe.
Przeanalizował wszystko co do tej pory się dowiedział.

Bonnie poprzez przeniesienie osoby Klausa do ciała Tylera stała się łącznikiem z mistyczną energią, która uwolni się w chwili jej śmierci.
Nie jest możliwe przenoszenie się z ciała do ciała bez pomocy magii, więc Klaus prędzej czy później będzie potrzebował czarownicy. Czy zamierza znowu wykorzystać Bonnie? Ona nie ma aktualnie żadnej mocy, nie licząc tej, której nie potrafi używać.
Poza Bonnie, nim samym i Katherine nikt nie wie o zamianie ciał.
Kol jest zwyczajnie zastraszany przez Łowcę. Może liczy na to, że trochę mocy na niego rykoszetem kapnie, ale to i tak byłoby mocno optymistyczne myślenie.
Kol i niewątpliwie także Klaus chcą doprowadzić Bonnie do miejsca ceremonii spotęgowania mocy Emily Bennet, gdzie jak przypuszczał, aktualnie stacjonuje Alaric.

Jest to jedno z nielicznych miejsc, w których można by było zabić Bonnie, aby przejąć jej energię. Damon był ciekawy, czy wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że jest to warunek podstawowy. Gdyby przejechał ją tramwaj, kontroler biletów nie otrzymałby nagle jakiejś niezidentyfikowanej mistycznej siły. Jej uśmiercenie musiało mieć miejsce w konkretnym ociekającym magią miejscem. Mały tyci minus jest taki, że na miejscu zaklepał już sobie miejsce w pierwszym rzędzie Alaric.
Damon dziwił się, że jeszcze nikt nie próbował go odszukać i przymusić do mówienia w związku z ceremonią Emily. Był pod wrażeniem, że po tylu latach nikt nie odkrył, że był jednym z dwunastu osób, które były tego świadkami. Cała sprawa zastraszająco dobrze pozostała sekretem. Gdyby się dowiedzieli ile on w rzeczywistości o tym wszystkim wie, nie byłby w stanie odetchnąć między torturami. Na których zresztą i tak nic istotnego by się nie dowiedzieli. Przysiągł, że jej nie zdradzi. Nawet jeżeli Emily nie tak dawno temu zdradziła jego. Wampir przeklął czarownicę na myśl o zniszczonym medalionie, dzięki któremu miał się dostać do grobowca, żeby uwolnić Katherine.
„Po tym wszystkim co dla ciebie zrobiłem i wciąż robię, suko?”

Damon bał się sam przed sobą przyznać, że patrząc na wszystkich graczy, już nie ma pojęcia kto pociąga za czyje sznurki i czy sam czasem nieświadomie nie stał się czyjąś pacynką.
W głębi duszy miał nadzieję, że przynajmniej Elena jest bezpieczna.

***

- Wszystko w porządku, jesteś bezpieczna? – zapytał Stefan Elenę, ściskając niespokojnie telefon.
- Stefan, wiem, że nie powinnam dzwonić, ale odkryłam coś.
- O czym ty mówisz?
- Pamiętasz Tony’ego? Tę hybrydę Klausa?
- Tak. A co?
- Widziałam go dzisiaj, jak przechodził przez główny plac.
- To takie dziwne?
- Nie, Stefan, on rozmawiał sam ze sobą. Był zdenerwowany. Myślałam, że po prostu rozmawia z kimś na słuchawkach, ale przyjrzałam się i jestem pewna, że ich nie miał. W pewnym momencie zatrzymał się na środku skrzyżowania i ruszył w przeciwnym kierunku, jakby otrzymał jakieś polecenie. Jakby…
- Elena, Klaus nie żyje.
- Wiem, właśnie dlatego mnie to nurtowało.
- Zaraz, zaraz, gdzie ty teraz jesteś?
- Wściekniesz się na mnie jak powiem, że pojechałam za nim?
- Co zrobiłaś?!
- Posłuchaj mnie najpierw przez moment. Jesteś teraz sam?
Stefan rozejrzał się. Siedział przy małym kaskadującym strumieniu, próbując oczyścić myśli. Był sam, a hałasująca woda uniemożliwiała podsłuchiwanie przez nawet najzdolniejsze wampiry.
- Tak.
- Tony nie pojechał od razu do celu. Spotkał się najpierw z Katherine.
- Z Katherine – zdumiał się Stefan. – Nie kapnęła się, że za nimi jedziesz?
- Ona z nim nie pojechała. Rozmawiała z nim tylko przez parę minut.
- Co mówiła?
- Nie mam wampirzego słuchu, skąd mam wiedzieć? – odparła z irytacją.
- Racja.
- Pocałowali się i Tony pojechał dalej.
- To wszystko?
- Tak. Znaczy…
- Co?
- … nie wiem czy to takie istotne. Ale widziałam jeszcze jak chwilę później zauroczyła jakiegoś kota.
- Kota – powtórzył nieprzytomnie Stefan.
- Czarnego kota. Jak myślisz, czy to mógł być…
- … sposób na przekazywanie informacji? – wampir zastanowił się. Oczywiście, że tak. Po chwili coś sobie przypomniał – Zeszłej nocy widziałem jak Tyler wyszedł na zewnątrz. Musiał myśleć, że śpię. Miał przy sobie kota. Teraz jak o tym myślę, to wyglądało to, jakby go zauroczył.
- Czekaj, czekaj, wróć… Tyler?!
- Ach… tak. Nie wspominałem ci.
Umilkli. Czy to możliwe, że był to ten sam kot? Tyler i Katherine? Czy to w ogóle możliwe, żeby zauroczyli zwierzę, żeby przekazywać sobie wiadomości? Bardziej go jednak zaczął dręczyć fakt, że w całym swoim życiu poznał tylko jedną osobę, która miała taką taktykę.
- Stefan, nie wiesz może gdzie jest Damon? – nieświadomie pokryła się z jego myślami Elena.
- Nie mam pojęcia. Dlaczego pytasz?
- A nie… bez powodu.
- Elena… czy on się z tobą kontaktował?
Dziewczyna wstrzymała oddech.
- Ja… nie.
- Okłamujesz mnie w tym momencie?
- Stefan…
- Posłuchaj. Cokolwiek by się nie działo, pod żadnym pozorem nie spotykaj się z nim. Nie możesz mu ufać. To on uprowadził Bonnie. I co więcej robił to na polecenie Kola.
- Co?
- Tak, wykorzystał ją, żeby…
- Nie, mam na myśli to, że jestem w szoku, że Bonnie była uprowadzona, podczas gdy ty zapewniałeś mnie, że wszystko jest w porządku.
- Bo wszystko teraz jest w porządku.
- Okłamujesz mnie w tym momencie?
- Proszę cię, przestań. Po prostu na moment odłóż to na bok i skup się. Pod żadnym pozorem nie ufaj Damonowi, cokolwiek by się nie działo. Nie ufaj mu. On chciał ją zabić. Po prostu działamy po przeciwnych stronach.
- Jakich znowu stronach? Co za my? Stefan, proszę, nie mów, że ty naprawdę wierzysz, że Damon stał się marionetką Kola?!
- Wiem, że on dużo dla ciebie znaczy, ale takie są fakty. I ja po prostu martwię się, że może cię wykorzystać, żeby zdobyć to co chce.
- Gdyby miał mnie do czegokolwiek wykorzystać, już dawno by to zrobił. Spotkałam się z nim i nie chciał nic…
- Spotkałaś się z nim? Gdzie?
- W New Jersey. Uratował mnie. Nie wykorzystał. Nie zabił. Uratował. Przeliterować ci to?
- Nie trzeba, dziękuję.
- Damon nie pomaga Kolowi. Stefan, zastanów się nad tym. Dlaczego miałby mu pomagać?
- Może po to, by na końcu go zdradzić i sam zabić Bonnie?
- Ty siebie słyszysz? Ty słyszysz o co ty go właśnie oskarżasz? Uwaga, bo uwierzę, że Damona największą ambicją jest zdobycie potęgi. To nie jest Damon. Jemu nie zależy na takich bzdetach i ty też to wiesz, tylko tak się już napaliłeś, żeby zwalić na niego całą winę, że nie chcesz o tym pamiętać.
- Elena, nie chcę cię obrażać, ale czy ty nie uważasz, że jesteś trochę zbyt ufna? Damon, którego znałaś może by tego nie zrobił. Ale to było pół roku temu. Ludzie się zmieniają. Tym bardziej zranieni ludzie. Ja wiem jedno. Damon się mści. To jest cecha, która nie uległa u niego zmianie przez ostatnie 146 lat. Boję się, że zrobi ci krzywdę.
- Prędzej uwierzę w to, że Klaus faktycznie żyje niż w fakt, że Damon mógłby mnie wykorzystać. Tak, Stefan, ludzie się zmieniają. Tak, jest zraniony. Ale jestem pewna, że nigdy w życiu nie musiałabym prowadzić z nim takiej rozmowy o tobie, jak teraz z tobą o nim.
- Pomyśl o tym! To że Klaus nie żyje wiemy jedynie ze świadectwa Damona. Wampiry z naszej linii krwi powinny umrzeć wraz z nim. Potraktowaliśmy to wtedy jako kłamstwo ze strony Klausa. Co jeżeli to nie on kłamał?
- Rozmawiałam z nim przez telefon wtedy. Nie słyszałeś tego co ja słyszałam. Nie wierzę w to. Tak samo jak w to, że wolisz dać wiarę w słowo Klausa niż swojego brata. Rozejrzyj się dookoła Stefan. Dzieją się różne dziwne rzeczy, których nikt nie jest w stanie wytłumaczyć. Zamiast kumulować w sobie złość na Damona otwórz szeroko oczy, bo to co skrywa Damon może być jedynie wierzchołkiem góry lodowej.
- Elena, po prostu mu nie ufaj. Co by się nie działo, nie ufaj mu.
- Bądźcie ostrożni. – powiedziała i rozłączyła się.

***

Rebekah jak tylko otrząsnęła się po chwilowej śmierci, kupiła nowe ubrania i przeczytała notkę zostawioną na jej telefonie wściekła się.
Klaus żył. Klaus przysłał do niej tą dziwkę Katherine, żeby ją uwolniła. Klaus jest w ciele Tylera. Klaus wbił w nią sztylet, zabił ją, będąc w ciele Tylera. Klaus żyje.
Nie czuła ulgi. Czuła wściekłość.
Za to, że miał w głębokim poważaniu to, że jest w rozpaczy po jego „śmierci”.
Za to, że gdy coś poszło nie po jego myśli postanowił po prostu pozbyć się jej z obrazka.
Za to, że nie zaufał jej. Tak, to bolało najbardziej.
Nie wiedziała gdzie jest Elijah i nie mogła się do niego dodzwonić. Miała złe przeczucia.
Wiedziała jakie piekło rozpęta się lada moment. Klaus jej nie docenił. Uważał, że będzie sobie czekać w bezpiecznej odległości. Idiota.
Zamówiła taksówkę i ruszyła prosto w kierunku miejsca, w które jak podejrzewała wszyscy się zjeżdżają.
Miałoby jej zabraknąć? Hah, zabawa dopiero się rozpoczyna.

***

Na samotnej skarpie leżał kot. Polizał się po czarnej łapie i czekał. Po chwili na niebie pojawił się ciemny kształt. W miarę jak się zbliżał można było rozpoznać w nim sylwetkę ptaka.
Kruk przysiadł na pieńku obok przeciągającego się zwierzęcia. Kot wstał, podszedł bliżej i usiadł, mając oczy na tej samej wysokości co ślepia ptaka.
Wymienili się wiadomościami i każdy udał się w przeciwnym kierunku, by dostarczyć je swoim prawowitym właścicielom.

__________________________________________________________________________________________________________________________________
Zapraszam do komentowania i wyrażania swoich wątpliwości, może spekulacji ;)
Z przyjemnością będę odpisywać ;)
endless-komentarze-t10288.html
Ostatnio edytowano 1 paź 2012, o 15:59 przez Aliantka, łącznie edytowano 2 razy
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


6 wrz 2012, o 22:25
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Wreszcie nadchodzę z nowym rozdziałem, dziękuję za cierpliwość.
Bez przedłużania:
_________________________________________________________________________________________________________________________________

Rozdział 12


Alaric siedział wpatrując się w ogień, pochłaniający suche kawałki drewna w kominku. Cała jego zwierzyna zmierzała posłusznie do niego. To takie zabawne.
Przed chwilą rozmawiał z Kolem, który zapewniał go, że za parę godzin przyprowadzi czarownicę do dworku. Polecił, żeby się przygotował. Zrobił to.
Zauroczył kilku podwładnych z przymusu wampirów, żeby porozstawiali pochodnie dookoła wewnętrznego dziedzińca, na którym miała wyzionąć ducha Bonnie Bennet.
Wypuścił i ogłuszył raz jeszcze Elijaha, troskliwego braciszka, który nieświadomie sam wpakował się w tarapaty. Jego najdroższa siostrunia też już tu zmierza. Alaric uwielbiał, kiedy wszystko działało zgodnie z jego planem. Czwórka ostatnich Pierwotnych sama wgramoliła się w pułapkę.

Jeszcze zabawniejszy był fakt, że gdy rzeź ma się odbywać w takim miejscu jak to, kamiennym, odciętym od cywilizacji zamczysku, ludzie zaczynają tak o nim myśleć i potykać się o własne stopy. Łowca patrzył na system zdalnego monitoringu zamontowany na całym zamku i jego błoniach obserwując jak od strony północnej zbliża się Kol ze swoimi wampirami, na południu przedzierają się sylwetki młodszego Salvatora, Klausa i Bonnie, od wschodu zajechał samochód prowadzony przez pierwotną siostrę, na zachodzie z kolei tłoczyła się gromadka hybryd od Klausa oraz, ku zaskoczeniu Alarica, pojawiła się tam również Elena Gilbert. Oburzył się, jej nie powinno tu być. Jego własne życie zależy od jej życia. Ale uspokoił się.
Jeśli wszyscy odrobili swoją pracę domową będą czekać do zmierzchu. A bynajmniej taki kit im wcisnął, żeby stłoczyć ich w tym samym czasie.
Czuł podniecenie na myśl szykującego się masowego mordu.

***

- Czujecie coś?
- Nie jeszcze nie.
- Musimy poczekać, aż się ściemni.
- Wciąż uważam, że powinniśmy już mieć jakąś informację od Klausa.
- Zamknij się, próbuję się zdrzemnąć.
Elena w pocie czoła nasłuchiwała stojące nieopodal niej hybrydy. Oddychała głęboko, pamiętając, że jeśli jej bicie serca będzie zbyt szybkie, będą to w stanie wyczuć. Miała ze sobą co prawda plecak pełen broni, ale wolałaby jej nie używać, jeśli nie będzie takiej potrzeby. Po kilku godzinach wywnioskowała jedno: Klaus żyje.
Śledząc ich, zrozumiała wszystko, co Stefan przed nią ukrywał i nie mogła pojąć, że naprawdę nic jej nie powiedział. Teraz kiedy już wiedziała w jak wielkim niebezpieczeństwie jest Bonnie i do czego to wszystko może doprowadzić wiedziała jedno – musiała jak najszybciej porozumieć się ze Stefanem i kazać mu zawrócić, bo idą prosto w pułapkę.
Odwróciła się z taką myślą, ale nie zdążyła postawić żadnego kroku, bo czyjeś silne ręce schwyciły ją, zasłaniając usta i poczuła, że pochłania ją ciemność.

***

Jeden z wampirów, które stały na straży rozejrzał się słysząc szelest, ale nie zauważywszy niczego podejrzanego, odpuścił i wyjął z kieszeni papierosa. Aby odnaleźć zapalniczkę schylił głowę, ale już jej nie podniósł, bo w tym momencie oderwała mu ją od tyłu po połowy Rebekah.
Przytrzymała ją chwilę na wypadek gdyby miało urwać się któreś z ostatnich trzymających ją ścięgien, ale ponieważ trzymała się tak solidnie, na ile mogłaby trzymać się oderwana głowa, zostawiła ją w spokoju i cicho położyła wampira w najbliższym krzaku.
Odrzuciła do tyłu blond włosy, które opadły jej na twarz i weszła do środka zamczyska.

***

- Mogę na ciebie liczyć? – zapytał Tyler.
- Jasne, o co chodzi? – zaniepokoił się Stefan.
- Mam wrażenie, że szykuje się coś niedobrego. To niemożliwe, żeby Kol się poddał. Musimy być przygotowani na interwencję z zewnątrz.
- Zamek jest pusty, a tak długo jak idziemy nie spotkaliśmy żywej duszy, nikt nas nie atakował, ba, nie było nawet kogo zapytać o drogę. Czemu mamy się niepokoić teraz?
- Zapobiegawczo.
- Co się dzieje między tobą a Bonnie? – zapytał Salvatore.
Tyler zasmucił się.
- Nie wiem, czemu ona mnie tak traktuje. Obwinia mnie w jakiś sposób za to, że rozstałem się z Caroline? Nie wiem. Babska solidarność. Nie układało nam się. Zdaje się, że oczekiwała, że będę zachowywał się jak ktoś inny.
- Jeśli tak, to może nawet lepiej, że ty i Caroline zrobiliście sobie przerwę. Jesteś dobrym przyjacielem Tyler. Nie musisz udawać kogoś kim nie jesteś. Jestem pewien, że ona kiedyś to doceni.
- Kto, Caroline czy Bonnie?
- I jedna, i druga.
- Musimy mieć plan – zmienił temat Tyler. – Powinniśmy się rozdzielić. Ten dworek ma masę wejść i tajnych przejść.
- Nie jestem pewien czy powinniśmy…
- Zaufaj mi, tak będzie lepiej.
Stefan przpymniał sobie słowa Bonnie: „Nie ufaj mu. Po prostu nie ufaj mu”.
Tyler z powagą kontynuował:
- Wezmę Bonnie i wejdę z drugiej strony, spotkamy się w środku.
- To potężne zamczysko, uda nam się na siebie wpaść?
- Od czego ma się telefony – uśmiechnął się Tyler. – Zadzwonię, jakby coś się działo, przyjacielu.

***

Elijah ocknął się i rozejrzał dookoła. Leżał na pustym placu wewnątrz dworku. Zapadał zmrok, głównymi źródłami światła były rozstawione dookoła pochodnie. Wszystko wskazywało na to, że Alaric się dobrze przygotował.
Podniósł się lekko się zataczając i zaczął nasłuchiwać. Nigdzie mu się nie spieszyło. Miał odrobinę otępiałe zmysły ze względu na brak krwi przez ostatnie dni, jak i doprowadzenie go do stanu utraty przytomności, a trzeba przyznać, nie jest łatwo ogłuszyć pierwotnego. Do niedawna jeszcze powiedziałby, że to nierealne.
Ale nawet niezbyt dobry słuch udowadniał mu, że w okolicy jest wyjątkowo dużo ludzi i istot jak na opuszczony zamek. Usiadł. Poczeka.

***

Elena wierzgała, kopała, piszczała, jakby od tego zależało jej własne życie i gdyby spojrzeć na sytuację racjonalnie, nie jest to przenośnia. Nie miała szans, ciało człowieka było zbyt słabe i wbrew sobie uległo napastnikowi.
- Czy ty naprawdę oszalałaś?!
Dziewczynie niemal serce stanęło z szoku.
- D-damon? Co ty tu robisz?
- Co TY tu robisz?! Niewyraźnie mówiłem, kiedy kazałem ci zabrać swój tyłek prosto do Mystic Falls?! I zamknij się z łaski swej, zanim ktoś nas usłyszy.
Rozejrzała się i stwierdziła, że Damon przeniósł ich dosyć daleko od miejsca, w którym była. Po chwili przypomniała sobie, dlaczego tam była, kogo podsłuchiwała i czego się dowiedziała. Wypaliła bez ogródek:
- Damon, tu się dzieje coś strasznego! Hybrydy Klausa szykują się do walki, on chce zabić Bonnie, Damonie, Klaus żyje! – wyrzuciła jednym tchem. Wzięła płytki oddech, żeby kontynuować, ale zatrzymał ją przy tym brak reakcji wampira. Bez żadnych emocji patrzył się i słuchał, co do niego mówi, ale zdawało się to do niego nie docierać. Po chwili zrozumiała – Wiedziałeś? Wiedziałeś, że on nie umarł?
- Elena, wiem, że jak zwykle chcesz się bawić w zbawicielkę całej możliwej ludzkości, ale to naprawdę nie jest na to dobry czas. Kawałek w tamtą stronę jest jezioro. Idź tam, usiądź, policz kamyczki na plaży.
- Od jak dawna wiesz, że żyje? Okłamywałeś nas od samego początku?
- Nie miałem zbyt wiele okazji do tego. Zarówno ty i Stefan wyraziliście się dosyć jasno, że jestem jedynie gównem, przyklejonym do podeszwy, niczym więcej.
- Nie mów tak. To…
- A co? Może nie mam racji? – zaatakował raz jeszcze.
Wampir przygotowany był na kolejne jęki i zaprzeczenia dziewczyny. Ale stało się coś czego nie przewidział: Elena skuliła się, przytłoczona sama sobą, nie mówiąc już więcej nic.
Damon momentalnie podświadomie zganił się. Miał ochotę podejść, pogładzić ją po razmieniu i przytulić, uprzednio uderzywszy palanta, który ją zranił. Czemu zawsze musiał walczyć z samym sobą?
Chciał coś powiedzieć, ale nie potrafił. Zaskoczyła go po raz drugi, gdy to ona przerwała ciszę:
- Dobrze – powiedziała cicho. Może… daj mi po prostu znać jak to wszystko się zakończy. Proszę.
- Czy ja dobrze słyszę? Zamierzasz po prostu udać się w bezpieczne miejsce i po raz pierwszy w życiu nie robić nic głupiego?
- Sam mi przed chwilą kazałeś.
- Ale nie sądziłem, że posłuchasz.
- Żeby walczyć, trzeba mieć wolę walki.
- To kiepsko się składa, bo zaplanowałem dla ciebie trochę atrakcji.
- Co masz na myśli? – Elena zmarszczyła czoło.
- Szykuje się tu niezły rozlew krwi, a ja potrzebuję twojej pomocy.
- Rozlew krwi? Damon, co się tu dzieje? I do czego potrzebujesz mnie?
- Długa historia. Zdecydowanie nie mamy tyle czasu. Musisz jedynie pójść ze mną.

Elenie tłoczyły się myśli w głowie.
Zniknięcie Bonnie.
Morderstwo Vanessy Monroe.
Kłótnia ze Stefanem.
Rzekome uprowadzenie Bonnie przez Damona
Powracający do życia Klaus.
Szereg rządnych krwi hybryd.
Damon.
Przyglądała się mu próbując wyczytać cokolwiek z jego twarzy. Było tyle pytań na, które musiała mu zadać. Patrząc jednak w jego oczy zrozumiałą jednak, że nie żartował, mówiąc o braku czasu.
- Co mam zrobić?
- Po prostu mi zaufaj.
„Elena, po prostu mu nie ufaj.” – przypomniała sobie słowa Stefana - „Damon się mści… Co by się nie działo, nie ufaj mu.”
Wyciągnął do niej rękę. Stała przez pół minuty w jednym miejscu targana sprzecznymi emocjami. Ale w ostateczności chwyciła ją. Damon pomknął w wampirzym tempie z powrotem w kierunku zamku, ciągnąc ją za sobą.

***

- Puszczaj mnie – wysyczała Bonnie, próbując się wyrwać z żelaznego uścisku Klausa.
- Spokojnie czarodziejko, na razie nie chcemy zwracać niczyjej uwagi.
- Chcesz mnie zabić?
- Nie, ja tylko przyprowadziłem cię na romantyczną randkę w świetle pochodni – wysyczał z sarkazmem.

Wygiął jej ręce do tyłu i przycisnął do ściany. Bonnie wydała niemy okrzyk bólu. W momencie, w którym przestała się wyrywać, skoczył na nich jakiś wampir. Siła odrzutu odepchnęła nawet samego Pierwotnego, który przetoczył się i wylądował kilka metrów dalej. Bonnie upadła na zmiażdżone już wcześniej nadgarstki i krzyknęła, czując że dodatkowo dobiła je swoim ciężarem. Spojrzała w górę, ale nie rozpoznała wampira, który ich znokautował. Zresztą nie miała czasu myśleć.

Klaus momentalnie wykonał kontratak powalając przeciwnika na ziemię z głuchym łomotem, któremu towarzyszyło łamanie kości. Pomimo tego wstał i zamachnął się, żeby wykonać cios sierpowy, który niewątpliwie zwykłemu wampirowi mógłby oderwać głowę w całości, bez możliwości jakiejkolwiek obrony. Lecz był to Klaus, który nawet nie dopuścił do zderzenia i złapał lecącą w powietrzu pięść przeciwnika.

Bonnie mimo przeraźliwego bólu, odzyskała zdrowy rozsądek, podniosła się lekko i na czworaka zaczęła uciekać, lecz w tym momencie na korytarz wbiegło kilka innych postaci. Dwie zaatakowały Klausa, który zaskoczony nie był w stanie obronić się wystarczająco szybko i uderzył o ziemię. Kolejna osoba, która pojawiła się w pomieszczeniu, zaszarżowała na wampira, który powalił jej Pana i już szykował się do kolejnego uderzenia. Uderzenie hybrydy sprawiło, że przeleciał prze całą długość korytarza i wpadł na stojącą zbroję, która wbiła się w niego od tyłu i na wylot rozerwała brzuch. Po kamiennej podłodze potoczyły się jego organy wewnętrzne.

W tym samym czasie, Bonnie wrzasnęła raz jeszcze, bo za złamany nadgarstek złapał ją z miażdżącą siłą kolejny wampir, w którym czarownica rozpoznała Kola.
Wbrew sobie sunęła razem z nim, w pewnej chwili czując nagły opór powietrza na twarzy, świadczący o tym, że wyszli na zewnątrz.

***

W innym skrzydle budynku Rebekah błyskawicznie skryła się za kamienną kolumnę, słysząc rozdzierający krzyk. Nasłuchiwała. Później ruszyła za głosem.

***

Elijah wzdrygnął się, a nie robił tego od wieków. Na dziedziniec, na którym siedział ukryty za krzakiem bzu wpadł Kol z zataczającą się czarownicą, która próbując się desperacko wyrwać minęła twarzą o cal stojącą najbliżej pochodnię. I tak nie mogła jej zauważyć przez zaciśnięte powieki i spływające po policzkach łzy bólu.

***

Stefan wstrzymał oddech słysząc wrzask Bonnie. Ruszył jak najszybciej w kierunku z którego docierał.

***

Alaric szedł powoli, czując ekscytację, która nasilała się w nim z każdym krokiem.

***

Damon podniósł głowę na dźwięk kaleczącego uszy krzyku.
„Zaczęło się” - pomyślał.

***

Kruk przelatujący nad zamkiem, był jedyną istotą, która miała dobry widok z góry, a wszystko wydarzyło się w jednej chwili, zbyt szybko, by ktokolwiek mógł zakodować wydarzenia.
Na dziedziniec, znajdujący się w samym sercu fortyfikacji, w jednej chwili wpadło kilka znaczących postaci: fałszywych przyjaciół, niewiernych sług, kłamców, których prawdziwe intencje miały zostać w przeciągu następnych kilku minut zdemaskowane. Potęga ich zdrad pewnie niejednokrotnie przewyższała moc mistycznej energii, która miała zostać uwolniona.

Na zewnątrz z kolei z dwóch przeciwnych stron natarły kolejne oddziały wampirów i hybryd. Gdy tylko przekroczyły z hukiem mury, rzuciły się na rozsianych dookoła krwiopijców strzegących fortecy.
Po chwili ptak miał wrażenie, że nie ma już stron, po których walczą, że napędzeni potrzebą zabijania nie wybierają już ofiar. Każdy walczy z każdym.


__________________________________________________________________________________________________________________________________
Następny rozdział będzie zawierał odpowiedzi na wszystkie pytania, ujawnione zostaną prawdziwe motywy postaci. Planuję też zgony znaczących postaci.
Będzie to najważniejszy jak dotąd rozdział, ale nie zamierzam jeszcze kończyć opowiadania.
Mam nadzieję, że aktualny rozdział dobrze wyszedł, starałam się jak mogłam, a nad następnym starać się będę jeszcze bardziej.
Liczę na komentarze z prostego powodu - inspirują i napędzają do pisania endless-komentarze-t10288.html

Czy jest jeszcze ktokolwiek kto to czyta?
Bo nie wiem czy jest sens wstawiania rozdziałów.
Ostatnio edytowano 1 paź 2012, o 16:01 przez Aliantka, łącznie edytowano 5 razy
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


14 wrz 2012, o 23:14
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Po pierwsze rozdzielam tekst na dwa rozdziały, część pierwszą i drugą (wyszło mi 10 stron w wordzie podczas gdy jeden rozdział przeciętnie zajmuje mi 4 :o )
Po drugie wciąż mam nadzieję, że jest więcej niż jedna osoba, która to czyta. A przynajmniej chcę w to wierzyć.
Po trzecie nie macie pojęcia ile godzin spędziłam na pisaniu tego tekstu. Chciałam żeby było idealnie xD
Po czwarte cieszę się z 1000 wyświetleń.
Po piąte - dwie części najważniejszego rozdziału z dedykacją dla Bloods :serce:
PS. Z góry przepraszam za błędy, ale większość pisałam po nocach, postaram się poprawić jak tylko się wyśpię xD
__________________________________________________________________________________________________________________________________


Rozdział 13 część 1


Wampir wydał odgłos skrajnie zranionego zwierzęcia. Zdawało się, że jego krzyk pokrywał się jeszcze wrzaskami innych osób, ale nie był pewny, czy cierpią z tego samego powodu, czy ich dusza jak tak samo rozdarta jak jego?
Przytrzymywał ją, potrząsając, próbując ją wybudzić, wierząc, że to wszystko było jedynie złym snem, że ona zaraz otworzy oczy. Wszystkie inne dźwięki zostały przytłumione, nie liczyło się dla niego nic, poza jej nieruchomym ciałem.
Odgłosy walki ucichły, każdy rządny jej, już dawno poległ, z porozrywanymi kończynami.
Wampir drżąc pogładził jej włosy, przeklinał samego siebie, że był częścią intrygi, która odebrała życie jego ukochanej osobie.
- Przepraszam – wyszeptał. – Przepraszam.

GODZINĘ WCZEŚNIEJ


Gdy Kol wtargnął na dziedziniec razem ze skomlącą z bólu Bonnie, początkowo nie zauważył, że nie jest sam. Wiedział, że piekło już się rozpoczęło, słyszał w oddali odgłosy walki między jego wiernymi wampirami, a podopiecznymi Alarica. Nie spodziewał się jednak hybryd.
Mało nie oszalał z przerażenia.
Dotarło do niego, że Klaus, wbrew wszystkiemu czego się dowiedział, żyje i przyszedł odebrać mu to do czego Kol dążył. Dlatego trzeba było to załatwić szybko.
- Stój!
Pierwotny rozejrzał się dookoła, spodziewając się zobaczyć Alarica, który z niedowierzaniem wpatrywałby się w zdradę osoby, której nie docenił i którą uważał za głupiutkiego lalusia. Wybuchnął śmiechem, widząc Stefana Salvatore, który wbiegł i najwidoczniej chciał teatralnie przekonać go do oszczędzenia czarownicy.
- Stefan, co za miła niespodzianka, zgubiłeś się? Twoje zawszone Mystic Falls jest dosyć daleko stąd.
- Cokolwiek chcesz zrobić, proszę nie rób tego! Nie masz pojęcia do czego to doprowadzi!
- Ja nie mam pojęcia? JA? – zaśmiał się raz jeszcze. – Doskonale wiem do czego to doprowadzi. Stoję za wszystkim, czego byłeś świadkiem przez ostatnie miesiące. JA wykryłem, że czarownica nawiązała połączenie z drugą stroną. Miesiące temu! JA wysyłałem wampiry, które ścigały ją dzień i noc. JA udałem, że padam do stóp Alaricowi, podczas gdy tak naprawdę wykorzystałem jego opinię o mnie do zmanipulowania go, tak jak on myślał, że zmanipulował mnie. Myślał, że ma mnie w garści, podczas gdy to JA sterowałem każdym jego krokiem…

Stefan nie ruszał się. Patrzył na bezwładne ciało Bonnie, którym Kol potrząsał, gdy zaczynał każde nowe zdanie:
- …wszyscy zawsze uważaliście mnie jedynie za trzeciorzędnego idiotę, którego można zrzucić z balkonu i nawalać z powodu kłótni z dziewczyną, pionka, którym można dowolnie manipulować i wzywać gdy pojawia się problem. Co za to miałem? Co JA dostałem za lata poświęceń? Zwabiłem do New Jersey Vanessę Mornoe. Powiedziała mi wszystko, o miejscu w którym aktualnie się znajdujemy. Zbliżyłem się do Alarica by móc je zlokalizować. Wiedziałem, że ta kobieta mi nie ufała. Zostawiła wiadomość wam, bohaterom z Mystic Falls. Dlatego ją zabiłem…

Kol wyglądał jakby wpadł w szał. W oczach odbijały mu się płomienie pochodni, nadając mu jeszcze bardziej diaboliczny wygląd. Stefan nie miał pojęcia co robić. Wiedział, że nie ma szans sam go powstrzymać.
- …pojąłeś już w końcu, że ty też brałeś jedynie udział w mojej grze? Wszyscy braliście w niej udział. Nawet twój brat – Kol wybuchnął śmiechem na samo wspomnienie. – Damon miesiącami jadł mi z ręki. Przez tygodnie zdobywał dla mnie informacje. Wykorzystałem to, że był zraniony i zapomniany. Co swoją drogą połowicznie twoja wina – podał wskazując na Stefana wolną ręką. – Damon był taki zagubiony. Nie zaufał mi od razu, oczywiście. Ale gdy poznał moje plany, uwierzył mi i był moją prawą ręką przez te wszystkie tygodnie. Musiał cię naprawdę nienawidzić, wiesz? Tak swoją drogą.

Zdawało się, że Kol chce coś jeszcze dodać, ale w tym momencie kilka bram dookoła nich otworzyło się na oścież i na dziedziniec wpadło jeszcze kilka osób.

***

Klaus osłaniany przez kilka hybryd spróbował się podnieść, jednocześnie nastawiając na miejsce uszkodzone kości. Pomieszczenie tonęło już we krwi i kilkanaście wrogich sobie krwiopijców, raz po raz ślizgało się po niej, przez co zadawali mnie przemyślane ciosy.
Otarł dłonią czoło, zostawiwszy niechcąco na twarzy potężną krwistą smugę.
Nie był w stanie przebić słuchem ogólnego gwaru towarzyszącego walce na śmierć i życie, która miała miejsce tuż pod jego nosem i, jak mu się wydawało, nie tylko w pomieszczeniu, w którym się znajdował.
Poczuł czyjąś dłoń na ramieniu i instynkt samozachowawczy sprawił, że zatoczył się z przeciwnikiem na ścianę, lecz ten odpowiedział na atak wystarczająco dobrze.
Klaus przejechał dłonią po własnym policzku, wiedząc, że tym razem jest to jego własna krew, sącząca się z kilku długich głębokich ran, niewątpliwie zostawionych przez paznokcie… kobiece?
- Katerina – powiedział pierwotny, gdy dojrzał w mroku jej twarz.
Wampirzyca uśmiechnęła się, choć wątpił czy przy otaczającym ich zamieszaniu zdołała usłyszeć własne imię. Skinęła głową w kierunku drzwi na dziedziniec i nie zwlekając obydwoje podążyli w ich stronę, usiłując utorować sobie drogę pomiędzy krwiożerczymi bestiami.

***

Stefan i Kol nie wiedzieli, w którą stronę się odwrócić słysząc otwieranie się kilku drzwi naraz. W rezultacie każdy z nich najpierw zobaczył co innego. Kol wytrzeszczył oczy na widok swojej siostry, Rebekah, Stefan utkwił wzrok we wchodzących do środka Tylera w towarzystwie, przetarł oczy i spojrzał jeszcze raz, Katherine.
Nowo przybyli też przelecieli po sobie wzrokiem i już nie było wiadomo czyje zdumienie było większe.
Rebekah z niedowierzaniem i wściekłością lustrowała Tylera, który, jak już niedawno się dowiedziała, jest w rzeczywistości jej bratem. Lekceważąc stojącego na środku Kola, trzymającego dziewczynę, na której tak bardzo wszystkim zależało, minęła Stefana i rzuciła się prosto na Klausa.
Przetoczyli się przez parę metrów po wybrukowanej części dziedzińca.

Kol korzystając z okazji zamieszania zamachnął się by wpakować Bonnie Bennet dłoń w klatkę piersiową, ale rękę zablokowała mu Katherine, która momentalnie pojawiła się z tyłu niego i teraz lekko przyduszała jego własnym ramieniem. W efekcie pierwotny upuścił nieprzytomną już Bonnie, która grzmotnęła czaszką o kamienne podłoże. Stefan skoczył w jej kierunku, ale w tym momencie wampiry i hybrydy przebiły się wreszcie do środka, wleciały na plac główny i co najmniej trójka znokautowała młodszego Salvatore’a.
Było już teraz na dziedzińcu kilkadziesiąt istot skaczących sobie do gardeł.
Kilka rzeźb przewaliło się i roztrzaskało na drobne kawałki. Wokół walczących unosił się biały pył, przyduszający z lekka tych, którzy próbowali wziąć większy oddech.

Nikt nie zauważył wchodzącego na plac Damona.
Nikt nie zauważył, jak swobodnym krokiem podchodzi do leżącej na środku stratowanej czarownicy.
Nikt nie zauważył noża, który wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kurtki.
Nikt nie zauważył, gdy przebił ostrzem Bonnie.

Za to wszyscy usłyszeli przeraźliwy krzyk jaki wydarł jej się z pokaleczonego gardła.
- Nie! – zawołał Stefan, zrzucając z siebie atakującego go wampira.
- Nie! – wyrwało się Kolowi, który z kilku sekundowym opóźnieniem dostrzegł, że ktoś inny właśnie wbił nóż w jego zwierzynę. Wszyscy zaprzestali walki i zwrócili się w stronę Damona i Bonnie, która zwisała mu przez ramię. Zdawało się, że nawet biały pył zaczął opadać. Zaległa cisza wypełniona napięciem i oczekiwaniem.
- Dobra, dobra, żartowałem – powiedział Damon do zgromadzonych dookoła niego wampirów i wyjął ostrze z czarownicy, zostawiając krwisty ślad, lecz nie w jej sercu, a wyraźnie tuż pod obojczykiem. – Musiałem jakoś zdobyć waszą uwagę – dodał przepraszająco, uśmiechając się od ucha do ucha. Spojrzał po wrogich twarzach i w celu nabrania odwagi odchrząknął. – Ekhem… miło mi was wszystkich powitać. W najśmielszych snach nie sądziłem, że zgromadzi się tu, aż tyle osób. Wiem, że sporo osób liczyło na odłamek mocy od śmierci Bonnie, ale niestety będziecie musieli odejść z kwitkiem.
Spojrzał w górę, wodząc wzrokiem po zniszczonych kamiennych zdobieniach.
- Może słowem wstępu, wiecie gdzie tak naprawdę jesteście?
Słychać już było nawet świerszcze z pobliskich łąk.
- To nie tak, że Alaric wybrał sobie to miejsce na chybił trafił w katalogu nieruchomości. Półtora wieku temu, w roku 1866, jeśli mam być dokładny, odbyła się tu tak zwana ceremonia spotęgowania mocy, niejakiej Emily Bennet, może komuś się kiedyś obiło o ucho nazwisko. Kilkugodzinny proces, w którym poza samą Emily, brało udział jeszcze dwanaście osób. Czary mary, hokus pokus, miejsce się naznaczyło, moc Emily się spotęgowała i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że biednej czarownicy się zmarło kilka miesięcy później. A to pech – dodał, rzucając spojrzenie na zdumioną Katherine.
- O czym on pieprzy? – nie mógł nadziwić się Kol.
- W każdym razie – kontynuował. – Dosyć dobrze znałem się z Emily. Poprosiła mnie swego czasu o to i owo, więc bardzo mi przykro, ale żaden z was dzisiaj…
- Dość – przerwał mu donośny głos. Wszystkie głowy zwróciły się w kierunku schodów.
Alaric zszedł, mijając śledzące go twarze. Podszedł do Damona, który wyglądał teraz jak obrażone, rozpieszczone dziecko, któremu ktoś zabrał ulubioną zabawkę. Spojrzał dookoła. Wszyscy pierwotni na jednym dziedzińcu. Jak miło.
Damon i Łowca wpatrywali się w siebie, ktoś mógłby powiedzieć, że porozumiewawczo, ale z bliska widać było wyraźnie, że Alaric wpatruje się w wampira z niekrytym zdumieniem i nutką podziwu, natomiast Salvatore gorzko uśmiechał się zdając sobie sprawę co zaraz nastąpi.
Zamknął oczy na sekundę przed tym, jak Alaric zamachnął się i rzucił nim na kilkanaście metrów tak, że z impetem wpadł na ścianę i bez życia osunął się po niej.
- Nie robiłbym tego – rozległ się jeszcze jeden głos, w momencie, w którym Alaric podniósł odzyskującą przytomność Bonnie.
Tym razem wszyscy zwrócili się w przeciwną stronę dziedzińca. Na murku, przy krzaku bzu, siedział Elijah, którego nikt nie zauważył, mimo że siedział tak od chwili, w której na plac wbiegł Kol z Bonnie.
Przyglądał się uprzejmie zgromadzonym. Otrzepał marynarkę z pyłu i wstał. Dopiero teraz wszyscy zobaczyli, że liście przysłaniały leżącą w krzakach dziewczynę.
- Elena! – krzyknął Stefan, wyrywając się do przodu z szeregu, ale w jednej chwili został obezwładniony.
Elijah schwycił Elenę pod ramię, podszedł bliżej i podniósł nóż, który upuścił Damon. Przyłożył jej do gardła.
- Elijah, co ty robisz? – wydusiła z siebie Rebekah, która już zapomniała o swojej szamotaninie z Klausem. On również wpatrywał się z niedowierzaniem w strużkę krwi, która płynęła po gardle dziewczyny.
Alaric milczał przez chwilę, po czym wybuchnął śmiechem:
- Elijah, mój drogi Elijah! – imię Pierwotnego przez chwilę odbijało się echem dookoła, budując nastrój grozy – Kogo ty oszukujesz? Nie skrzywdzisz niewinnej dziewczyny. Nie jesteś w stanie choćby Eleny zadrapać.
- Nie doceniasz mnie – odpowiedział chłodno Elijah.

„Nie doceniasz mnie” – przypomniała sobie słowa brata Rebekah.
Przeniosła się myślami wstecz do ich podróży w pociągu, gdy jechali na północ.
Poczuła na języku smak cappuccino, które jej przyniósł.
Przypomniała sobie gorycz, jaka ją wtedy przepełniała.
„Nie doceniasz mnie” – jak to możliwe, że nigdy nie zwróciła uwagi jak chłodno wypowiedział te słowa?

„Nie doceniasz mnie” – słowa utkwiły w umyśle Kola.
Zaczął rozpamiętywać ich niedawną walkę o zniknięciu Rebekah.
Poczuł piekący ból, jakby znowu przeszył go kołkiem.

***

- Co robisz, bracie? – zapytał Elijah Klausa. Przyłapany podskoczył lekko. Odgarnął długie włosy z czoła, wiedząc, że już za późno na próbę ukrycia, że pakuje kilka najpotrzebniejszych rzeczy i zamierzał pod osłoną nocy uciec przed ojcem, przed sprawiedliwością, wszystkim z czym przyszło im żyć, odkąd ich rodzina przeniosła się do Nowego Świata.
Nie odpowiedział. Nie był w stanie spojrzeć mu w oczy.
- To przez ojca? Zamierzasz po prostu rzucić wszystko w diabły w imię niezrozumienia?
- Widziałeś go dzisiaj! Widziałeś na co go było stać! Przygwoździł mnie do ziemi! Ostrze jego miecza zawisło cal nad moim gardłem! – skomlał – Na ciebie nawet nie spojrzał, a razem się pojedynkowaliśmy, bracie. Czym ja sobie zasłużyłem?
- Nie mniej na co zda ci się ucieczka? Chcesz być sam? Chcesz do końca życia być sam?
Podszedł do Klausa i chwycił go mocno obiema rękoma.
- Nie przejmuj się ojcem. Masz nas, Niklaus. Masz nas. Jesteśmy rodziną. Jeżeli kiedykolwiek ktokolwiek ośmieliłby się zamachnąć na nasze więzy, przysięgam ci, zrobiłbym wszystko byśmy byli razem.
- Jak możesz mówić o przemocy, gdy nie jesteś w stanie skrzywdzić muchy?
- Nie doceniasz mnie.


***

Współczesny Klaus patrzył na brata, który z determinacją w oczach zawiesił wzrok na Łowcy, któremu uśmiech stopniowo zaczął spływać z twarzy. Jeśli zabije Elenę, byłby to dla Alarica koniec.
Nagle dostrzegł twarz Katherine, która stała tuż za Łowcą. Ale… czy była to Katherine? Patrzyła się na niego tak niewinnie, tak błagalnie i Elijah na moment wstrzymał oddech. Katherine jak doskonałą aktorką by nie była, nie potrafiłaby tak trafnie przedstawić bólu. Uświadomił sobie, że trzyma w rękach złą Petrovę. Rozluźnił uścisk.

To był znak zwątpienia, na który tylko czekał Alaric.
Łowca poszybował do przodu, ale ku zaskoczeniu wszystkich, nie rzucił się by wyrwać dziewczynę z ramion Elijaha, a skorzystał z okazji i zamachnął się nad ciałem Bonnie.
Tym razem cios trafił w serce i w jednej sekundzie odebrał jej życie.
Odczekał kilka sekund i uśmiechnął się, czując że zaraz wszystko się zakończy.
Nie miał pojęcia, że był to dopiero początek.

Hybrydy Klausa zgodnie z poleceniem swojego pana jednocześnie naskoczyły na Alarica zwalając go z nóg.
Zabił kilka z nich jednym uderzeniem, ale cel zdawał się być osiągnięty – śmiercionośny kołek wysunął mu się z wewnętrznej kieszeni. Klaus tylko na to czekał.
Chwycił go i jednym sprawnym ruchem wbił go w oszołomionego Łowcę.
Ogień, który buchnął z jego klatki piersiowej, odrzucił Pierwotnego i w jednej chwili rozprzestrzenił się na połowę placu. Panika ogarnęła wszystkich, bez względu na gatunek.
Zaczęli tratować siebie próbując się wydostać z tego dziedzińca śmierci, lecz co drugiemu okrzyk utkwił w krtani nie zdążywszy uformować się przed śmiercią w dźwięk.

Elena osłaniała się rękoma, próbując uwolnić się od duszącego dymu. Jednocześnie próbowała dotrzeć do miejsca, w który było ciało Bonnie.
- Elena, musimy się stąd wydostać – usłyszała przerażony głos Stefana tuż przy swoim uchu – Już jej nie pomożesz. Już jest za późno, teraz my musimy się stąd wydostać.
Dziewczyna przełknęła łzy i przytaknęła, wiedząc, że wampir ma rację. Pozwoliła mu pokierować sobą nie czując siły w nogach.
Wrzawa pochłaniała wszystko jeszcze szybciej niż ogień.
Gdzieś w tle jedynie słyszała nawoływania Rebekah przez Elijaha.
Bonnie nie żyje. Bonnie nie żyje.

Minęli razem jeden z rozbitych posągów. Elena zmarszczyła się, bo popękane części wyraźnie przypominały jej coś. Twarz. Czyjąś twarz. Czuła bliżej nieuzasadniony niepokój. Nagle ją olśniło.
- Stefan, Damon!
Nie musiała więcej mówić.
Zgodnie zawrócili próbując dostrzec przez nieprzenikniony dym sylwetki starszego Salvatore’a.
Znaleźli go na ziemi, w tym samym miejscu, w którym padł po zadanym ciosie Alarica. Elena starała się nie dopuszczać do świadomości myśli, że i dla niego było już za późno.
Stefan chwycił zakopcone ciało brata i wspierany przez Elenę zaczął uciekać.

***

- Rebekah?! – wołał Elijah – Rebekah?!
Krzyczał jakby go obdzierano ze skóry.
W rzeczywistości jego siostra była dla niego o wiele cenniejsza od jego własnego ciała.
W pewnym momencie ją dostrzegł.
Leżała obezwładniona zaledwie w odległości metra od ciała Bonnie. Pierwotna uniosła powoli głowę. Jej twarz była cała czerwona od krwi, która lała się z niej. Płonęła.
Elijah był za daleko. W jedną sekundę mógłby być przy niej. Ale okazało się, że w obliczu nieoczekiwanych wypadków, sekunda to zbyt dużo.

Nastąpiła druga eksplozja.
Elijah wrzasnął z bólu na moment zapominając o świecie. Gdy ponownie otworzył oczy wydawało mu się, że przeniósł się do jakiejś innej rzeczywistości.
Ogień ucichł, już jedynie nieliczne płomienie trawiły resztki palnych materiałów. Gdy jego oczy przestawiły się na otumaniającą ciemność dostrzegł efekt pola bitwy.
Wszystko zostało zniszone.
Nie tak dawno piękny dziedziniec, stał się jedynie zbiorowiskiem kamieni.
Grunt pokryty był resztkami płonących ciał, nie było już miejsca, w którym nie było krwi.
Wśród tych kilkudziesięciu ciał Elijah zobaczył jednak jedną jedyną postać.

Podbiegł do Rebekah, schwycił ją i potrząsnął.
- Rebekah? – wyszeptał.
- Rebekah? – załkał.
- Rebekah? – krzyknął.
Wybuchnął niekontrolowaną histerią, przypominającą odgłos zarzynanego zwierzęcia.
Potrząsał wampirzycą raz po raz, mając nadzieję, że zaraz się ocknie, że zaraz otworzy oczy.
Wampir drżąc pogładził jej włosy, przeklinał samego siebie, że był częścią intrygi, która odebrała życie jego ukochanej osobie.
- Przepraszam – wyszeptał. – Przepraszam.
Przejęty rozpaczą po siostrze nie zauważył, że ciało Bonnie znikło.
Ostatnio edytowano 1 paź 2012, o 16:04 przez Aliantka, łącznie edytowano 7 razy
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


14 wrz 2012, o 23:20
Aliantka
Wizjoner
Wizjoner
Avatar użytkownika
 
Posty: 282
Dołączył(a): 24 lut 2012, o 11:17
Lokalizacja: Olsztyn
Litry krwi: 0
Ocena: 100


Rozdział 13 część 2



Damon czuł krew. Spływała mu po wardze. Oblizał ją. Więcej krwi zaczęło pojawiać się i spływać mu do gardła. Czuł jakby ktoś wlewał w niego życie.
Elena z ulgą w oczach patrzyła jak wampir bezsilnie przełyka zawartość torebki z banku krwi. Po całej wieczności otworzył oczy.
Stefan siedział obok i patrzył w milczeniu jak jego brat powraca do życia. Przez chwilę był niemal pewny, że dzisiejsze wydarzenia tym razem go zabiły. Że tym razem nie uda mu się już wyślizgnąć śmierci, z którą nieustannie bawi się w kotka i myszkę.
Cała ich trójka milczała przez blisko godzinę.

Gdy Damon stanął na własne nogi i spojrzał na Stefana powróciły na wierzch, tragiczne w skutkach wspomnienia minionej nocy. Stefan nie kumulując już dłużej w sobie złości z całej siły uderzył brata prosto w twarz.
- Co ty…aaach! – wysyczał gdy korzystając z tego, że nie ma siły się bronić, młodszy Salvatore przebił mu brzuch kołkiem i cofnął się o krok.
Elena poderwała się z miejsca, ale Stefan zagrodził jej drogę. Spojrzał na nią i powiedział:
- Nie rozumiesz co się dzisiaj wydarzyło? To wszystko wydarzyło się przez Damona. Zdradził nas. Pracował dla Kola. To przez niego… - urwał oddychając zbyt szybko - … to przez niego Bonnie umarła.

Elenie znowu przeszkliły się oczy.
Bonnie umarła. Bonnie nie żyje.
Dramatyczny nastrój przerwał słaby śmiech Damona.

Zdołał wreszcie wyciągnąć sobie z brzucha kawał drewna i usiadł.
Elenie absurdalnie skojarzył się z zabawkowym pieskiem, z bezwładną kiwającą się główką.
- Nie żebym chciał wam przerywać po raz setny, skądże znowu – zaczął rozchwianym głosem – ale myślę, że zanim znowu rzucisz się na mnie, będziesz udawał, że mnie nienawidzisz nad życie i chcesz mnie zabić, musimy uaktualnić sobie parę faktów.
Spojrzał na nich wyczekująco, po czym kontynuował.
- Po pierwsze Bonnie żyje i …
- Jak śmiesz w ogóle wspominać o niej przy… - zaczął Stefan
- Jak to Bonnie żyje? – wyszeptała Elena ocierając ściekające jej po policzkach łzy.
- Normalnie. To całe wyzwolenie energii nigdy nie miało jej zabić. Nawet o tym mówiłem przy wszystkich, tylko standardowo nikt mnie nie słuchał.
- Ale przecież…
- Zamach na jej życie w tym konkretnym miejscu, w tych konkretnych okolicznościach nie miał jej zabić, powtórzę, miał wyzwolić jej moc, odciąć jej połączenie od mrocznych wpływów, sprawić by SAMA zapanowała nad energią. To miało ją wyzwolić, a nie zabić.
- Ale Kol… Alaric… Klaus? Oni nie… ?– wyrzucała z siebie Elena.
- A skąd mieli o tym wiedzieć, hmm? – Damon zaśmiał się. – Znaczy poprawka, Klaus akurat o tym wiedział.
- Zaraz, zaraz, Klaus? – zdumiał się Stefan, ale został zignorowany.
- Alaric rzucił się na Bonnie myśląc, że kiedy ją zabije będzie panem, władcą, coś w ten deseń. Nie da się przejąć po kimś mocy zabijając go, no proszę was. Przecież to nawet brzmi idiotycznie.
- Więc gdy zabił Bonnie…
- … de facto nie miał z tego nic. Ten cały motyw z zabijaniem był jedną wielką bajką, który utrzymywały pokolenia. Tak właściwie, to podejrzewam, że to nawet ja zapoczątkowałem tę teorię – uśmiechnął się – ale i tak wszystkie wyrazy podziwu powinny polecieć do Emily.
- Bonnie… Bonnie żyje.
- Tak, Bonnie żyje – potwierdził fachowym tonem Damon.
- Powiedziałeś, że Klaus wiedział…
- … a myślisz, że dlaczego wcześniej jej nie zabił? On chciał jedynie raz na zawsze pozbyć się Alarica, bez tracenia swojego ukochanego źródła krwi do tworzenia gromadki wesołych hybrydziątek – puścił do dziewczyny perskie oko. – W każdym razie potrzebował okazji. Był zdesperowany. Wysłałem do niego Katherine.
- Katherine…
- Ona też była zdesperowana. Stwierdziła, że to jest dobry moment na uratowanie swojego tyłka. A sami wiecie, że w czym jak w czym, ale w ratowaniu własnej skóry Katherine jest niesamowita. Klaus z chęcią przyjął takiego żeńskiego pieska na posyłki, który raz po raz przynosił mu przydatne informacje.
- Wszystkie hybrydy Klausa… one nie miały zabić Bonnie. One miały w jednym, odpowiednim momencie przygwoździć Alarica, tak by Klaus mógł go zabić?
- Dokładnie. Co zresztą udało się. Alaric nie żyje.
- Ale wtedy tak wszystko wybuchło…
- … to w sumie nie było do przewidzenia. Znaczy wierzcie lub nie, to miejsce naprawdę przesiąknięte jest magią. Ma dosyć bogatą historię, może kiedyś wam opowiem – odchrząknął. – Poza tym nie zapominajcie, że Alaric był napędzany przez Esther. Był najsilniejszy z silnych. Nie mógł się zwyczajnie sfajczyć. Buchnął ogniem jak w filmach akcji. Ech, epickie.
- Ale chwila – odezwał się po raz pierwszy od długiego czasu Stefan. – Nie rozumiem jednej rzeczy. Elijah chciał zabić Elenę. Naprawdę chciał, było to widać w jego oczach. A później… tak po prostu ją puścił.
- Stefan ja… - zaczęła Elena. – Ja wiedziałam, że on mnie nie skrzywdzi.
- Jeśli będziesz mi tu prawić teraz o jego moralności…
- Nie, nie zamierzam. Damon obiecał, że nic mi się nie stanie. A ja chciałam pomóc, więc przystałam na wszystko, o czym mówił.
- Że co proszę?! – Stefan po raz kolejny zrobił się czerwony na twarzy z oburzenia i patrzył się na brata strzelając w niego mentalnie błyskawicami.
- Jezu, bracie, oddychaj. – odparł lekceważąco.
Stefan zwrócił się do Eleny:
- Jak mogłaś, po tym wszystkim o czym ci mówiłem? Zabroniłem ci mu ufać!
- Heh, dzięki – mruknął Damon.
- Stefan, przecież słyszysz sam, o czym on mówi. Nic nie jest takie jak się nam wydawało.
- Ja wciąż tu jestem, nie musicie o mnie mówić w trzeciej osobie – powiedział, próbując zeskrobać sobie zaschniętą krew zza paznokci.
- Skąd wiesz, że nie kłamie?
- Damon, kłamiesz? – zapytała go bezpośrednio,
- Nie – odpowiedział szczerze. – Elena, masz może w tym swoim tobołku pilniczek?
- A co z Kolem?
- Dosyć długa historia – westchnął. – W skrócie to zadufany w sobie palant, który postanowił się choć raz wybić ponad wszystkich. Potrzebowałem wtyków, Katherine informowała mnie na bierząco o poczynaniach Klausa, ale Alaric wciąż był poza tapetą. Trochę to zajęło, ale wokół wszystkich wytworzyła się taka wielowarstwowa bańka iluzji. Alaric był przekonany, że ma Kola w garści, Kol był przekonany, że ma mnie w garści. Pomieszało się odrobinę. W ostateczności to Alaric wyszedł na najgłupszego. Jeszcze jakieś pytania, Holmes? Watson?
- O co w ogóle chodziło z tym przekazywaniem Bonnie Kolowi w New Jersey?
- Wierzcie mi lub nie, ale ja naprawdę starałem się ją ochronić. I jednocześnie sprawiać, żeby Kol mi ufał. To był dosyć ciężki konflikt interesów.
- Domyślam się – przytaknęła Elena.
- Kol zaczynał we mnie wątpić, mógł mi tylko wierzyć na słowo, że mam ze sobą Bonnie. On to musiał widzieć. Zostawiłem ją w mieszkaniu mojej dobrej, zauroczonej znajomej. Ja byłem zaproszony, mogłem wejść do środka. Kol nie. I to się sprawdziło, gdy później dzwonił do mnie mówił mi, że nie był w stanie przekroczyć progu. Plan był taki, że ten idiota, jak tylko odkryłby, że nie może wejść, zadzwoniłby do mnie, a ja bym go wywabił gdzieś daleko pod pretekstem odnalezienia właścicielki mieszkania. To miało dać chwilę czasu dla Bonnie.
- Ale nie dało…?
- Bo do głowy mi nie przyszło, że wiedźma może być na tyle walnięta, żeby na jedenastym piętrze WYJŚĆ OKNEM! Kol miał ją jedynie z bezpiecznej odległości zobaczyć. Kazałem jej jedynie siedzieć w miejscu i zwyczajnie NIC NIE ROBIĆ. Nawet to musiała spieprzyć.
Nastała cisza. Damon sięgnął po drugą torebkę krwii.
- Spróbuję zadzwonić do Bonnie – powiedział po pewnym czasie Stefan.
- Mam jej telefon – rzucił od niechcenia jego brat. – Znaczy w sumie miałem. Roztrzaskał się trochę jak przywaliłem o mur.
- To spróbuję się z nią skontaktować w jakiś inny sposób. Jakikolwiek.
- A idź, wybawco.
- Bądź ostrożny Stefan – dodała Elena.

Stefan popatrzył chwilę na ich dwójkę tocząc bitwę w myślach. Nie wiedział czy może ufać Damonowi, ale był pewnien, że czego by nie powiedział, nic nie było by w stanie zachwiać wiary Eleny, sprawić by przestała wracać do niego. Ta świadomość bolała. Bolał widok jej rozanielonych oczu, jej waleczności, jej chęci życia. Wszystkich tych czynników, których nie widział od miesięcy.
Rzucił na nich swoje ostatnie spojrzenie i wyszedł.

***

Gdy Elijah wszedł do środka, Kol i Klaus już na niego czekali.
Cała trójka przysiadła w kościelnych ławach milcząc, nie pozwalając wypłynąć na wierzch swoim własnym uczuciom.
Utkwili wzrok w trumnie, w której spoczywała Rebekah Mikaelson.

- Przepraszam – zaczął Kol. – Za wszystko co powiedziałem. I co myślałem o tobie. Byłem zły. Gdybym wiedział, że to wszystko tak się skończy…
- Naprawdę myślałeś, że musisz nam coś udowadniać, Kol? – zapytał Elijah. – Te całe szaleństwo w zdobywaniu potęgi?
- Nigdy nie byłem taki jak wy. Nigdy nikt nie pałał do mnie szacunku jak do ciebie, Elijah. Na ciebie, Klaus, zawsze wszyscy patrzyli jak na równego sobie. Rebekah zawsze wzbudzała zachwyt cokolwiek nie robiła. Czasami miałem wrażenie, że mógłbym nie istnieć.
- Nie było tak – zaprzeczył Klaus. Zawahał się i powiedział – To ja wysłałem Rebekah te liściki, ale to już pewnie wiecie. Zadźgałem ją i zamknąłem w trumnie. Chciałem, żeby była bezpieczna. W gruncie rzeczy była prawie tak samo zagrożona jak Bonnie. W jej ciało Esther też wchodziła. Bałem się, że to mogło utworzyć podobne powiązanie. Bałem się, że to może jej zagrażać. Kiedy już upewniłem się, że jest bezpieczna, uwolniłem ją.
- Klaus? – zaczął Elijah.
- Tak?
- Pamiętasz jak tysiące lat temu pojedynkowaliśmy się i ojciec przerwał nam, powalił cię i zastraszał? Pamiętasz jak w nocy chciałeś uciec?
- I jak ty mnie powstrzymałeś?
- Tak mi się to przypomniało. Cieszę się, że wtedy zostałeś.
- Zdaje mi się, że w ten skomplikowany sposób Elijah chce powiedzieć, że cieszymy się, że żyjesz – sprostował Kol.
Klaus uśmiechnął się. Czuł dziwne ciepło, które rozchodziło się w nim. Było przyjemne. Nie pamiętał, żeby ostatnimi czasy czuł coś podobnego.
- Dlaczego nie zabiłeś Eleny? To była Katherine? – zapytał.
- Nie, to była Elena. – odpowiedział Elijah.
- Więc dlaczego…?
- Ja… Ja wiem, że to głupie. Ale przez moment… Przez moment wydawało mi się, że zobaczyłem Tatię.
- Tatię?
- Wiem, że jest bardziej niż martwa. Ale to zamczysko… to było prawie obozowisko dusz. A ja nie myślałem trzeźwo. W ogóle nie myślałem.
Zamilkli.
- Rebekah chciałaby, żebyśmy trzymali się razem – zaczął Klaus.
Bracia zgodzili się z nim.
- Napije się ktoś ze mną? – zapytał Kol i nieśmiało spojrzał po pozostałych dwóch. Elijah po chwili zadumy kiwnął głową.
- Ja też – potwierdził Klaus. – Ale najpierw muszę coś załatwić.

***

Stefan wrócił w miejsce masowego mordu. Mimo że widział już wiele śmierci w swoim życiu, odwracał wzrok od dziesiątek rozszarpanych ciał. Nigdzie jednak nie było Bonnie.
Miał już wracać gdy usłyszał czyjś głos.
- Witaj. Tęskniłem, rozpruwaczu.
Stefan odwrócił się zszokowany. Nieopodal niego stał Klaus we własnej osobie, nonszalancko opierając się o przewaloną kolumnę.
- Muszę ci sporo wyjaśnić – powiedział Pierwotny. – Sądząc po twojej reakcji Damon nie wspomniał o zamianie ciał.
- Damon…?
- Ano Damon, sprytny gówniarz. Jak bardzo nie chciałbym nadziać jego głowy na pal, sprytu mu zaprzeczyć nie mogę. To nie jest pierwszy raz, w którym się spotykamy, Stefan. Kontrolowałem ciało Tylera.
Dał mu kilka chwil, żeby zrozumiał, co to oznacza. Uśmiechał się niemal widząc myśli kotłujące się w głowie Stefana.
- Tyler nie żyje, prawda? Skoro zamieniliście się ciałami?
Nie takiej dedukcji Klaus się spodziewał.
- Prawda.
- Pomagałeś mi.
- To pytanie? – odparł Klaus. Stefan patrzył się na niego wyczekująco. – Jesteśmy przyjaciółmi, pamiętasz? Zawsze byliśmy.
Stefan rozejrzał się, ale już go nie było.

***

Bonnie siedziała w rowie, dygocąc z zimna. Twarz miała ubrodzoną błotem. Padał deszcz.
- Proszę pani? – zapytał jeden z przechodniów. Podniosła wzrok. – Wszystko w porządku?
- Tak – wydyszała próbując opanować drżenie rąk. Pstryknęła palcami i wyczarowała płomień. Uśmiechnęła się, stęskniona za swoimi mocami. Jednocześnie czuła coś innego. Spojrzała na twarz rozmówcy.
Irytował ją. Miał jakiś duży nos. I zbyt krzaczaste brwi. W jakimś stopniu był irytujący. Nawet wtedy kiedy się do niej uśmiechał.
Spojrzała się na niego w skupieniu. Wystraszyła się, bo pod wpływem jej spojrzenia jego czaszka pękła i pod jej nogi potoczyła się pojedyńcza gałka oczna.



_________________________________________________________________________________________________________________________________
Zrobiłam wszystko co w mojej mocy, mam nadzieję, że nie zawiodłam. Mam rzecz jasna nie jeden pomysł na ciąg dalszy, żeby nie było wątpliwości, ale miło by mi było, gdyby ktoś jeszcze wykazał swoje zaiteresowanie. Szczególnie, że do tego momentu dążyłam od dwunastu rozdziałów xD
Więc proszę o komentarze, tak mocno jak jeszcze nigdy nie prosiłam :)
endless-komentarze-t10288.html

Ps. Jeżeli komuś by się nudziło, polecam przeczytać raz jeszcze rozmowę Elijaha i Rebekah z 1 rozdziału. Taka kropka nad i ;)
Ostatnio edytowano 1 paź 2012, o 16:05 przez Aliantka, łącznie edytowano 7 razy
__________________
Obrazek

od resssssss ♥
Do gory


Posty: 34 • Strona 1 z 31, 2, 3
Następna strona


Powrót do Opowiadania



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości