Red Temptation (Mini - Damon i Kath)

Wasze opowiadania o wampirach oraz na inne tematy

Moderator: Moderator

Posty: 12 • Strona 1 z 1
7 lut 2012, o 15:10
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


Red Temptation (Mini - Damon i Kath)
Czytam czasem opowiadania na forum i nie raz jestem pod ogromnym wrażeniem Waszych talentów. Sama lubię pisać, niestety mam wrażenie, że niezbyt mi to wychodzi.
Pod wpływem sobotniej nudy napisałam " miniaturkę " i chciałabym wiedzieć co sądzicie, więc bardzo proszę o komentarz, który wiele dla mnie znaczy ;*
Jestem początkująca, więc zapewne pojawi się wiele błędów (?)

Zapraszam też na moje opowiadanie które dodałam tu już chwilę temu : pt. " Złudzenie " ( znajduje się na dalszych stronach gdyż jest skończone *aktualnie str 9 )
Teraz z perspektywy czasu, widzę, że popełniłam w nim wiele błędów i wiele zdań napisałam nie do końca tak jak napisałabym je teraz :wstyd: no ale, tak czy tak serdecznie zapraszam i bardzo proszę o komentarze <3



1864, Mystic Falls

Słońce chyląc się ku zachodowi rzucało ciepłą poświatę na posiadłość Salvatore’ów. Mimo późnej godziny powietrze nad Mystic Falls wciąż wypełnione było ulicznym gwarem i letnim gorącem. Dwóch młodzieńców w wieku dwudziestu dwóch i osiemnastu lat, beztrosko biegało po ogrodowych alejkach.
- Uwaga ! – krzyknął starszy z braci, po czym cisnął piłką daleko przed siebie. Był wysoki i postawny, o wyrazistej twarzy, otoczonej gęstymi, czarnymi włosami. Jego bladoniebieskie tęczówki odbijały gasnące promienie słoneczne, nadając mu uroku i gracji. Młodszy, równie dobrze zbudowany o zielonych niczym rubiny oczach, urodą dorównywał Damonowi. Bez wątpienia byli najprzystojniejszym rodzeństwem w całym miasteczku.
- Złapałem ! – krzyknął uradowany Stefan i ruszył w kierunku brata. Chłopcy zderzyli się i głośno śmiejąc, upadli na trawę brudząc białe, płócienne koszule. Chwilę mocowali się między sobą, by po chwili głośno dysząc, wpatrywać się w pomarańczowe niebo.
- Kiedy wyjeżdżasz ? – przerwał ciszę Stefan. W jego głosie słychać było żal i smutek. Damon był żołnierzem w Armii Konfederatów i właśnie zaczynała się jego służba. Więź między braćmi była bardzo silna, i obaj wiedzieli, że zawsze mogą na sobie polegać.
- Za parę dni – odpowiedział Damon – ale nie martw się, nim się obejrzysz, już będę z powrotem. -troskliwe spojrzał na brata.
Leżeli tak chwilę ciesząc się ostatnimi promieniami tego wieczoru, gdy wtem na horyzoncie pojawiła się Elizabeth – gosposia.
- Chłopcy, pan Salvatore prosi Was do siebie – powiedziała czule spoglądając na młodszego z nich. Stefan poczuł jak w jednej chwili sielankowa radość ustępuje miejsca zdenerwowaniu. Jego relacje z ojcem były niezwykle oziębłe. Obwiniał go bowiem ze śmierć żony, która zmarła podczas porodu młodszego z jego synów. Damon zawsze, dzielnie bronił brata, uznając za niedorzeczne winić go za ten wypadek. Stefan czuł się zagubiony. Nigdy nie mógł liczyć na ojcowską miłość. Wychowała go Elizabeth i Damon. To im zawdzięczał wszystko to, kim jest teraz. Ale nie miał odwagi sprzeciwić się ojcu. Darzył go ogromnym szacunkiem i nie miał mu za złe takiego traktowania. Był świadom, że tak jak i jemu brakuje mu matki.
Damon podał rękę bratu, pomógł mu wstać i obejmując go ramieniem ruszyli w stronę domu.

Gdy weszli do gabinetu ojca do ich nozdrzy dobiegł zapach tytoniu i kurzu. Giuseppe Salvatore siedział za wielkim, dębowym biurkiem paląc czarną fajkę. Młodzieńcy stanęli na wprost niego wyczekując na powód ich wezwania .
- Będziemy mieli gościa – zaczął – gdy byłem dziś w mieście spotkałem pannę Pierce. Jest w Mystic Falls przejazdem więc zaproponowałem jej nocleg.
Damon znacząco spojrzał na brata. Oboje dobrze wiedzieli, że ojciec jest kobieciarzem i nie oprze się żadnej pięknej niewiaście.
- Bardzo Was proszę, pokażcie się z jak najlepszej strony. Mam przeczucie, że panna Katherine posiada niemały majątek. – powiedział, wypuszczając z ust ciemny dym. Zakasłał głębokim, gardłowym kaszlem, wykonując gest oznajmujący, że mogą już wyjść.

Słońce całkowicie schowało się za horyzontem. Zapadł zmierzch nadając posiadłości majestatyczny, tajemniczy wygląd. Damon i Stefan stali na werandzie, wypatrując w ciemnościach zarysu karety. Ubrani byli w eleganckie garnitury, jak przystało na synów założyciela miasta. Po chwili do ich uszu dobiegł odgłos końskich kopyt, stukających w brukową kostkę podjazdu. W końcu wyłonił się też pojazd, zatrzymując się na wprost drzwi budynku. Chłopcy ze zniecierpliwieniem wyczekiwali tajemniczej kobiety, która – nie wykluczone – miała zostać ich macochą. Woźnica zeskoczył ze stołka i z pośpiechem dopadł drzwi karety, które otworzyły się z charakterystycznym skrzypnięciem. Z wnętrza wyłoniły się dwie kobiety. Z początku mrok skrywał ich twarze, lecz gdy się zbliżyły, delikatne płomienie świec odsłoniły ich oblicza. Katherine Pierce, bez wątpienia, była najpiękniejszą kobietą jaką Damonowi było dane kiedykolwiek oglądać. Oliwkowa cera oraz ciemne, czekoladowe oczy zradzały jej egzotyczne korzenie. Burza gęstych, ciemnych i lśniących loków opadała kaskadą przysłaniając, drobne ramiona. Ubrana była w piękną, strojną, zieloną suknię podkreślającą elegancję i grację. Od dziewczyny bił niezwykły blask, który przysłonił Damonowi wszystko inne. Kobieta ściągnęła białą, jedwabną rękawiczkę odsłaniając delikatną dłoń i podała ją chłopakowi. Ten pochylił się nisko i musnął wargami rozgrzaną skórę pachnącą kwiatami i pomarańczą.
- Panienko Katherine, niezmiernie miło mi panią poznać – szepnął, posyłając jej najbardziej czarujący uśmiech na jaki było go stać. W oczach dziewczyny zapłonęły dwie iskierki, na ustach zagościł szeroki uśmiech, a policzki opłynęły nieśmiałym rumieńcem.

****
Teraźniejszość, Las Vegas

Wymalowana blondynka, z fartuszkiem przepasanym wokół krągłych bioder, dolała przystojnemu szatynowi kolejną porcję whiskey. Mężczyzna robił na niej ogromne wrażenie i miała ochotę z miejsca wskoczyć mu do łóżka. Nie miała pojęcia, że skrywa on tajemnicę, za którą mogłaby przypłacić życiem.
Damon zaszczycił barmankę szarmanckim spojrzeniem i złapał ją za pośladek. Dziewczyna zmieszała się, ale nie protestowała. Spojrzał jej głęboko w oczy.
- Dziękuję skarbie, a może po pracy dasz mi coś od siebie ? – mruknął, czując jak narasta w nim pragnienie. Siedział tam już dobrych parę godzin, wlewając w siebie litry alkoholu i zabawiając się z napotkanymi kobietami. Miał ochotę wgryźć się w jej tętnicę, pulsującą niespokojnie pod skórą. Kontrolował się nie chcąc narobić sobie kłopotów. W takim mieście jak Las Vegas roiło się od wampirów lubiących dobrą zabawę. Jakby na wspomnienie tych myśli, drzwi baru otworzyły się zamaszyście, z hukiem obijając sąsiednią ścianę. Do środka wkroczyła zgrabna, brunetka z burzą, gęstych loków, ubrana w obcisłe spodnie i seksowne szpilki. Ruszyła przed siebie powabnym krokiem, ściągając spojrzenia wszystkich obecnych panów. Schlebiało jej to, ponieważ była pewna swojej atrakcyjności. Damon również odwrócił się w stronę kobiety, krztusząc się alkoholem zalegającym w ustach.
- Katherine ?! –wycharczał z niedowierzaniem w głosie. Wiedział, że mimo huku panującego w pomieszczeniu ona zdoła go usłyszeć. Wampirzyca przystanęła i spojrzała na niego. Pomachała dłonią w jego kierunku, ponętnie oblizała usta i dalej ruszyła pewnym krokiem w stronę parkietu.


Damon obserwował ją od parunastu minut, podczas gdy ona bawiła się z wszystkimi przystojnymi dwudziestoparolatkami, obecnymi w klubie. Śledził każdy jej koci ruch, który wykonywała podczas erotycznego tańca. Wiedział, że musi zadziałać. W głębi duszy wciąż mocno ją kochał, nawet jeśli ona tylko nim manipulowała. Jednym haustem wypił pozostały alkohol i z hukiem odstawił szklankę na odrapany blat. Zmierzwił włosy, poprawił koszulę i chwiejnym krokiem ruszył w kierunku dziewczyny. Agresywnie odepchnął mężczyznę, z którym właśnie tańczyła sprawiając, że uderzył o pobliską ścianę. Złapał zdziwioną wampirzycę za rękę mocno, obkręcił i przytrzymując w talii, odchylił do tyłu.
- Odbijany – uśmiechnął się zadziornie i znów niespodziewanie nią podrzucił. Teraz stali ze sobą twarzą w twarz, głęboko dysząc i pożerając się nawzajem pożądliwym wzrokiem.
- Mmm, tęskniłeś – jak słodko – zamruczała gładząc jego zarumieniony policzek. Namiętność i pożądanie krążyła wokół ich rozgrzanych ciał, wytwarzając niewidzialną strefę. Prywatną, przeznaczoną tylko dla nich. Damon łapczywie wpił się w usta Katherine, błądząc dłońmi po jej rozgrzanym ciele. Ona nie pozostawała mu dłużna, co chwile przygryzając jego spragnione wargi. Alkohol w organizmie przejmował nad nim kontrolę. Nie liczyło się nic wokół, tylko ona i to jak bardzo za nią tęsknił.
Ostatnio edytowano 21 mar 2012, o 21:26 przez aVampire, łącznie edytowano 4 razy
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


7 lut 2012, o 18:13
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


Kat i Kaliksi poprawiły mi humor tak, że dopisałam jeszcze to :D


Mijały kolejne godziny, a przez barowy blat przelewały się kolejne litry alkoholu. Damon i Katherine nie czuli się już skrępowani swoim towarzystwem. Biorąc pod uwagę ilość promili przepływającą przez ich żyły, byli gotowi posunąć się do wszystkiego. Zrobić coś, czego obydwoje mogą później żałować. Ale w tej cudownej dla nich chwili zapomnienia, liczyło się tylko pożądanie rozsadzające ich od wewnątrz.

Zmierzyli się wzrokiem i dobywając butelek po brzegi wypełnionych drogim trunkiem, przyłożyli je do ust, przechylając gwałtownym ruchem.
- Pij ! Pij ! Pij ! – skandował rozbawiony tłum, podziwiający pijackie zawody dwójki wampirów. Damon powoli krztusił się alkoholem, czując jak krople ciekną mu wzdłuż szyi, aż pod grafitową koszulę. Ale nie mógł dać za wygraną. Zacisnął powieki wciąż uparcie przełykając palącą ciecz. Katherine niczym nie wzruszona, przełknęła ostatnią kroplę i z hukiem odstawiła szkło na stół.
- Buuuuuuuuuu – zahuczał tłum, wytykając mężczyznę palcami. Wampirzyca spojrzała z wyższością na swojego kompana, wybuchając mu w twarz perlistym śmiechem.
- To nie fair – krzyknął urażony wampir – ja siedzę tu już od paru dobrych godzin – powiedział niczym mały chłopiec, któremu odebrano lizaka.
- Ooo, nie martw się chłopczyku – wciąż nabijała się dziewczyna – a teraz ściągaj koszulę ! – krzyknęła, tak aby wszyscy zebrani mogli usłyszeć.
- Tego nie było w umowie – oburzył się.
- Tchórz ! – zaszydziła brunetka, szturchając go w bok. Piosenka zmieniła się, a z głośników począł dobiegać dźwięk nastrojowej muzyki. Damon uśmiechnął się zadziornie, chwiejąc wdrapał się na stołek, a następnie - barowy blat. Wykonując powłóczyste ruchy biodrami, zaczął odpinać guziki swojej koszuli, jeden po drugim. Całe pomieszczenie wypełniło się piskiem kobiet, marzących aby taki przystojniak jak Damon, choćby zaszczycił je spojrzeniem. Źrenice Katherine zapłonęły czystym pożądaniem i nie czekając długo, dołączyła do szatyna. Ocierali o siebie swoje zgrabne ciała, dając ponieść się emocjom. Przed nimi jeszcze długa noc w mieście grzechu.


Drzwi małej kawalerki otworzyły się mocnym pchnięciem. Zatrzask urwał się pod wpływem ogromnej siły. Do środka wpadła dwójka, młodych ludzi pieszczących nawzajem swoje podniebienia. Damon gniótł pośladki dziewczyny, która opasała udami jego biodra.
- Czyje to mieszkanie ? – spytał ciekawy Damon. Nie było to istotne. W tym momencie i tak liczyła się tylko ona.
- Czy to ważne ? – warknęła z ironią – chcę tego Damonie – jęknęła nie mogąc już wytrzymać. Natarczywie dopadła jego ust, muskając i gryząc je na przemian.
- Brakowało mi tego – mruknęła między pocałunkami. Damon oderwał się i spojrzał w czekoladowe źrenice Katherine. Tańczyły w nich dwie iskierki, które tak jak reszta jej ciała krzyczały : „ No dalej ! Zrób ze mną co chcesz !”
Wampirzyca zeskoczyła na ziemię i popchnęła szatyna w stronę sypialni. W mgnieniu oka znaleźli się na łóżku rozrywając ubrania i pieszcząc swoje rozgrzane ciała. Pożądanie przerodziło się w namiętność i brutalność. Emocje sięgnęły zenitu kiedy wreszcie złączyli się w jedność.
Damon tak długo na to czekał. W jego głowie wszystkie emocje, zdawały się wybuchać, a ciało przeszedł dreszcz szczęścia.
Każda komórka ciała Katherine krzyczała z rozkoszy. Wiedziała, że to tylko kolejna przygoda na jedną noc. Ale chciała tego. Te gierki sprawiały jej cholerną radość. To było to. Życie na krawędzi. Alkohol, seks i zabawa.

Damon powoli podniósł powieki. Zaraz tego pożałował, czując jak ostre światło pali jego źrenice. Ból rozsadzał jego czaszkę. Czuł, że ten kac nie będzie lekki.
Powoli zaczął składać w całość zdarzenia z ostatniej nocy. Bar. Whiskey. Kobiety. Katherine.
Na wspomnienie tego imienia gwałtownie się poderwał. Leżał na łóżku w jakimś obcym miejscu. Prześcieradło do cna przesiąknięte było krwią. Zaschnięte zacieki tej samej substancji pokrywały jego szyję i tors. Wezgłowie łóżka, było pęknięte tak jak i ściany, na których widniały liczne wgłębienia. Damon przypomniał sobie wszystko. Tą rozkosz i spełnienie, które wypełniły pustkę jaką czuł kiedy jej nie widział. Choć na chwilę zniknęła tęsknota zżerająca go od środka.
Jedna myśl szumiała w jego głowie głośniej niż kac : „ Gdzie do cholery jest Katherine ?!”
Rozejrzał się dookoła. Na podłodze spostrzegł kartkę, pachnącą jej perfumami, a na niej wypisane czerwoną szminką : Mam nadzieję, że wkrótce to powtórzymy. Już tęsknię. K.
Damon poczuł się jak skończony głupek. Miał cichą nadzieję, że tym razem jednak nie ucieknie. A ona wciąż pozostawała tą samą zimną suką.
- Jesteś idiotą Damon – syknął, rozrywając papier na małe kawałeczki.
Ostatnio edytowano 7 lut 2012, o 18:16 przez aVampire, łącznie edytowano 1 raz
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


15 lut 2012, o 20:26
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


:wstyd: Jest i nowy fragment. Ale chyba nie wyszedł dobrze.


1864, Mystic Falls
Ten dzień był wyjątkowo gorący, a nieruchome powietrze wisiało nad miasteczkiem niczym zawiesina, krępując oddech.
- Damonie, zwolnij. Nie mam już siły – marudziła Katherine, po raz kolejny poprawiając ramiączka kremowej sukienki, wpijające się w lepkie ramiona. Miała już dość tej leśnej wspinaczki jaką zaserwował jej chłopak. Czuła, że wędrują od kilku godzin, a jako, że ceniła sobie wygodę chciała jak najszybciej to przerwać. Damon gwałtownie obrócił się, podając jej rękę.
- Już niedaleko, kochana- zapewnił czule. Złapał towarzyszkę w talii i lekko uginając kolana, uniósł ją w górę bez większego wysiłku.
- Hej, co robisz ? – zaśmiała się, kurczowo łapiąc jego karku i ramion. Damon popatrzył w czekoladowe oczy dziewczyny. Był oczarowany faktem, jak delikatność, gracja i czułość mogą tak skrzętnie mieścić się w tak drobnym ciele. Na jego twarzy malowała się ekscytacja.
- Po prostu musisz to zobaczyć.
Przeszli jeszcze kawałek, pod górę aż w końcu pokonali ostatnie wybrzuszenie. Widok jaki rozpostarł się przed nimi, zaparł Katherine dech w piersiach. Damon usatysfakcjonowany reakcją towarzyszki, wyszedł spomiędzy ściany drzew pozwalając promieniom słonecznym, trochę popieścić ich skórę.
- I co o tym myślisz, najdroższa ? – spytał nie ukrywając radości.
- Damonie, tu … tutaj jest pięknie – szepnęła, wypuszczając powietrze z ust.
Sama nie wiedziała na czym skupić swoją uwagę. Zachwycało ją po prostu wszystko. Znajdowali się na polanie, w samym środku lasu, na niewysokim wzniesieniu. Parę metrów od nich niewielki staw, odbijał w swej nieruchomej tafli obłoki, płynące po niebie niczym kłębki waty. Bladoróżowe stokrotki, prześwitujące spod zielonego dywanu, urozmaicały krajobraz nadając mu niezwykły urok. Katherine nie zastanawiając się długo, zgrabnie ściągnęła skórzane trzewiki. Przymknęła oczy czując miękką trawę przyjemnie łaskoczącą bose stopy. Z dziecięcą radością pobiegła w kierunku wody. Damon rozpiął płócienną koszulę i usiadł pod wierzbą znajdującą się nieopodal. Oglądając zabawę dziewczyny, radość bijącą od jej idealnej twarzy, w środku czuł ciepło. Był szczęśliwy, że ma ją przy sobie. Że może napawać się jej widokiem. Myślał o sobie jak o najszczęśliwszym mężczyźnie na ziemi.

Katherine podbiegła zdyszana i siadając na piętach uśmiechnęła się czarująco. Rozłożyła na swojej sukience kwiatuszki w rządku, i zgrabnie poruszając smukłymi palcami poczęła pleść wianek. Skupiła na tym całą swoją uwagę. Czuła się lekka, wolna. Pozbawiona wszelkich trosk. Jakby znów była małą dziewczynką, patrzącą na świat z ciekawością, marzącą o wielkiej, prawdziwej miłości. A to wszystko zawdzięczała Damonowi. Był jej własną namiastką człowieczeństwa.

Słońce powoli chowało się za horyzontem, rzucając na świat pomarańczowy blask. Katherine i Damon leżeli wtuleni w siebie napawając się tą cudowną dla nich chwilą. Oddychali równo i miarowo. Szum drzew, śpiew ptaków i wzajemna obecność działały niczym balsam na stroskane dusze.
- Katherine, najdroższa – odezwał się w końcu Damon, gładząc jej gęste, lśniące loki – chcę żebyś wiedziała, że jesteś powodem, dla którego chcę żyć. Kocham Cię bardziej niż cokolwiek na świecie. Jesteś moim powietrzem, którym chcę oddychać. Jesteś całym moim światem. Bez ciebie, nie istnieję. Błagam, powiedz, że już zawsze będziemy razem.
Dziewczyna uniosła głowę, wpatrując się w błękitne oczy szatyna. Wyczytała w nich szczerość i miłość. Wiedziała, że uczucie jakim chłopak ją darzy jest niezwykle silne. Silniejsze od wszystkich jakie doznała do tej pory.
- Już zawsze będziemy razem – szepnęła, zbliżając się w kierunku jego twarzy – obiecuję.
Złożyła na jego wargach czuły pocałunek.

****
Teraźniejszość, Las Vegas.

Damon siedział w tym samym barze, co poprzedniego wieczoru, opróżniając kolejną szklankę whiskey. Przybył tu z zamiarem odebrania samochodu, a i tak, jak zwykle skończył przy barowym blacie, wspominając rozkoszne chwile z Katherine.
Nienawidził tego stanu. Nienawidził jej za to, że kompletnie nie liczyła się z jego uczuciami. Za to, że bawiła się nim jak jakąś cholerną zabawką, a zaraz odkładała ją na półkę z napisem „ na później”. Ale jednocześnie czuł coś, czego sam nie mógł zrozumieć. Dziwną fascynację, włączającą się za każdym razem kiedy spojrzał w jej oczy. Obsesję. Rządzę. Każdy zgodnie mógł przyznać, że Katherine była typem kobiety, która miała w sobie „to coś”.
- Stary nie przejmuj się - do bruneta podszedł barman, dolewając mu alkohol - tego kwiatu jest pół światu.
Damon popatrzył na niego zirytowany. Miał ochotę z całej siły przywalić mu w twarz, zdecydował się jednak pozostawić to bez komentarza.
Omiótł pomieszczenie nieprzytomnym wzrokiem, który zatrzymał się na zgrabnej, brunetce siedzącej parę stołków na lewo. Wpatrywała się w wampira, przygryzając dolną wargę. Zobaczył Katherine. Z niedowierzaniem parę razy zamrugał i zmrużył oczy. Dziewczyna puściła mu oczko, zadziornie się uśmiechając. To z pewnością nie była ona. Zaćmiony umysł płatał mu figle. Poczuł narastające pragnienie i suchość drażniącą gardło.
- Czas coś przekąsić – mruknął obojętnie. Szybko wypił wietrzejący już alkohol, zsunął się ze stołka i ubierając twarz w udawany, cwaniacki uśmieszek ruszył pewnym krokiem w kierunku kobiety.
Ostatnio edytowano 15 lut 2012, o 20:44 przez aVampire, łącznie edytowano 2 razy
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


17 lut 2012, o 23:21
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


Zapraszam serdecznie do komentowania ! :D
Czekam na konstruktywną krytykę <3


Ciemność już dawno, niczym ciężka kurtyna przykryła Las Vegas, lecz miasto wcale nie miało zamiaru zasypiać. Tak naprawdę, dopiero o tej godzinie budziło się do życia. Wraz ze zniknięciem słońca za horyzontem, tłumy ludzi na kształt fali zalały ulice miasta grzechu. Tysiące świateł, muzyka, głośne śmiechy i brzdęk obijanego szkła tworzyły atmosferę i przypominały o dobrej zabawie.
Damon uważnie przysłuchiwał się wszystkiemu dookoła, siedząc na krawędzi dachu The Palazzo. W ręce trzymał butelkę Burbona, a jego nogi luźno zwisały nad przepaścią. Co chwilę mrużył oczy, starając się dojrzeć twarze ludzi na dole. Zupełnie nieświadomie szukał w nich tej jedynej, o oliwkowej cerze i czekoladowych oczach, otoczonej gęstymi lokami. Upił kolejną porcję alkoholu.
Był zirytowany faktem, że wszyscy na dole świetnie się bawią, podczas gdy on samotnie przeżywa emocjonalny kryzys. W jego głowie wciąż siedziała Katherine. To w jaki sposób chodziła, śmiała się, a nawet jak marszczyła czoło gdy była niezadowolona. Znów pociągnął łyk z butelki, tym samym opróżniając ją do końca.
Spojrzał przez ramię na leżące za nim zwłoki trzech młodych kobiet. Każda z nich była szczupła i zgrabna z burzą ciemnych włosów. Przerzucił nogi z powrotem na grunt i wstał, zataczając się przy tym. Podszedł do pierwszej z nich i przykucnął. Gwałtownie przycisnął wargi do jej chłodnej szyi, lecz nie wyssał z niej już ani kropelki krwi. Ze złością i zrezygnowaniem odepchnął jej martwe ciało. Sprawdził pozostałe dwie, lecz one także były już „puste”. W jednej chwili furia wypełniła cały jego umysł i raptownie cisnął pustą butelką, rozbijając ją o pobliską ścianę. Setki kawałków potłuczonego szkła rozsypało się pod jego stopami.
Bezradność – dokładnie to czuł w tej chwili.
- Kogo, jak kogo, ale ciebie nie spodziewałam się tutaj zobaczyć – usłyszał nagle znajomy głos za swoimi plecami. Gwałtownie się obrócił, napotykając wzrokiem wysoką wampirzycę, o długich, prostych i lśniących, rudych włosach. Rozglądnęła się na około po czym utkwiła w nim swoje zielone, niczym szmaragdy oczy.
- A szczególnie w takim stanie – dodała, łapiąc się pod boki.
- Witaj, Nadio. – sztucznie się uśmiechnął - Niech zgadnę, też masz ochotę pobawić się moimi uczuciami ?! – prychnął – Proszę bardzo ! Tylko na to czekam !
Nadia zmarszczyła brwi, słysząc sarkastyczny ton Damona przepełniony żalem i gniewem. Przez chwilę usilnie nad czymś myślała, intensywnie wpatrując się w twarz towarzysza. Coś wyraźnie tutaj nie grało. To nie był ten sam mężczyzna, którego spotkała w 1962. Wtedy był dumny i cyniczny, nie bojący się żadnego ryzyka, kpiący sobie z zasad, ceniący wyłącznie dobrą zabawę. Wampir pełną gębą, tłamszący w sobie resztki człowieczeństwa. Tym właśnie jej zaimponował. Uwiódł do tego stopnia, że spędziła z nim kilka nocy. Bardzo namiętnych i szalonych. Jedne z tych, których nigdy się nie zapomina.
Lecz teraz kiedy tak na niego patrzyła, poczuła, że jest zagubiony. Zraniony. Zaraz zrobiło jej się go żal.
I wtedy coś sobie uświadomiła.
- Katherine – powiedziała, wyczekując jego reakcji. Wampir na dźwięk tego imienia poczuł ukłucie, a na jego twarzy pojawił się grymas.
- Błagam cię, tylko mi nie mów, że wciąż zadajesz się z tą dziwką – parsknęła. Damon nie odezwał się, tylko z powrotem usiadł na krawędzi, podpierając głowę na łokciach. Dziewczyna w wampirzym tempie znalazła się obok niego.
- Odejdź stąd. I tak niczego nie rozumiesz – warknął.
- A właśnie, że wszystko rozumiem ! I to bardzo dobrze – oburzyła się – Damonie ona się tobą bawi !
- Jakbym tego od dawna nie wiedział.
- Więc naprawdę Cię nie rozumiem. Gdzie się podział ten pewny siebie ignorant, którego poznałam ? – spojrzała na niego pytającym wzrokiem. Sam nie znał odpowiedzi.
- Wiesz w czym jest problem ? – podniosła ton – Ona pojawia się w twoim życiu, miesza ci w głowie, a potem znika na kolejne kilkadziesiąt lat. Rani cię. Nawet zdradza z własnym bratem. A ty mimo wszystko wciąż obsesyjnie ją kochasz ! - Nadia machnęła rękami w geście bezradności – Naprawdę cię nie rozumiem.
Damon doskonale zdawał sobie z tego wszystkiego sprawę. Sam nie pojmował dlaczego tak się dzieje. Ona po prostu nim manipulowała, dostarczając sobie rozrywki na jedną noc. A on za każdym razem nie miał jej dość, mimo iż czuł się jeszcze bardziej zraniony. Teraz słysząc to z ust Nadii zdał sobie sprawę, że w stosunku do niej zachował się dokładnie tak samo. Po tym jak Katherine po raz kolejny go olała, znalazł sobie w niej pocieszenie, dając upust emocjom i pożądaniu. Wykorzystał ją. Poczuł się jak dupek. Sam się zdziwił, ale sumienie również dało o sobie znać.
- Przepraszam cię – powiedział nagle. Te dwa słowa przesiąknięte były szczerością. Zwyczajnie czuł się winny. Zrozumiał nagle jak Katherine na niego wpływała. Przez nią sprawiał, że inni czuli się tak samo beznadziejnie jak on przez ostatnie stulecie.
Dziewczyna obróciła głowę w jego stronę, patrząc wprost w jego bladoniebieskie tęczówki. Uśmiechnęła się przyjaźnie, składając na jego policzku delikatny pocałunek.
- Każdy z nas zasługuje na miłość. Pamiętaj o tym, Damonie – szepnęła, po czym zniknęła tak szybko, że zostawiła za sobą tylko smugę letniego wiatru.
Damon wstał i otrząsnął się. Wciąż czuł alkohol szumiący w jego głowie, ale teraz czuł się zdecydowanie lepiej. Nabrał odwagi i już dokładnie wiedział co musi zrobić.
Napiął wszystkie mięśnie i skoczył w dół. Po paru sekundach wylądował na prostych nogach, na tyłach hotelu. Przeczesał ręką zmierzwioną czuprynę oraz poprawił kołnierz czarnej koszuli. Wyjął z tylnej kieszeni spodni telefon, wybrał numer z pamięci i ruszył w kierunku samochodu. Odebrała po trzech sygnałach.
- Hej, kotku – mruknęła zadziornie – tak szybko się stęskniłeś ? W sumie dobrze, że dzwonisz. Potrzebuję twojej pomocy – powiedziała niepewnie. Damon przystanął. W jego głowie pojawiły się niespokojne myśli. Może znowu wplątała się w jakieś gówno. Może jest w niebezpieczeństwie. Po chwili ciszy kontynuowała :
- Zaraz mam randkę i zastanawiam się jaką bieliznę założyć. Czerwone, koronkowe figi czy może … czarne stringi ? – spytała, wyraźnie świetnie się bawiąc. Wampir skarcił się za wcześniejszą troskę. Jeszcze mocniej utwierdził się w poprzednim przekonaniu.
- Katherine, powiedz mi, kiedy stałaś się tą bezuczuciową zdzirą ? Zdecydowanie wolałem, kiedy jednak liczyłaś się z moimi uczuciami.
Dziewczyna zaśmiała się.
-Nie martw się, niedługo znów się zobaczymy.
- Nie. Mam cię dosyć, Katherine – powiedział na jednym wydechu. Poczuł satysfakcję. W końcu odważył przyznać się przed samym sobą.
-Mylisz się. Kocham cię, skarbie. Już zawsze będziemy razem. Przecież ci to obiecałam, pamiętasz ? – słychać było, że jest zaskoczona słowami Damona. Nie chciała jednak tego zdradzić. Wciąż grała niedostępną.
- Mówię serio. To koniec – wysyczał, rozłączając się.
Wymacał w kieszeniach kluczyki i wsiadł do wozu. Komórkę rzucił na przednie siedzenie, po czym odpalił silnik. Wziął głęboki oddech i nacisnął pedał gazu. Ruszył w dobrze znanym mu kierunku.
Podjął dobrą decyzję. Na razie przynajmniej, sam starał się to sobie wmówić.
Ostatnio edytowano 17 lut 2012, o 23:26 przez aVampire, łącznie edytowano 1 raz
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


22 lut 2012, o 23:16
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


Czemu ciągle, uważam, że to jak piszę jest beznadziejne ? :zly:
Tylko ja uważam, że się do tego nie nadaję ? :wstyd:
Tak, czy tak baardzo proszę o komentarze, szczególnie te z konstruktywną krytyką.

***

- Nie. Mam cię dosyć, Katherine – powiedział na jednym wydechu. Wampirzyca zatrzymała się w połowie kroku, otwierając szerzej oczy. Nie spodziewała się usłyszeć takich słów z ust Damona. Od ponad stu lat ich toksycznej znajomości, on nigdy nie odważył się jej sprzeciwić. A ona robiła co chciała. Była pewna, że za każdym razem i tak wszystko jej wybaczy, i zabawa zacznie się od nowa.
Tym razem jednak Katherine poczuła ukłucie w sercu. Doskonale zdawała sobie sprawę, że swoim zachowaniem krzywdzi wampira, brutalnie wykorzystując jego uczucia. Ale każda noc z nim, każda sekunda spędzona w jego towarzystwie – była nie kończącą się zabawą. A zabawa to coś co Katherine kochała najbardziej.
Zmarszczyła nos w geście niezadowolenia, starając się dokładnie udusić rodzące się w niej emocje.
-Mylisz się. Kocham cię, skarbie. Już zawsze będziemy razem. Przecież ci to obiecałam, pamiętasz ? – zamruczała, starając się zatuszować pojawiające się troski. „Wampirza strona” wypływała na wierzch, a to właśnie w niej Katherine czuła się o wiele pewniej.
- Mówię serio. To koniec – wysyczał, rozłączając się. Dziewczyna otworzyła usta, chcąc szybko zaprzeczyć, lecz jedyne co zdążyła usłyszeć to dźwięk zakończonego połączenia. Jej umysł oblała fala frustracji i wydobywając z ust stłumione warknięcie, cisnęła z całej siły telefonem o ścianę. Urządzenie rozpadło się na części, wydając tępy odgłos po zderzeniu z podłogą.
Katherine wzięła głęboki oddech i poprawiła palcami burzę ciemnych loków. Nie pozwoli się tak traktować. Ona nigdy nie przegrywa.
- Jeszcze będziesz mój – rzekła, uśmiechając się do odbicia w lustrze.

Wysoki i dobrze budowany brunet wkroczył pewnym krokiem do baru, ściągając przyciemniane Ray-ban’y. Rozglądnął się po pomieszczeniu, zatrzymując wzrok na zgrabnej brunetce, zalotnie machającej do niego smukłymi palcami. Przeszedł wzdłuż długiego, drewnianego baru, wszedł po dwóch stopniach, oddzielających parkiet od części jadalnej i niedbale osunął się na krzesło przy stole kobiety. Obróciła się przodem do niego, przybierając figlarny wyraz twarzy.
- Jeej Stefanie, wyprzystojniałeś – wymruczała wampirzyca, przysuwając twarz w jego kierunku. Wsparła głowę na łokciach, zagryzając dolną wargę. Chłopak miał niezmienioną minę.
- Czego chcesz tym razem, Katherine ? – zapytał ozięble.
- Czemu od razu mam czegoś chcieć ? – oburzyła się.
- Doświadczenie – uśmiechnął się kpiarsko. Brunetka zaśmiała się perliście.
- No tak. Spodziewałam się, że z Tobą będzie trudniej. Ta twoja kontemplacja i te sprawy.
Wampir przybrał pytający wyraz twarzy.
- Damon przywitał mnie o wiele bardziej entuzjastycznie – wyjaśniła, poruszając brwiami i opierając się o krzesło – tęskniłam za Tobą – mruknęła, wydymając dolną wargę. Wampir zaśmiał się krótko i cynicznie. Wsparł łokcie na blacie czarnego stolika i popatrzył dziewczynie głęboko w oczy.
- Znam te Twoje sztuczki, Katherine – warknął – i już na mnie nie działają.
- Och, daj spokój Stefanie.
- Zraniłaś mnie. Nas obu. Kochałem Cię, a Ty miałaś mnie gdzieś. Nie licz na to, że rzucę Ci się w ramiona – syknął, gwałtownie podrywając się z miejsca. Katherine migiem złapała go za nadgarstek.
- Nie możemy nawet porozmawiać ?
Stefan zawahał się. Ostatecznie znów opadł na barowy stołek. Już dawno jej nie kochał – to było pewne. Ale był cholernie ciekawy, czego chce tym razem. Wampirzyca uśmiechnęła się w geście satysfakcji. Punkt pierwszy na liście „Odzyskać urażonego Damona” – odznaczony. Uniosła dłonie i pstryknęła palcami. Do stolika, przy którym siedzieli podszedł niski barman.
- Nie będziemy tak siedzieć na sucho. – uśmiechnęła się zadziornie do wampira – Dwie butelki tequili, proszę – zwróciła się w stronę mężczyzny.

- O wiem ! – krzyknął uradowany Stefan – A pamiętasz, jak wtedy – przerwał śmiejąc się – Całowaliśmy się w ogrodzie. I wtedy wszedł Damon ! – dokończył podnosząc ton. Katherine wybuchła głośnym rechotem. Klasnęła w dłonie.
- I ta jego mina – wyprostowała się jak struna, wybałuszyła szeroko oczy i otworzyła buzię, starając się odtworzyć wyraz twarzy szatyna. Zaśmiali się jeszcze głośniej.
Stefan był pewien, że nie powinien z nią zaczynać. Z początku twierdził, że jeden, czy dwa kieliszki nie zaszkodzą. Nim się obejrzał, opróżnił już dwudziesty-któryś. Katherine również była mocno wstawiona. Siedziała na kolanach wampira, co chwilę niby przypadkiem muskając jego dłonie lub policzki.
Podszedł do nich ten sam niski barman, który podawał alkohol.
- O ! Akurat butelka jest puściusieńka – wybełkotała Katherine.
- Niestety, muszę państwa prosić o opuszczenie lokalu – rzucił, rozbawiony całą sytuacją blondyn – zamykamy – wyjaśnił, stukając palcem w tarczę zegarka, który nosił luźno zapięty na nadgarstku.
- Co ?! Jak to ?! – oburzyła się – Nie mamy ochoty wychodzić – poderwała się, ostro patrząc na mężczyznę. Ten zmieszał się nieco, lecz stał w miejscu. Stefan podniósł się ospale i złapał dziewczynę pod ramię.
- Daj spokój. Wychodzimy – zaśmiał się, ciągnąc ją za sobą.
- Skandal ! – krzyknęła, tracąc równowagę na schodkach. Stefan zdążył przytrzymać wampirzycę, zapobiegając upadkowi. Sam zachwiał się przy tym.
- Zamknij się już – zaśmiał się i wyszli na zewnątrz.
Ostre, rześkie powietrze uderzyło ich rozgrzane ciała. W głowach szumiał im alkohol, sprawiając iż nie kontrolowali swoich czynów. Dokładnie o to, od początku chodziło dziewczynie.
Korzystając z chwili nieuwagi, gwałtownie przycisnęła bruneta do murowanej ściany i wpiła się w jego usta, zabierając mu oddech. Całowali się chwilę, łapczywie przygryzając wargi i błądząc spragnionymi dłońmi po swoich ciałach.
- Katherine, jesteś największą suką jaką znam – warknął Stefan, patrząc jej głęboko w czekoladowe tęczówki – ale cholernie mnie pociągasz – szepnął, kontynuując pieszczoty.
Nienawidził jej za wszystkie krzywdy jakie wyrządziła. Ale tęsknił, za jej zgrabnym ciałem. Alkohol tylko ułatwił sprawę.
- Gdzie mieszkasz ?! – jęknęła, Katherine między pocałunkami. Brunet nie zwlekając długo, pociągnął ją w dół ulicy.

Wpadli jak burza do mieszkania, uderzając o ścianę. Pod wpływem wstrząsu, obraz wiszący na niej, runął na ziemię, rozbijając się w drobny mak. Zaraz w wampirzym tempie znaleźli się w sypialni, ściągając z siebie ubrania. Wciąż namiętnie się całowali, lecz Stefan robił to bardzo niepewnie. Nagle Katherine oderwała się od wampira z niezadowoleniem na twarzy.
- Stefanie ! – warknęła – co z tobą nie tak ?!
Oddychali nie równo, pożerając się nawzajem pożądliwym wzrokiem. Stefan zawahał się chwilę zastanawiając się, co właściwie robi. Obiecał się kontrolować i nie robić żadnych głupstw. A już szczególnie z Katherine. Jeszcze raz zmierzył ją wzrokiem, dokładnie śledząc koronkowy wzór jej seksownej bielizny. Sam nie wiedział, dlaczego to robi. To ona, działała na niego jak afrodyzjak.
Brutalnie popchnął ją na łóżko, gryząc w szyję. Upił parę łyków krwi i oderwał się gwałtownie, nabierając łapczywie powietrza. Wampirzyca popatrzyła na niego zdziwiona. Strużek krwi począł cieknąć jej wzdłuż szyi, po obojczyku aż niżej, w stronę pępka. Stefan namiętnie zlizał bordowy płyn i mocno ścisnął jej rozchylone uda. Katherine krzyknęła z rozkoszy.
- Jako Stefan – rozpruwacz, podobasz mi się o wiele bardziej – jęknęła. Przewróciła wampira na plecy, po czym przejęła inicjatywę.
Ostatnio edytowano 22 lut 2012, o 23:22 przez aVampire, łącznie edytowano 2 razy
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


26 lut 2012, o 12:43
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


Zapraszam do komentowania <3

Damon pokonał ostatni zakręt, rozglądając się po okolicy. Bliźniacze domki, z równo przystrzyżonymi trawnikami zdawały się być niezwykle bezpieczną lokacją. Zaśmiał się w duchu, po czym skręcił na podjazd czwartego z kolei domu. Wyłączył silnik, wyjął kluczyki ze stacyjki i wysiadł z pojazdu. Przeszedł pewnym krokiem wzdłuż dróżki, przyglądając się równo posadzonym rabatkom. Paroma zwinnymi krokami wskoczył po schodkach, po czym zapukał w jasne, dębowe drzwi. Stał chwilę nasłuchując czegoś z wnętrza domu, lecz jedyne co usłyszał to szum działającej lodówki. Dla pewności jeszcze parę razy zadzwonił dzwonkiem. Wciąż cisza. Zszedł z ganku i ruszył na tyły podwórka. Okna budynku, od wewnątrz szczelnie pozasłaniane były ciemnymi kurtynami. Dopadł tylnych drzwi, od razu przekręcając gałkę. Zamknięte. Zirytował się i naparł na nie mocniej. Zatrzask rozpadł się i uchylił drzwi, ukazując wnętrze domu. W środku panował półmrok, lecz wampir doskonale rozpoznawał kształty wszystkich mebli. Ruszył wąskim korytarzem, skręcając na lewo, do kuchni. Ściany pomieszczenia pokrywała żółta farba, usilnie starająca się rozjaśnić ponure wnętrze. Otworzył niewielką lodówkę, i chwycił za plastikową torebkę wypełnioną czerwonym, gęstym płynem, z napisem AB Rh+. Urwał plastikowy kurek i upił parę łyków. Był głodny, po długiej podróży, a czując w ustach smak krwi, poczuł doskonale znaną satysfakcję. Nagle usłyszał świst powietrza i został gwałtownie przygwożdżony do ściany. Upuścił worek, a płyn rozbryznął się po parkiecie. Wysoka blondynka, silnie ściskając gardło Damona obnażyła rząd śnieżnobiałych zębów i warknęła złowrogo. Chłopak uśmiechnął się cwaniacko.
- Nie poznajesz starych znajomych ? – prychnął, mocno odpychając ją od siebie.
- Co ty tu, do cholery robisz ? – warknęła zdziwiona. Damon wyminął kobietę i podniósł torebkę z krwią. Dmuchnął strzepując z niej pyłki kurzu, po czym znów przyłożył do ust upijając kolejną porcję.
- Nie cieszysz się, że mnie widzisz ? – udał zmartwienie. Wampirzyca zmarszczyła brwi w geście niezadowolenia. Damon teatralnie przewrócił oczami.
- Lexi – westchnął – jak zwykle nie znasz się na żartach.
Obszedł blat kierując się w stronę pokoju dziennego, który bezpośrednio połączony był z kuchnią. Opadł ciężko na skórzaną sofę i zarzucił nogi na mały stolik, stojący nieopodal.
- Szukam braciszka – rzucił po chwili.
- A ja jestem pewna, że on wcale nie szuka ciebie – syknęła.
- Czemu jesteś taka cięta ?
- Czy ja wiem ? Może dlatego, że zawsze kiedy się pojawiasz, dzieje się coś złego – odparła, szybko podchodząc do wampira. Mocno kopnęła go w łydkę, tym samym strącając jego nogi ze stolika. Damon westchnął opierając głowę o oparcie. Przymknął powieki.
- Powiesz mi gdzie jest czy nie ? – wycedził przez zęby.
- Stefan stara się wyjść znów na prostą. A ja nie pozwolę, żebyś po raz kolejny mu to uniemożliwił. Otworzył oczy i spojrzał na Lexi. Stała oparta o blat, mocno ściskając jego krawędzie. Damon zaśmiał się głośno.
- Wciąż bawisz się w ośrodek odwykowy ?
- Pilnuję tylko, by wartościowi ludzie, nie stawali się takimi dupkami jak ty. Wyjdziesz stąd sam, czy mam ci pomóc ? – uniosła brwi.
Wampir szybko poderwał się z miejsca, stając twarzą w twarz z dziewczyną.
- Dowiem się w końcu gdzie znajdę braciszka ? – warknął patrząc głęboko w jej ciemne oczy. Gwałtownie przycisnęła szatyna twarzą do ściany, łamiąc mu wygiętą w tył rękę. Damon syknął czując silny ból w przedramieniu.
- Nie zapominaj, że jestem starsza i silniejsza – wycedziła – A teraz grzecznie proszę, wynoś się z mojego domu i zostaw Stefana w spokoju.
- Czemu tak bardzo się nim przejmujesz ?! – sapnął, wciąż przyciśnięty do muru – Wciąż skrycie go kochasz, huh ? – prychnął.
Wampirzyca zmieszana, rozluźniła chwyt. Damon nie zastanawiając się długo, szybko wyswobodził się z jej objęć. Pewnie wygiął zniekształconą kończynę, umieszczając wszystkie kości na swoich miejscach.
- Znów znalazłam go naćpanego ludzką krwią. – szepnęła ze spuszczoną głową – Nie mogłam patrzeć jak wciąż pogłębia się w nienawiści do samego siebie. Musiałam mu pomóc – popatrzyła z żalem na szatyna – Idzie mu coraz lepiej, więc wyprowadził się. Powiedział, że nie chce więcej robić mi kłopotu. Obiecał się kontrolować.
Damon patrzył wyczekująco na blondynkę.
- Nie odzywał się ostatnio. Nie mam pojęcia gdzie jest. Mam tylko nadzieję, że .. nie zabija – dokończyła szpetem. Usiadła na taborecie, przy kuchennym blacie i schowała twarz w dłoniach.
- Sprawdzę, czy znów nie udaje rozpruwacza – powiedział Damon z nutką troski w głosie i ruszył w stronę wyjścia. Widział, że Lexi martwi się o Stefana i jednocześnie był pełen podziwu, jej zaangażowania. Poświęcała wiele, żeby ten znów nie wylądował na krawędzi. A tym bardziej z niej nie spadł.
Wsiadł do samochodu i ruszył w stronę głównej ulicy. Zastanawiał się gdzie może podziewać się Stefan. Teraz kiedy wyrzucił Katherine ze swojego życia, znalazł czas, żeby wreszcie sprawdzić co u niego. Włączył radio. W głośnikach rozbrzmiały ostatnie nuty Coldplay. Damon stukał palcami o kierownicę, w rytm muzyki. Uchylił okno wpuszczając do wnętrza świeże, ciepłe powietrze. Nagle usłyszał komunikat :
- Wszyscy świetnie pamiętamy, kiedy dwadzieścia lat temu w Chicago* ginęły młode kobiety. Morderca rozrywał gardła swoich ofiar, a następnie ćwiartował ich ciała. Wczorajszej nocy, z lokalnego żeńskiego akademika zginęło pięć dziewiętnastoletnich uczennic. Nie wykluczone, że po prostu zabawiły się na jakiejś studenckiej imprezie. Wszyscy jednak obawiamy się, że „rozpruwacz” powrócił – oznajmił dziennikarz. Damon zaśmiał się cynicznie, poprawiając się w fotelu.
- To było zbyt proste – prychnął, zawracając pojazd. Słońce zaświeciło mu prosto w oczy, więc bez zastanowienia uchylił przeciwsłoneczny daszek**. Na kolana wypadło mu zdjęcie Katherine. Miała na nim promienny uśmiech i pełne tajemnic, hipnotyzujące źrenice. Zdjęcie było stare, lecz dziewczyna wyglądała na nim niezwykle czarująco. Pod fotografią widniał podpis : „ Kocham zawsze i na zawsze” – napisany delikatnym, starannym pismem. Damon zgiął zdjęcie i szybko wyrzucił je przez uchyloną szybę. Wziął głęboki oddech i dodał gazu.

Katherine leniwie poniosła powieki, gwałtownie zaczerpując powietrza. Jej ręce umazane były zaschniętą krwią, podobnie jak większość reszty jej ciała i całego pomieszczenia. Podniosła się powoli i rozejrzała po pokoju. Na drewnianej podłodze leżały zwłoki pięciu ładnych nastolatek. Wampirzyca szerzej otworzyła oczy ze zdumienia, odkrywając, że niektóre z ciał nie były nawet w całości. Rama łóżka, na którym leżała była zmasakrowana, a na kremowych ścianach, obitych staroświecką tapetą widniały liczne wgłębienia i pęknięcia. Obróciła głowę w prawo i jej wzrok zatrzymał się na porysowanych jej paznokciami, plecach Stefana. Wampir leżał na brzuchu, tyłem do niej i oddychał cicho i miarowo. Dziewczyna odkryła, że wciąż spał. Uśmiechnęła się cwaniacko i podniosła się do pozycji stojącej. Owinęła się zabrudzonym prześcieradłem i bezszelestnie wyszła z sypialni, delikatnie zamykając za sobą drzwi. Przygryzła dolną wargę na wspomnienie wczorajszej nocy.

Wampirzyca stała w niewielkim prysznicu, pod strumieniem ciepłej wody. Usilnie szorowała skórę starając się dokładnie zmyć krew z całego ciała. Zaróżowiona woda spływała wprost do odpływu, niespokojnie kręcąc się przy samym spływie. Kath sięgnęła po kokosowe mydło i starannie się nim natarła. W głowie wciąż miała obrazy po upojnej nocy ze Stefanem. Był niezwykle namiętny i brutalny, ale cholernie jej się to podobało. Była zadowolona ze swojego osiągnięcia, lecz teraz znów zaczęła postrzegać wampira jako atrakcyjnego faceta. Fascynacja odżyła, zupełnie tak jak wtedy kiedy po raz pierwszy się z nim kochała. Teraz jedyne co musi zrobić to odzyskać Damona, żeby toksyczny trójkąt znów mógł zaistnieć.
Przetarła dłonią zaparowane lustro i uśmiechnęła się do siebie. Kochała braci. Każdy był inny, lecz każdy imponował jej na swój sposób. Jednak zabawa nimi była o wiele ciekawsza niż stały związek. Uwielbiała to uczucie, kiedy za każdym razem wracali do niej ze spuszczonymi głowami. Byli wtedy tacy uroczy i pokorni.
Nagle usłyszała pukanie. Owinęła się brązowym ręcznikiem i przerzuciła mokre włosy na jedno ramię. Ruszyła boso prosto do drzwi. Pociągnęła nosem, a zapach jaki wyczuła wywołał radość na jej twarzy. Ponętnie oparła się o ścianę naciskając klamkę. Za drzwiami stał Damon, ubrany w ciemne spodnie i czarną skórzaną kurtkę. Jego włosy były celowo zmierzwione, a policzki delikatnie zaróżowione. Kiedy ujrzał dziewczynę, jego oczy rozszerzyły się jak dwa spodki, a on sam zastygł w bezruchu.
- Katherine ?! – wycharczał zszokowany, krztusząc się powietrzem.
- Witaj słonko – uśmiechnęła się zadziornie.
Wtedy drzwi sypialni otworzyły się z hukiem, a w progu ukazał się Stefan. Był nagi i przygarbiony, a jego sino podkrążone oczy błądziły nieprzytomnie po pomieszczeniu. Kiedy ujrzał nagą wampirzycę, dopadł do niej i silno ściskając jej zgrabne ramiona, przycisnął ją brutalnie do ściany.
- Znów to zrobiłaś ! – warknął obnażając zęby, które wciąż umazane były krwią niewinnych dziewcząt. Wtedy obrócił głowę i ujrzał zdziwionego brata.
- Damon ?! – spytał z niedowierzaniem. Katherine zaśmiała się perliście.
- Jak przyjemnie znów być w komplecie – zamruczała, po czym wyminęła zdębiałych braci i ponętnie kręcąc biodrami, udała się z powrotem w stronę łazienki.

______
*-przepraszam, ale nie pamiętam gdzie było to mieszkanie Stefana, kiedy Elena była tam z Damonem gdzieś w 3 sezonie (szukałam!! nie znalazłam :|) co Damon śmiał się, że niedaleko jest akademik, a następnie Elena odkryła ścianę z nazwiskami ofiar.----> dziękuję recovery <3
**- nie wiem czy dokładnie tak to się nazywa, ale chodzi o to co jest przy przedniej szybie od strony kierowcy i pasażera, te takie klapki żeby słońce nie raziło :lol:
Ostatnio edytowano 26 lut 2012, o 13:31 przez aVampire, łącznie edytowano 2 razy
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


26 lut 2012, o 12:52
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


:) Nie wiem czemu opowiadanie nie "skacze" do góry i nie zwiększa się liczba wpisów -.-
Ostatnio edytowano 26 lut 2012, o 12:53 przez aVampire, łącznie edytowano 1 raz
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


4 mar 2012, o 23:02
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału. Doskwiera mi brak weny i brak czasu :|
Nie jestem jakoś specjalnie zadowolona z tego fragmentu, ale mam nadzieję, że choć trochę się podoba. Zapraszam do komentowania ! :)

___________________________


Niska, pulchna barmanka o krótko ściętych, kruczoczarnych włosach z widocznymi odrostami nalewała piwo do dwóch przybrudzonych kufli. Umiejętnie przekręcała naczynia pod kątem, aby jak najbardziej zminimalizować pienienie się złocistego płynu. Gdy skończyła ze zrezygnowaną miną postawiła pełne szklanki przed dwójką mężczyzn.
- Coś jeszcze ? – spytała od niechcenia, wlepiając w szatyna szare tęczówki starannie obrysowane grubą, czarną kredką. Widać było, że praca tutaj nie była szczytem jej ambicji, a co najwyżej zbliżała do kupna pierwszego samochodu. Damon uśmiechnął się sztucznie i przecząco kręcąc głową rzucił w jej stronę dziesięciodolarowy banknot.
- Reszty nie trzeba – rzucił. Dziewczyna przewróciła oczami i zgarniając napiwek, odeszła w stronę zaplecza. Stefan, który do tej pory siedział niezdarnie opierając głowę na łokciach, poderwał się i porywając kufel zachłannie upił z niego kilka sporych łyków. Z hukiem odstawił, do połowy już puste naczynie i przetarł rękawem wilgotne usta. Damon zaśmiał się cynicznie.
- Ciężka noc ?
Stefan zamrugał nieprzytomnymi powiekami i powrócił do poprzedniej pozycji.
- Nienawidzę jej – warknął. Jego oczy wciąż były mocno podkrążone, a cera poszarzała i wyraźnie zmęczona. Damon poprawił się na barowym stołku i również upił swoją porcję alkoholu. On też nienawidził Katherine. A przynajmniej z wierzchu. W głębi serca, darzył wampirzycę uczuciem, którego nie dało się dokładnie opisać. Było to coś na kształt pasji i pożądania z domieszką troski oraz podziwu. Ale to co robiła było niedopuszczalne. I Damon doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Chociaż fascynował się Katherine jego duma nie pozwalała mu jej pobłażać. I tylko to powstrzymywało go od ześlizgnięcia się z tej cieniutkiej granicy całkowitego oddania się dziewczynie. Wziął głęboki oddech i spojrzał na półprzytomnego brata.
- No to co robimy ? – zapytał entuzjastycznie poruszając brwiami. Blondyn spojrzał na niego pytająco.
- Jak damy nauczkę tej zdzirze ? – dodał – Chyba nie masz zamiaru znów jej odpuścić – obruszył się.
- Nie ma takiej opcji – warknął Stefan – Ale jak na razie muszę wytrzeźwieć – jednym haustem dokończył swoją porcję trunku.


Zza drzwi ciasnej kawalerki, dobiegały stłumione dźwięki rockowego kawałka. Wysoka, zgrabna wampirzyca ubrana w czarne legginsy i obcisły top na ramiączkach w kolorze fuksji, tanecznym krokiem snuła się po mieszkaniu. Nucąc pod nosem słowa piosenki, przeszukiwała dokładnie wszystkie szafki. Nie mogąc znaleźć żadnej butelki alkoholu, rozdrażniona trzasnęła drzwiczkami jednej z nich. Wtedy ją olśniło. Dobiegła do drzwi sypialni i zamaszyście je otworzyła. Gwałtownie się cofnęła, krzywiąc twarz i mocno zatykając nos palcami. Do jej nozdrzy dobiegł nieprzyjemny zapach gnijących już zwłok, walających się po całym pomieszczeniu. Zaschnięta krew pokrywająca podłogę, ściany, łóżko i meble tworzyła obraz rodem z najstraszniejszego horroru. Ktoś o słabych nerwach, zdecydowanie nie zniósłby takiego widoku. Katherine ostrożnie stąpając na palcach i omijając cząstki martwych ciał, dotarła do nocnej szafki i porwała z niej butelkę Jacka Daniels’a. Trzymając w dłoniach pożądany przedmiot w wampirzym tempie opuściła cuchnące pomieszczenie, zatrzaskując za sobą drzwi.
- Nie mam zamiaru tego sprzątać – zaśmiała się cynicznie i upijając whiskey ruszyła w stronę półki z płytami.

- Rzucamy monetą ? – spytał bardziej ożywiony już Stefan. Szatyn podrapał się po brodzie i rozglądnął po barze. Jego wzrok zatrzymał się na ślicznej blondynce, wpatrującej się w niego pożądliwym wzrokiem. Damon uśmiechnął się czarująco w jej stronę i zalotnie skinął palcami. Dziewczyna zachichotała speszona, nerwowo poprawiając fryzurę. Wtem ujrzał stół bilardowy stojący zaraz za ślicznotką. Uśmiechnął się z zadowoleniem.
- Mam lepszy pomysł – powiedział. Wstał i ruszył w stronę dziewczyny. Zdezorientowany Stefan, leniwie podnosząc się ze stołka podążył za bratem. Damon szarmancko ukłonił się przed blondynką, podał jej rękę i pociągnął za sobą w stronę bilardowego stołu. Dziewczyna cała w skowronkach, szła za nim wyraźnie podekscytowana. Damon łapiąc ją za krągłe biodra, pomógł usiąść jej na skraju stołu. Chwycił dłońmi jej policzki i głęboko popatrzył w oczy.
- Zechcesz nam potowarzyszyć, piękna ? – mruknął na co ona automatycznie pokiwała twierdząco głową. Stefan skrzywił się nieco. Po szalonej nocy z Katherine czuł palący głód w przełyku. Miał ochotę wgryźć się w pulsującą tętnicę dziewczyny, ale zaraz przed oczami zobaczył twarz Lexi. Obiecał się kontrolować. Potrząsnął głową, odganiając myśli, że poprzedniego wieczoru sam, brutalnie złamał zakaz. Teraz z całej siły starał się skupić na bracie i jego szatańskim planie.
- Chcesz o to zagrać ? – zaśmiał się.
- To proste. Wygrany zajmuje się naszą piękną towarzyszką – Damon popatrzył zadziornie w jej stronę na co ona tylko się zaśmiała – a przegrany wysyła naszą cudowną Katherine na Hawaje.
Dobył dwa kije i jednym z nich rzucił w stronę Stefana. Ten niepewnie sięgnął po kredę i natarł końcówkę przedmiotu.
- Zaczynaj – rzucił szatyn upijając łyk piwa.
Wampir przymknął jedno oko i uderzył kijem w białą bilę, rozbijając wszystkie pozostałe. Kolorowe kulki pod wpływem uderzenia, rozproszyły się po blacie, obijając o brzegi stołu. Rozpoczęła się walka.


Zniecierpliwiona Katherine leżała na kanapie, co chwilę wijąc się niczym kotka. W palcach niespokojnie przekręcała broszurę pizzerii „ Americano”. Była głodna, a nie mając ochoty opuszczać mieszkania, zamówiła posiłek na wynos. Po kilkunastu minutach oczekiwania, słysząc dzwonek ożywiła się i zgrabnie pobiegła w stronę drzwi. Nacisnęła klamkę. Za drzwiami stał młody, przystojny chłopak ubrany w poplamioną firmową koszulkę. Spod czapki z logo „ Americano” wystawała potargana, blond grzywka. Dostawca wpatrzony był w kwitek przyklejony do opakowania z pizzą.
- Razem będzie … - zmrużył oczy starając się odszyfrować niewyraźne pismo – czternaście pięćdzie.. – urwał, podnosząc wzrok na wampirzycę. Stała ponętnie oparta o ścianę ubrana w czarną, koronkową bieliznę. Na ramiona zarzucony miała czerwony, satynowy szlafrok, a jej gęste lśniące loki dyndały niespokojnie wokół twarzy. Promiennie uśmiechała się w stronę chłopaka, rozbawiona jego zażenowaniem. Nie czekając długo wyrwała mu z rąk tekturowe pudełko, brutalnie rzucając nim za siebie. Chwytając jego koszulkę wciągnęła go do środka, nogą zatrzaskując drzwi.
- Życzymy smacznego – zaśmiała się perliście i obnażając śnieżnobiałe kły, wgryzła się w szyję przerażonego chłopaka.


Damon stał oparty o ceglaną ścianę budynku z rękami założonymi na piersiach. Naburmuszony patrzył w stronę Stefana, który cicho stękał pożywiając się zauroczoną blondynką. Kiedy wreszcie skończył cisnął „ pustym” ciałem dziewczyny w stronę ciemnego zaułku. Podszedł zadowolony do brata. Jego oczy wciąż były nienaturalnie czerwone, otoczone pulsującymi żyłkami, a po brodzie ściekała krew. Uśmiechnął się w stronę Damona, ukazując rząd umazanych czerwoną substancją zębów.
- Lexi ci tego nie odpuści – syknął rozdrażniony. Nie podobało mu się, że przegrał zakład i teraz musiał rozmówić się z arogancką Katherine. Na samą myśl skręcało go w żołądku.
- To moje życie – zaśmiał się blondyn, otaczając ramieniem brata.
- Ciekawe, czy dalej będziesz taki zadowolony, płacząc ile to krzywdy nie wyrządzasz– zakpił Damon. Stefan drgnął. Złożył dłoń w pięść i z całej siły uderzył szatyna prosto w szczękę. Ten upadł na betonowy chodnik łapiąc się za bolący policzek. Splunął śliną pomieszaną z krwią. Stefan postawił kołnierz skórzanej kurtki i ruszył w stronę mieszkania. Kiedy żywił się ludźmi był zupełnie inny. To nie ten sam Stefan, dbający o innych. To bezlitosny rozpruwacz, myślący tylko o zabijaniu.


Katherine znudzona przerzucając kanały wiekowego telewizora, co chwilę wpatrywała się w tarczę zegarka, wiszącego na ścianie naprzeciw. Wskazówki wskazywały godzinę drugą jedenaście. Na zewnątrz już dawno było całkowicie ciemno, a z uchylonego okna dochodziły odgłosy przejeżdżających samochodów i szczekających psów. Ziewnęła przeciągle zirytowana. Wtem drzwi mieszkania otworzyły się i do pomieszczenia wparował Stefan, a zaraz za nim naburmuszony Damon.
- Wreszcie !– warknęła wampirzyca, zrywając się do pozycji siedzącej i poprawiając koronkowy stanik – Ile można na was czekać ?! Nudzę się !
Blondyn prychnął, ciężko opadając na stary fotel. Damon idąc w ślady brata, usiadł na kanapie i chwycił pilot, zmieniając kanał. Zdezorientowana Katherine uniosła brwi i stając przed ekranem, chwyciła się pod boki.
- Zasłaniasz – warknął Damon.
- Co jest z wami ?! – oburzyła się dziewczyna. – Czekam tu na was już od kilku godzin, w samej bieliźnie, a wy przychodzicie o niewiadomo której godzinie i zwyczajnie oglądacie telewizję ?! – warknęła wkurzona.
- Nie jesteś moją żoną – syknął szatyn – I przesuń się bo nic nie widzę.
Rozbawiony całą sytuacją Stefan sięgnął po program telewizyjny leżący na stoliku w pobliżu fotela.
- Damon włącz piątkę. Leci „ Dorwać byłą” – popatrzył na brata i nie mogąc dłużej wytrzymać wybuchnął niekontrolowanym rechotem. Oboje popatrzyli na niego z politowaniem. Wampir wyraźnie nie wzruszony wciąż chichocząc ruszył w stronę kuchni i nalał sobie do szklanki porcję whiskey.
Katherine miękko opadła obok Damona, rozpinając pierwszy guzik jego czarnej koszuli.
- Zabawmy się – mruknęła – we trójkę jest o wiele ciekawiej – popatrzyła w stronę Stefana, przygryzając dolną wargę. Wampir gwałtownie odepchnął brunetkę, przyciskając ją do kanapy.
- Daj mi spokój – wycedził przez zęby.
- Jesteście tacy rozkoszni – zaśmiał się Stefan. Porwał butelkę z alkoholem i ruszył chwiejnym krokiem w stronę sypialni.


Damon leżał na kanapie z nogami opartymi o brzeg fotela, na którym siedziała rozwalona Katherine. Próbował skupić się na thrillerze nadawanym właśnie w telewizji, lecz co chwile spoglądał kątem oka na wampirzycę. Siedziała niczym nie wzruszona i nucąc pod nosem jakiś szlagier, skupiła się na piłowaniu długich paznokci.
Totalnie nie rozumiał toku jej myślenia. Nie miał pojęcia jaki jest cel jej zachowania. Może go kochała ? Nie, to niemożliwe. Gdyby naprawdę go kochała, nie raniłaby go, za każdym razem coraz mocniej. Więc dlaczego to robiła ? Mogła mieć wszystko i wszystkich. Mogła podbić świat. Była niezwykle dumna, nie znała żadnych granic. A jednak siedziała tu z nim, w jakiejś zapchlonej kawalerce na obrzeżach Chicago. Zdecydowanie musiała czuć coś względem niego.
Nagle usłyszeli nerwowe pukanie do drzwi. Zdziwiona Katherine popatrzyła na Damona pytającym wzrokiem. Wampir leniwie podniósł się i przecierając twarz dłonią, ruszył w stronę wejścia. Otworzył odrapane drzwi, a jego oczom ukazała się Nadia. Stała skulona i roztrzęsiona, a w ręce trzymała wypchaną torbę. Była cała zapłakana, a jej długie, rude włosy sterczały splątane na wszystkie strony. Widząc zdziwionego szatyna z jej oczu popłynęła kolejna porcja gorzkich łez, jeszcze bardziej rozmazując ciemny makijaż.
- Pomóż mi, Damonie – zaszlochała, po czym drżąc, mocno wtuliła się w jego tors.
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


7 mar 2012, o 17:43
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


Nadia mocno wcisnęła się w Damona, niczym mała dziewczynka tulona przez ojca w sytuacji zagrożenia. Wciąż szlochała, co chwilę głośno pociągając nosem. Zaskoczony wampir, nie wypuszczał jej z objęć, delikatnie gładząc jej zmierzwione, rude włosy. Katherine zdziwiona dźwiękami dobiegającymi z przedpokoju, wstała i z gracją ruszyła w tamtym kierunku. Widząc wampirzycę wtuloną w Damona, mocno zacisnęła dłonie w pięści, tłumiąc warknięcie, a na jej twarzy pojawił się grymas.
- Co do cholery ? – warknęła, nie kryjąc zazdrości. Zdezorientowana Nadia odkleiła się od Damona, podnosząc na brunetkę zapłakane spojrzenie.
- Katherine ?! – wyszeptała z niedowierzaniem. Spojrzała na Damona z desperacją, na co on przewrócił oczami, głęboko wzdychając.

***
1962*, Londyn
Zadymiony bar, po brzegi wypełniony był młodymi ludźmi. Wszyscy w dłoniach trzymali plastikowe kubki, wypełnione alkoholem i ze zniecierpliwieniem tłoczyli się wokół niewielkiej sceny. Gwar głośnych rozmów i śmiechów, niósł się echem wzdłuż całej ulicy. Wreszcie na scenę wyszedł właściciel budynku ubrany w modną, kraciastą marynarkę.
- Uwaga ! – krzyknął, posyłając uśmiech w stronę wszystkich zebranych. Szmery ucichły, zastąpione przez gromkie oklaski i wiwaty. Podekscytowany mężczyzna klasnął w dłonie.
- Wszyscy ze zniecierpliwieniem czekamy na ich występ ! Powitajmy ich gorąco ! Panie i Panowie ! Przedstawiam .. – zrobił krótką pauzę, dla rozgrzania atmosfery – The Beatles ! – krzyknął donośnie, z pośpiechem opuszczając scenę. Zza ciemnych, bordowych kotar wyłoniło się czterech przystojnych, młodych mężczyzn. Brawa wzmocniły się, wzbogacane gwizdami i piskami. Muzycy uśmiechnięci zajęli swoje miejsca, dobywając gotowe do gry instrumenty. John Lennon zakładając na siebie gitarę, podszedł do mikrofonu i dziarsko pomachał do fanów.
- Dziękujemy za tak miłe przyjęcie – zaśmiał się speszony. - Dopiero zaczynamy przygodę z muzyką, więc .. hmm .. możecie nas wygwizdać – na te słowa przez publiczność przeszła fala chichotu. Wszyscy wyraźnie mieli świetne nastroje.
- I raz, dwa, trzy, cztery ! – krzyknął frontman, po czym rozpoczęli grać pierwszy, energiczny kawałek. Zebrani w mig poczęli tańczyć w rytm piosenki.
Jako jedyny przy barze siedział naburmuszony szatyn. Co chwilę zerkał na zegarek, ze zniecierpliwieniem stukając placami w rytm, o czarny blat. Skinął palcami na kelnera, a ten napełnił mu szklankę kolejną porcją whiskey. Mężczyzna chwycił szklankę, bez zastanowienia opróżniając ją jednym haustem. Przełknął mocny trunek, charakterystycznie krzywiąc usta. Obrócił się w stronę sceny. Desperacko szukał w tłumie wysokiej, szczupłej, długowłosej brunetki, lecz za nic nie mógł jej dojrzeć. Rozdrażnienie wewnątrz jego ciała wzrosło, a on sam umocnił się w kaprysie skręcenia komuś karku.
- A teraz zapraszamy kogoś na scenę ! – krzyknął, zasapany Harrison. Pomieszczenie wypełniło się nieznośnym piskiem kobiet, bawiących się w pierwszym rzędzie. Każda z nich zachłannie machała rękami i skakała niczym poparzona. Wszystkie marzyły o wyjściu na scenę i spotkaniu z idolem. Uśmiechnięty Lennon wybrał trzy z nich i pomógł im wyjść na podest. Odrzucone poczęły buczeć z niezadowoleniem. Zespół zaczął grać kolejny kawałek. Dziewczyny na scenie tańczyły, szalały i śmiały się w niebogłosy. Spragnieni panowie śledzili ich ruchy z podnieceniem. Siedzący przy barze Damon od niechcenia spojrzał na każdą z nich, a jego wzrok zatrzymał się na rudowłosej dziewczynie. Miała śliczną i delikatną twarz, otoczoną lśniącymi, prostymi włosami. Ubrana była w słonecznie żółtą obcisłą bluzeczkę i sprane jeansy „dzwony”. W jej ruchach była dziewczęca świeżość i radość życia, a przy tym jej zgrabne ciało zachęcało do bliższego kontaktu. Damon wpatrywał się w nią chwilę błękitnymi tęczówkami. Po zakończonej piosence, szczęśliwe dziewczyny zbiegły ze sceny, a rudowłosa wpadła w objęcia wysokiego, postawnego bruneta. Wampir niespodziewanie poczuł bardzo silne pragnienie. Dopił wietrzejący alkohol, rzucił na blat pomięte dziesięć dolarów i ruszył w stronę wyjścia z wzrokiem utkwionym wprost, przed siebie.

Damon przechadzał się chwiejnym krokiem, po ciemnych uliczkach z butelką Burbona w ręce. Krążąc tak od dłuższego czasu, znów pojawił się w okolicach baru. Z wnętrza wciąż dochodziły dźwięki muzyki, lecz tym razem cichej, melancholijnej ballady. Noc była chłodna, ale rześka. Kropelki rosy osiadły na szarych, smutnych murach wypełniając powietrze nieprzyjemną wilgocią.
I znów Katherine go wystawiła. Mieli spotkać się w barze, a ona po raz kolejny bezczelnie go olała. Wampirzyca fascynowała go od samego początku. A on zaślepiony pasją, tkwił w samym środku uczuciowego bagna. A nawet tonął w nim co raz bardziej. Upijając kolejny łyk alkoholu, usłyszał stłumiony, damski szloch. Wciąż czując głód, ruszył w kierunku słyszanego dźwięku, licząc na łatwą ofiarę. Wkraczając w mroczny, ciasny zaułek dojrzał w ciemności skuloną postać opartą o zimny, surowy mur. Damon podchodząc bliżej, rozpoznał w niej rudowłosą dziewczynę ze sceny.
- Dlaczego płaczesz ? – spytał. Dziewczyna podskoczyła przestraszona, jeszcze bardziej wciskając się w ciemny kąt. Jej dziewczęce, zielone oczy poczerwieniały od płaczu, a ona sama drżała nie tyle z samego zimna, co z nagromadzonych emocji.
- Mój chłopak – zaczęła słabym głosem – On mnie rzucił. Olał mnie rozumiesz ?! – warknęła z żalem. Jej desperacki szloch nasilił się, a ona znów osunęła się po ścianie, siadając na lodowatej ziemi i schowała twarz w dłoniach. Damon zaśmiał się przez nos.
- Nie ciebie jedną – prychnął, ciężko opadając obok dziewczyny. Ta odsunęła się nieznacznie od niego, zachowując rozsądną ostrożność.
- Jak ci na imię ? – spytał popijając Burbona.
- Nadia – wyjąkała, pocierając nos ręką.
- Widzisz Nadio, – zaczął Damon. Oparł głowę o mur i wlepił swój wzrok w ścianę naprzeciw.
- Tak to już na tym popieprzonym świecie bywa, że ludzie będą cię ranić nie licząc się z twoimi uczuciami – mówił jak zahipnotyzowany, z żalem w głosie – Jesteś młoda – spojrzał w jej stronę – i piękna. Musisz się uodpornić. Nie raz dostaniesz w dupę, uwierz mi.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, lecz zaraz kąciki jej ust znów opadły w dół.
- A ja nawet wiem co by mi pomogło – szepnęła, niemal niedosłyszalnie. Szatyn spojrzał na nią pytającym wzrokiem. Dziewczyna zmieszała się, po czym pospiesznie wstała otrzepując pupę z kurzu i brudu. Złapała się za ramiona, energicznie pocierając wyziębłą skórę.
- Nie ważne – wysiliła się na uśmiech – Wracam do domu – pociągnęła nosem i ruszyła w stronę głównej ulicy. Damon natychmiast poderwał się z miejsca i zagrodził dziewczynie drogę.
- Nie idź jeszcze – szepnął jej prosto w twarz, opiewając ją alkoholowym oddechem. Wystraszona dziewczyna wykrzywiła się i ominęła go szybko. Ten mocno złapał ją za nadgarstek, nie pozwalając zrobić kolejnego kroku. Teraz na twarz rudowłosej wypłynęło przerażenie. Oddychała szybko i płytko, a jej źrenice, rozszerzyły się nienaturalnie. Jej oczy znów zaszły łzami. Damon czując nieodpartą już potrzebę krwi, bez ceremonii obnażył długie kły i syknął złowrogo.
- Skończą się twoje problemy, skarbie – zatopił zęby w delikatnej szyi dziewczyny. Ta krzyknęła z paniką i usilnie starała wyrwać się z żelaznych objęć wampira. Damon biorąc pierwszy łyk krwi, nagle poczuł drażniące pieczenie w całym gardle i przełyku. Wraz z kolejnymi kroplami cieczy ból wzrastał, uniemożliwiając oddech. Gwałtownie odepchnął zdębiałą Nadię i osunął się na kolana. Począł krztusić się krwią, gwałtownie chwytając za obolałe gardło. Jego jama ustna zdawała się płonąć żywym ogniem.
- Werbena – wycharczał, a po kolejnym ataku kaszlu, wypluł jeszcze więcej skażonej krwi. Dziewczyna, która pod wpływem odepchnięcia również wylądowała na ziemi, otworzyła szerzej oczy ze zdumienia.
- Wiedziałam – krzyknęła – po prostu wiedziałam !
Zmaltretowany Damon popatrzył na nią z furią. Zdziwił się skąd, taka mała, bezbronna dziewczyna znała chyba najmroczniejszy sekret na świecie. Na czworakach zbliżyła się do Damona i mocno złapała go za ramię.
- Przemień mnie w wampira – szepnęła.

***
Teraźniejszość, Chicago.

Zapłakana Nadia siedziała na kanapie, okryta grubym, brązowym kocem. Związała poplątane włosy w wysokiego koka i zmyła rozmazany makijaż. Wpatrywała się tępo w telewizor, a z jej zielonych oczu co chwila wypływały samotne łzy.
Damon otwierając lodówkę, w malutkiej kuchni, wyciągnął z niej torebkę z krwią. Wyjął z szafki szklankę i nalał do niej gęsty, bordowy płyn. Katherine stała oparta o framugę z rękami założonymi na piersiach, okrytych tylko koronkowym stanikiem. Była wściekła i nie kryła wcale swoich emocji.
- Co to do jasnej cholery ma być ?!– warknęła, niespokojnie tupiąc nogą. Damon obrócił się w jej stronę, w dłoni trzymając wypełnione naczynie.
- Ubrałabyś się – prychnął z ironią – Nie jesteś tu sama – ruszył w stronę pokoju. Katherine zagrodziła mu przejście.
- To jest żałosne – zaśmiała się cynicznie. Poprawiła smukłą ręką lok, który opadł jej na zmarszczoną grymasem twarz. Damon spojrzał na nią pytająco.
- Wzbudzać we mnie zazdrość – prychnęła – Doprawdy żałosne zagranie.
Damon nie kryjąc dłużej śmiechu, zakrył twarz dłonią**.
- Nie wszystko kręci się wokół ciebie, laleczko – warknął. Stali naprzeciw siebie, a ich twarze dzieliły zaledwie centymetry. Katherine starała się hardo patrzeć na szatyna, lecz zaraz umknęła wzrokiem zmieszana. Damon po raz kolejny zaśmiał się, wymijając zdenerwowaną brunetkę i ruszył pewnym krokiem do Nadii. „ Jeden zero dla mnie” - dodał w myślach usatysfakcjonowany.

Zdenerwowana Katherine wpadła do sypialni Stefana, zatrzaskując za sobą drzwi. Blondyn leżał niedbale na łóżku i opróżniał właśnie torebkę z krwią, popijając ją Jack’iem Daniels’em. Był prawie całkowicie pijany. Wkurzona wampirzyca zdarła z siebie satynowy szlafrok i rzuciła się na łóżko obok chłopaka. Wyrwała mu z rąk butelkę, zachłannie upijając kilka łyków.
- Dupek – syknęła. Stefan popatrzył na nią zamglonym spojrzeniem i począł śmiać się donośnie.
- A ty z czego rżysz ?! – warknęła.
- A tak jakoś – wysapał na wydechu – Jak to się nazywa ? – zamyślił się chwilę, opadając miękko na poduszki – A właśnie ! Karma – wyszczerzył się w kierunku dziewczyny. Ona chwyciła jedną z poduszek i z całej siły uderzyła nią blondyna, prosto w twarz. Ten nie pozostał jej dłużny, brutalnie zwalając ją z łóżka. Brunetka ze spotęgowanym zdenerwowaniem rzuciła się na wampira i przygwoździła go do materaca. Sama dobrze wiedziała, że w jej przypadku na rozładowanie emocji najlepszy jest seks. Nie zastanawiając się długo, raptownie przywarła do Stefana, zachłannie gryząc jego wargi. Wampir zebrał w sobie siły i przerzucił nią tak ,że teraz on był na górze. Całował ją brutalnie i namiętnie, penetrując wnętrze jej buzi językiem. Zagryzał jej wargi i ssał wypływające z ranek kropelki krwi. Zaraz zjechał niżej, na szyję, obojczyki i piersi. Z każdym pocałunkiem zostawiał za sobą ślady kłów. Katherine głośno sapiąc, wiła się pod nim z coraz większym podnieceniem. Będąc w okolicach pępka, mocno pociągnął ją za włosy. Katherine krzyknęła, jednocześnie gwałtownie rozchylając smukłe uda. Stefan błądził dłońmi po jej talii i brzuchu. Złapał zębami krawędź koronkowych majtek Katherine i począł zsuwać je z jej rozgrzanych pośladków.

Damon usiadł obok rudowłosej i podał jej szklankę z krwią.
- Dziękuję – cicho szepnęła.
- A więc, dowiem się w końcu co się stało ? – spytał wlepiając w niej chłodno niebieskie tęczówki. Nadia upiła nieznaczną część płynu, po czym zamknęła oczy, starając się pozbyć „wampirzego wyglądu”. Kiedy jej twarz wróciła do dawnej postaci, oparła się o kanapę, głośno wzdychając.
- Pamiętasz Daniela ? – zapytała. Damon zmarszczył brwi zastanawiając się chwilę.
- To ten czekoladowy macho z koncertu ? – Nadia pokiwała twierdząco głową.
- Był moim chłopakiem. Kochałam go. – szeptała, wpatrzona w swoje dłonie.
- No pamiętam. Ale cię olał, a potem chciałaś, żebym cię przemienił. – Damon wrócił myślami do tamtej nocy, przypominając sobie każdy szczegół.
- Wiesz dlaczego chciałam zostać wampirem ? – zapytała szatyna.
- Chciałaś być lepsza i żyć wiecznie.
- To też – zaśmiała się z politowaniem. – Daniel był wilkołakiem.
Damon otworzył szerzej oczy.
- Chciałam mu dorównać – podniosła na niego swoje zielone oczy. Były sino podkrążone. Nadia wciąż trzęsła się i wyglądała na wyraźnie zmęczoną.
- On nie żyje, Damonie – powiedziała po chwili ciszy, po czym znów wybuchła spazmatycznym szlochem. Przechyliła się i opadła na tors szatyna, przyciskając kolana ciasno do siebie.
- Zabił się – wyjąkała. Damon zmarszczył brwi, silno otaczając ją ramionami. Było mu jej żal, wyraźnie widział jak mocno to przeżywa. Zmienił Nadię w wampira, a od tamtego czasu traktował ją jak młodszą siostrę. Nie rozumiał tylko jednego.
- Ale czemu się zabił ? – spytał. Nadia drgnęła. Wyswobodziła się z jego ciasnych objęć i odstawiła szklankę na stolik. Drżącymi dłońmi podwinęła granatowy top, odsłaniając płaski brzuch. Na wysokości żeber, pod lewą piersią przyklejony miała duży, kwadratowy opatrunek. Szybko oderwała go od skóry, głośno sycząc z bólu. Wtedy oczom Damona ukazała się duża, pulsująca rana. Miała mocno poszarpane brzegi i sączyła się z niej krew wraz z dziwną żółtawą substancją. Nadia zmarszczyła czoło w geście bólu. Szatyn zdębiał, napinając wszystkie mięśnie.
- To jest… - szepnął z szeroko otwartymi oczami.
- Ja umieram, Damonie – Nadia spuściła głowę, uwalniając kolejną falę gorzkich łez.

Katherine już od parunastu minut leżała całkowicie naga. Jej skóra lepiła się od potu, a ona sama co chwilę głośno wzdychała. Stefan pieścił jej zgrabne ciało, doprowadzając ją do szaleństwa.
- Na co czekasz ? – warknęła w końcu, chcąc szybko przejść do sedna. Wampir uniósł raptownie głowę, uśmiechając się cwaniacko do brunetki. Nim zdążyła mrugnąć, blondyn wyciągnął spod poduszki drewniany kołek i mocno przebił nim brzuch Katherine. Wampirzyca krzyknęła, z bólu zaciskając szczękę. Stefan podniósł się i zachwiał, szeroko się uśmiechając. Zdjął z drewnianego krzesła, wiszącą na nim czarną koszulę i ubrał ją na swój umięśniony tors i ramiona.
- Co do cholery ?! – krzyknęła zwinięta w kłębek, zakrwawiona dziewczyna.
- Znudziłaś mi się – prychnął wampir – idę poszukać sobie ciekawszych rozrywek.
Zapiął do końca koszulę, poprawił w lustrze zmierzwione włosy, po czym obdarzając zdziwioną i wkurzoną Katherine szarmanckim uśmieszkiem, opuścił chwiejnym krokiem duszne pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi.

___________________
* - początki The Beatles :)
** - przysłowiowy " facepalm " :P
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


17 mar 2012, o 00:08
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


PRZEPRASZAM, że tak długo nic nie dodawałam. Nie mam kompletnie czasu i ostatnio ciągle chodzę zła i zmęczona :| Mam mnóstwo nauki, testów, dni otwarte w liceach, rekolekcje, a do tego bierzmowanie i codzienne obowiązki. A gdzieś muszę odpoczywać :znudzony: Mam dość.
Fragment nie wyszedł tak, jak chciałam żeby wyszedł ( jak zwykle ) :| Jeszcze na tym weekendzie chcę napisać kolejną część.
Dedykuję go wszystkim czytającym, o ile ktoś to jeszcze w ogóle czyta <3

_____________________________


„To nie jestem ja!”. „ Ci ludzie w niczym mi nie zawinili !”. „Jestem bestią i mordercą !” – niespokojne myśli krążyły w głowie Stefana niczym w rosyjskiej ruletce. Zdezorientowany wampir przechadzał się nerwowym krokiem po uśpionych dzielnicach Chicago. Pragnienie wypalało jego obolałe gardło, pomimo iż niedawno się pożywiał. Znów stracił kontrolę – to było pewne. I wcale nie było mu z tym faktem wygodnie.
Usłyszał za sobą dziewczęce chichoty i pobudzony, zatrzymał się w miejscu. Wytężył swój wampirzy słuch i zastygł w bezruchu, niczym drapieżnik polujący na ofiarę. Bez trudu zlokalizował źródła słyszanych dźwięków i bez zastanowienia ruszył w ich kierunku. Minąwszy róg starej, opuszczonej szkoły w ciemności dostrzegł sylwetki trzech nastolatek. Siedziały na schodach budynku, a dwie z nich w rękach trzymały napoczęte już butelki z alkoholem. Były mocno wstawione, śmiały się głośno, śpiewały i tańczyły, nie zdając sobie sprawy z czyhającego na nie niebezpieczeństwa. Stefan w mgnieniu oka stanął naprzeciw nich, tyłem do latarni ulicznej sprawiając, że jego oblicze znajdowało się w cieniu. Dziewczyny zamilkły wpatrując się wprost w czarną postać sterczącą przed nimi. Latarnia niespokojnie zamrugała, przecinając gęste powietrze snopami przytłumionego światła. Stefan nie zwlekając dłużej dopadł jedną z ofiar i obnażając długie, ostre kły wgryzł się z impetem w jej pulsującą tętnicę. Dziewczyna krzyczała i wyrywała się bezskutecznie, uwięziona w żelaznych kleszczach śmierci. Po kilkunastu sekundach jej ruchy zwolniły, aż w końcu bezwładnie osunęła się w ramionach wampira, niczym szmaciana lalka. Stefan oderwał się od jej szyi i gwałtownie zaczerpnął powietrza. Przymknął oczy, czując błogie uczucie rozlewające się po jego pobudzonym organizmie. Towarzyszki odzyskując panowanie nad ciałem, rzuciły się w popłochu do panicznej ucieczki, z przerażającym krzykiem na ustach. Stefan rzucił martwymi zwłokami blondynki i uśmiechnął się szeroko.
- Zacznijmy zabawę – prychnął, ponętnie zlizując krew z rzędu śnieżnobiałych zębów.

Damon podniósł się z kanapy i ziewnął przeciągle. Jego kruczoczarne włosy były w nieładzie, a zaspany wzrok ospale błądził po pomieszczeniu. Wolno wstał i przeciągnął się. Porwał ciemne jeansy, leżące na fotelu nieopodal, a następnie wciągnął je na kształtne biodra i zapiął niezdarnie. Przetarł dłonią twarz i udał się w stronę kuchni. Kiedy wszedł do pomieszczenia ujrzał brunetkę, siedzącą niedbale przy stole. Przednie kosmyki gęstych loków miała starannie upięte z tyłu głowy. Ubrana była w szeroką, czarną bluzkę należącą do szatyna. Pośladki przykrywały jej tylko koronkowe figi.
- O, śpiąca królewna się obudziła – zaśmiała się, pakując do ust porcję bekonu. Damon uniósł brwi patrząc na wampirzycę zdziwionym wzorkiem.
- Czemu masz na sobie moją koszulkę ? – spytał.
- Jeśli tylko chcesz, mogę zaraz ją zdjąć – mruknęła, niespokojnie wiercąc się na krześle. Szatyn prychnął i podszedł do niewielkiej lodówki.
- Wypiłaś całą krew ?! – warknął zatrzaskując białe drzwiczki.
- Byłam głodna !
- Co Ty właściwie robisz ? – syknął zirytowany.
- Jem bekon – odparła bez zainteresowania, wpatrzona w zawartość swojego talerza. Brwi Damona powędrowały jeszcze wyżej. Katherine uśmiechnęła się uroczo, posyłając talerz w stronę wampira. Ten zawahał się moment, lecz w ostateczności sięgnął po kawałek mięsa. Wsadził go do ust, a następnie szybko wypluł wrzucając do zlewu i zmarszczył nos w grymasie.
- Cholera to jest ohydne !
Wampirzyca przewróciła teatralnie oczami.
- Daj spokój nie jest takie złe – odburknęła. – Wyszłam już z wprawy – dodała śmiejąc się. Damon ciężko opadł na krzesło naprzeciw i podparł głowę na łokciach.
- Jestem o wiele lepszym kucharzem niż ty – powiedział bez emocji.
- Chciałbyś.
- Zakład ? – spytał.
- Mam lepszy pomysł – Katherine podekscytowana nachyliła się w stronę szatyna. – Wyskoczysz z tych jeansów, ubierzesz tylko kusy fartuszek i czapkę kucharską, a ja przebiorę się za małą świnkę – uśmiechnęła się, zadziornie marszcząc zgrabny nosek.
- Taa, a Stefan będzie robić za piekarnik -wampir zaśmiał się chowając twarz w dłoniach. Katherine wróciła do poprzedniej pozycji, przeżuwając kolejną porcję bekonu.
- Rozpruwacz zostanie na deser – energicznie poruszyła brwiami, wciąż cicho chichocząc. Poderwała się z miejsca i tanecznym krokiem podeszła do zlewu. Gwałtownie cisnęła brudnym talerzem do jego wnętrza i odwróciła się w stronę szatyna.
- Bądźmy znów razem, skarbie.
- My nigdy nie byliśmy razem. Wykorzystywałaś mnie. Jesteś podłą, zimną zdzirą.
- Zapomnij o przeszłości ! – podniosła ton, wymachując rękami – Bądźmy razem. Tutaj. Teraz.
- Przestań mówić mi co mam robić ! – warknął.
- Mam chcicę – szepnęła, podchodząc do niego niczym kocica.
- Pieprz się, Katherine – warknął, przybierając poirytowany wyraz twarzy.
- Mm, chętnie – mruknęła – Z tobą zawsze i wszędzie – usiadła okrakiem na kolanach wampira, jedną ręką gładząc jego zaróżowiony policzek, a drugą dobierając się do jego rozporka.
- Damonie, jest jeszcz.. – do kuchni wkroczyła zaspana Nadia. Widząc ich w dwuznacznej sytuacji, urwała zmieszana, szybko odwracając wzrok. Szatyn podskoczył jak oparzony, zrzucając z siebie zdziwioną wampirzycę.
- Chciałam spytać, czy jest jeszcze coś do jedzenia. Jestem głodna – szepnęła rozdrażniona, łapiąc się za obolały bok.
- Katherine wszystko zjadła – odpowiedział, kierując mordercze spojrzenie w kierunku brunetki. Ta uśmiechnęła się z wyższością.
- Ups – szepnęła, z politowaniem patrząc na zirytowaną Nadię. Puściła Damonowi oczko i opuściła kuchnię, trącając z pogardą rudowłosą. Zmieszany szatyn wlepił swoje chłodne tęczówki w ścianę naprzeciw. W powietrzu unosiła się niezręczna cisza, która jeszcze bardziej pogarszała napiętą atmosferę.
- Jak się czujesz ? – odezwał się w końcu Damon, przybierając zmartwiony wyraz twarzy.
- Boli mnie – jęknęła, marszcząc brwi. Wyminęła wampira i podeszła do blatu. Wyjęła z szafki szklankę, nalała do niej wody i pociągnęła łyk, zatrzymując chwilę chłodną wodę w ustach.
- Nie rozumiem jednego – odezwała się nagle, znacząco patrząc na Damona. – Dlaczego do jasnej cholery ?
- To nie jest twoja sprawa Nadio – wyszedł z kuchni i udał się do pokoju. Otworzył starą, skrzypiącą komodę i wyjął z niej obcisły, szary t-shirt. Dziewczyna podążyła za nim i ostrożnie usiadła w starym fotelu, uważając na poraniony bok.
- I nie mieszaj się do tego – dodał, zakładając bluzkę na siebie.
- Nie mogę patrzeć jak się marnujesz ! – oburzyła się. – Przecież ty cierpisz !
Szatyn zaśmiał się, zakładając buty.
- Przestań myśleć o mnie, a zacznij martwić się o siebie – spojrzał na nią z dezaprobatą, kierując wzrok na opatrunek, wystający spod bluzki. Nadia mocniej zacisnęła dłoń na trzymanej szklance, a jej oczy powoli szkliły się łzami. Damon podszedł do niej i przykucnął przed nią, kładąc dłoń na jej kolanie.
- Hej, pomogę ci słyszysz ? Jeszcze nie wiem jak, ale postaram się – potarł nogę dziewczyny, uśmiechając się do niej przyjaźnie. Ta pokiwała twierdząco głową i wierzchem dłoni otarła spływającą łzę.
- Gdzie idziesz ? – spytała, pociągając nosem.
- Przyniosę ci trochę krwi ze szpitala, a wieczorem ruszymy na łowy. Jak Bonnie i Clyde – poruszał zabawnie brwiami i ruszył w stronę drzwi. Rudowłosa zaśmiała się pod nosem, upijając łyk wody. Zdecydowanie doceniała fakt, że próbował ją pocieszyć.


Szatyn wsiadł do swojego samochodu i gwałtownie zatrzasnął drzwi. Włączył radio i ruszył w stronę szpitala. Jadąc nieopodal rzadziej uczęszczanych dzielnic Chicago, z daleka ujrzał migające, policyjne koguty. Zwolnił przyglądając się dokładnie zdarzeniu. Zaparkował samochód zaraz za policyjnym radiowozem i zaciągając ręczny, wysiadł z pojazdu. Niedaleko stała grupka gapiów, więc pewnym krokiem ruszył w ich stronę. Po drodze minął kilkoro ratowników medycznych i funkcjonariuszy policji. Podszedłszy bliżej ujrzał trzy czarne, plastikowe worki ułożone w rzędzie na trawniku. Przystanął łapiąc się pod boki i uważnie zlustrował otoczenie.
- Co tu się stało ? – zapytał stojącego obok dwudziestoparolatka.
- Trzy dziewczyny zostały zamordowane dziś w nocy – wyjaśnił, spoglądając na przykryte zwłoki. Szatyn uniósł brwi, a na jego czole pojawiło się kilka charakterystycznych zmarszczek.
- Wiadomo już kto to zrobił ?
- Wciąż szukają sprawcy – powiedział – Podobno żadne z ciał nie było nawet w całości – szepnął zszokowany i złapał się za głowę.
- Części ciał znajdowali w promieniu kilometra – dodał, wypuszczając powietrze. Jego przygryzione usta, zmieniły się w jedną, wąską linię. Na twarzy Damona pojawił się cwaniacki uśmieszek. Pożegnał się z chłopakiem skinięciem głowy i ruszył z powrotem w stronę auta.
- No ładnie braciszku – prychnął, zakładając ciemne okulary.
Ostatnio edytowano 17 mar 2012, o 00:09 przez aVampire, łącznie edytowano 1 raz
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


19 mar 2012, o 00:46
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


Starałam się pisząc ten fragment. Co z tego wyszło ocencie sami ;)
( miejscami + 16 :P )

- Łap – powiedział Damon, rzucając w kierunku Nadii torebkę z krwią.
- Dzięki – odpowiedziała wampirzyca, szybko odrywając niebieski plastik. Zachłannie upiła kilka dużych łyków, po czym oblizała umazane bordową substancją kły. Przymknęła z ulgą powieki rozkoszując się metalicznym smakiem. Zimna, szpitalna krew nie była tak dobra jak ta w ‘ludzkiej i żywej’ temperaturze, ale stanowiła dobrą alternatywę, dla życia bez zabijania. Damon udał się do kuchni i schował pozostałe zapasy do lodówki. Zdjął z siebie czarną, skórzaną kurtkę i cisnął nią niedbale na brzeg fotela, po czym sam wygodnie się na nim rozsiadł.
- A ty nie jesteś głodny ? – spytała Nadia i wlepiła w niego zielone tęczówki.
- Zjadłem na mieście – rzucił, uśmiechając się cwaniacko i energicznie poruszając brwiami. Dziewczyna spojrzała na niego niepewnie, lecz w ostateczności pozostawiła to bez komentarza i wróciła do konsumpcji swojego śniadania.
- Jak się czujesz ? – spytał w końcu, z cieniem troki w głosie. Podświadomie traktował ją jak młodszą siostrę, a fakt, że przyczynił się do jej przemiany tworzył między nimi oczywistą więź. Rudowłosa zmarszczyła brwi, przybierając obojętną minę.
- Jestem trochę słabsza niż zwykle – szepnęła. Jej głos lekko się załamał, ale starała się jak najlepiej to zamaskować. Damon ściągnął brwi w niezadowoleniu.
- Tak sobie rozmyślałem i doszedłem do wniosku, że możemy spróbować ‘anty-wilkołaczą kurację’.
- Że co ? – spytała zdziwiona.
- Będziesz piła herbatkę z tojadu, a nawet się w nim kąpała – wyjaśnił.
- I to jest twoja teoria ? – uśmiechnęła się lekko, z dezaprobatą kiwając głową. Szatyn widocznie urażony, wydął usta.
- Przynajmniej mam jakiś pomysł ! – odburknął – Myślę, że tojad zneutralizuje truciznę w twoim organizmie.
Nadia zamyśliła się chwilę, po czym zaczerpnęła głęboki oddech.
- To nie może być takie proste – powiedziała, kierując wzrok na drżące dłonie. – Ale musimy spróbować – dodała już śmielej. Zamrugała kilkakrotnie starając się cofnąć, napływające do oczu łzy.
- Zrobiłeś zakupy jak miło ! – dobiegł ich zmysłowy głos dobiegający z kuchni. Nadia naprężyła wszystkie mięśnie, lecz zaraz tego pożałowała czując narastający ból w prawym boku. Warknęła cicho ściągając na siebie uwagę Damona. W przejściu pojawiła się Katherine ubrana w uroczą, zwiewną sukienkę w kolorze fuksji. Jej zwykłe, staranne loki opadały swobodnie na zgrabne ramiona. Uśmiechała się zadziornie w kierunku wampira, co chwilę posyłając rudowłosej pełne zawiści spojrzenie.
- Cóż zapewne nie zrobiłem tego dla ciebie – warknął z irytacją. – Katherine, dlaczego nie pojedziesz sobie siną w dal i nie zostawisz mnie w spokoju ?
- Bo tak jest lepiej – mruknęła i z gracją usiadła na brzegu fotela, na którym sam spoczywał. Smukłą dłonią poprawiła kołnierz jego granatowej koszuli, przy czym niby przypadkiem musnęła skórę na jego szyi. Damon zadrżał pod wpływem jej dotyku, a przed oczami stanął mu obraz zgrabnego ciała brunetki w samej bieliźnie. Nieświadomie przygryzł dolną wargę i odetchnął głęboko. Katherine uśmiechnęła się z satysfakcją i zadowolona popatrzyła na rozdrażnioną Nadię. Rudowłosa już od dłuższego czuła nieprzyjemne mdłości spowodowane nie gojącą się raną oraz spotęgowane widokiem wampirzycy.
Dziewczyna była zwyczajnie zazdrosna. Od pamiętnej nocy spędzonej z Damonem, myślała o nim przynajmniej raz na każde pięć minut.


***
1962, Londyn

Szatyn siłował się z guzikami grafitowej koszuli, którą miał na sobie. Czarna, gęsta czupryna stercząca na wszystkie strony i różowe policzki dodawały mu uroku, nawet jeśli był całkowicie pijany. Nadia siedziała na drewnianym krześle i uważnie śledziła każdy jego ruch. Wciąż z niesmakiem ściągała brwi, zastanawiając się co ona, siedemnastoletnia dziewczyna, robi sam na sam w jednym pokoju z dorosłym mężczyzną. Odpowiedź była jedna. Robiła to dla Daniela. Ukochanego chłopaka i wilkołaka. Na myśl o nim uśmiechnęła się uroczo, czując rozchodzące się we wnętrzu ciepło.
Damon zirytowany przeklął pod nosem i pociągnął za lejący się materiał. Guziki oderwały się, jeden po drugim i rozsypały się po pomieszczeniu, głucho stukając o podłogę. Wampir porwał stojącą na stoliku butelkę Burbona i upił dość dużą porcję. Rzucił się ciężko na łóżko, podparł na łokciach i znacząco spojrzał na dziewczynę.
- Przyjdziesz tu wreszcie sama, czy wolisz ostrą jazdę ? – spytał, unosząc brwi z rozbawieniem.
- Obiecałeś mi przemianę – szepnęła niepewnie.
- Obiecałem. I zrobię to. Dlaczego nie mogę dobrze się przy tym zabawić ? – warknął.
Nadia zmieszała się, niechętnie podnosząc się z krzesła.
- Chcesz zabawy, to przyniosę karty, ale nie będę robić za dziwkę – oburzyła się. Damon zdziwił się na jej słowa, lecz zaraz cwaniacki uśmieszek wypłynął na jego oblicze. Raptownie poderwał się z miejsca i w mgnieniu oka pojawił się przed dziewczyną. Ta odskoczyła wystraszona, a jej tętno niespokojnie przyspieszyło. Zaczerpnęła gwałtownie powietrze i otworzyła usta chcąc coś powiedzieć, lecz wampir ją ubiegł, zadziornie przykładając palec do jej ust.
- Ciii – szepnął – Chcę ci tylko pokazać, co w tym wszystkim jej najfajniejsze – mruknął seksownym tonem. Jego umięśniony tors ocierał się o płaski brzuch dziewczyny, powodując dreszcze za każdym razem gdy ją dotykał.
- Na pewno tego chcesz ? – zapytał, zakładając kosmyk jej rudych włosów za ucho. – Pamiętaj, że nie będzie odwrotu.
Nadia zawahała się w połowie oddechu. Od kilkunastu sekund tonęła w jego błękitnych tęczówkach i niespokojnie drżała w jego objęciach. Trwając tak przy nim czuła dziwne poczucie bezpieczeństwa, zupełnie tak, jakby jego obecność zapewniała, że wszystko skończy się dobrze. Nie zwlekając dłużej pokiwała twierdząco głową. Damon uśmiechnął się z zadowoleniem i pogładził jej gorący policzek kciukiem. Rozśmieszało go jej zdenerwowanie i niewinność, a jednocześnie imponowała odwaga i determinacja. Przywarł do ust dziewczyny, całując ją zachłannie. Nadia zacisnęła powieki. Postanowiła mu zaufać. Rozchyliła wargi, tym samym wpuszczając do wnętrza jego język. Wplotła dłoń w jego zmierzwione włosy i przywarła do niego całym ciałem. Wampir chwycił pośladki dziewczyny i bez problemu uniósł ją w górę, przyciskając ciasno do siebie. Brutalnie rzucił ją na łóżko, w powietrzu zrywając z niej słonecznie żółtą koszulkę. Fakt, że nie miała na sobie stanika znacznie ułatwiał sprawę. Zawisł nad nią, głodnym wzrokiem badając każdy centymetr jej wilgotnej skóry. Nadia czując rosnące pożądanie, poczuła się dziwnie pewnie i szybko poderwała się, całując wampira z pasją i namiętnością.
Po kilku minutach pieszczot, kiedy żadne z nich nie miało już nic na sobie, kiedy ocierali się o siebie nakręcając swoje instynkty i kiedy oboje byli już całkowicie nieskrępowani, Nadia odważyła się działać. Kiedy wampir zajęty był ssaniem kawałka jej szyi, pchnęła go mocno na łóżko i gdy znalazła się na górze, usiadła na nim okrakiem. Ponętnie przeciągnęła się niczym kotka.
- Zrób to – jęknęła. Krzyknęła nagle czując go w sobie i nie przestając wić się z rozkoszy, mocno pociągnęła go za włosy.
Po kilkudziesięciu minutach, gdy obolała leżała bez ruchu na mokrym prześcieradle, od czasu do czasu cicho stękając, czuła się nienaturalnie spełniona. Nigdy nie robiła takich rzeczy, nawet z Danielem. A Damon Salvatore był niezwykle seksownym wampirem i była pewna, że głębi jego chłodnych tęczówek nie da się łatwo zapomnieć. Wampir, który od jakiegoś czasu językiem penetrował jej pępek, oderwał się w końcu i spojrzał na nią z satysfakcją.
- Jesteś świetna, mała – mruknął z uznaniem – A teraz zrobię to, co obiecałem.
Szatyn uniósł nadgarstek do ust i przegryzł sobie skórę. Gęsta, ciemna krew ciekła mu po przedramieniu, a skóra Nadii szczypała w miejscu, gdzie skapywała jej na ciało. Damon podsunął nadgarstek pod jej buzię i uśmiechnął się zachęcająco. Rudowłosa spojrzała niepewnie na zakrwawioną dłoń mężczyzny.
- Pospiesz się, bo już się goi – ponaglił. Dziewczyna zamknęła oczy i przywarła spuchniętymi wargami do jego ręki. Piła wolno, krzywiąc się czując nieprzyjemny, metaliczny smak. Niedługo ten sam smak, miał doprowadzać ją do szaleństwa. Gdy przełknęła kilka łyków popatrzyła na niego z przestrachem, a wierzchem dłoni otarła wilgotne usta.
- I co teraz ? – zapytała ochrypniętym głosem.
- A teraz dobranoc – szepnął i gwałtownie skręcił jej kark.

***

Nadia zacisnęła dłonie na torebce z krwią, czując jak dreszcz podniecenia przepływa jej przez ciało. Wspomnienie pikantnej nocy z Damonem, jeszcze bardziej spotęgowało jej nienawiść do Katherine. Była zdzirą, która raniła go i nie liczyła się z jego uczuciami. Nigdy jednak nie rozumiała dlaczego on jej na to pozwalał. I wciąż nie rozumiała. Ale postanowiła sobie jedno. Wykurzy tą szmatę z jego życia, a przy odrobinie szczęścia Damon ocali jej życie i już zawsze będą razem.
- Damonie – powiedziała nagle – Pomału się ściemnia, wybierzemy się na polowanie ?
Wampir ocknął się z zamyślenia i odepchnął dłoń Katherine. Nadia wykorzystując nieuwagę szatyna, pokazała brunetce język.
- Jasne – uśmiechnął się w jej stronę i raptownie poderwał z miejsca.
- Zaraz wracam – dodał i zniknął w drzwiach łazienki.
- Zachowujesz się jak dziecko – prychnęła Katherine – Jesteś żałosna.
- Radzę ci odwal się od niego – warknęła Nadia, szybko wstając. Zrobiła to może zbyt szybko, więc zaraz poczuła silny zawrót głowy i upuściła trzymaną torebkę z krwią. Automatycznie złapała się za czoło.
- Uuuu, czyżby nasze malutkie słoneczko powoli zachodziło ? – zaśmiała się sarkastycznie, przeciągając sylaby. Gniew wypełnił każdą komórkę ciała rudowłosej i nie zważając na złe samopoczucie, brutalnie przycisnęła Katherine do ściany.
- Zamknij się ! – warknęła – I zostaw go w spokoju – powtórzyła, cedząc każde słowo. Brunetka warknęła, obnażając ostre kły.
- Pamiętaj, że jestem starsza i silniejsza ! I to mnie Damon od zawsze pragnął ! – odepchnęła od siebie Nadię, mocno rzucając ją na ścianę. Dziewczyna krzyknęła z frustracją i osunęła się po ścianie, osłabiona ostrym, przeszywającym bólem.
- Dam ci przyjacielską radę – syknęła Katherine – Lepiej dla ciebie, jeśli umrzesz sama, bo inaczej osobiście cię zakołkuję.
Do pokoju wpadł Damon, pobudzony krzykiem zmaltretowanej Nadii.
- Katherine, do cholery ! – warknął. Szybko podbiegł do dziewczyny i pomógł jej się podnieść. Nadia zakaszlała gardłowo i przyłożyła dłoń do ust, zginając się w pół. Damon przytrzymywał ją w talii i próbował uspokoić, gładząc jej długie włosy. Katherine stała z boku i przyglądała się wszystkiemu z politowaniem.
- Jeśli zechcesz prawdziwej kobiety i do tego sprawnej – powiedziała, mierząc Nadię zawistnym wzrokiem – Będę czekać w wannie. – zamruczała, przesuwając opuszkiem palca wzdłuż kręgosłupa szatyna.
- Naga – dodała, śmiejąc się i ruszyła w stronę łazienki, ponętnie kręcąc biodrami.
Ostatnio edytowano 19 mar 2012, o 01:03 przez aVampire, łącznie edytowano 1 raz
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


19 mar 2012, o 14:05
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


Ołkej uwaga ! Jestem chora i mam przypływ weny :lol:
II część !
I jak teraz ? :roll:


- O co jej chodziło – syknął wkurzony Damon, pomagając Nadii usiąść na kanapie. Dziewczyna wciąż marszczyła czoło pobudzona silnym bólem.
- Ona jest nienormalna – wysapała w przerwach duszącego kaszlu. Wampir ściągnął brwi w niezadowoleniu i szybko podał jej torebkę z krwią.
- Nie chcę, to jest ohydne – warknęła.
- Musisz się wzmocnić – oburzył się szatyn, zirytowany jej nieposłusznością.
- Więc chodźmy zapolować – powiedziała stanowczo. Zbyt wiele emocji wypełniało ją teraz od wewnątrz, by przejmowała się śmiercią jakiegoś człowieka.
- Przyniosę ci kurtkę – rzucił Damon i poderwał się z miejsca, idąc do gościnnego pokoju. Po chwili wrócił trzymając w dłoni granatowy, śliski materiał. Podał go dziewczynie. Rudowłosa sięgnęła po ubranie, a gdy ich dłonie spotkały się, jej oczy na chwilę zapłonęły czystą radością. To zabawne, że tak potrafił na nią działać.
- Ona po prostu nie może pogodzić się z faktem, że cię straciła – powiedziała, ostrożnie wstając i ubierając na siebie kurtkę. Zaniepokoiła się milczeniem towarzysza. Odwróciła się w jego kierunku i chwyciła go mocno za dłoń.
- Bo straciła, prawda ? – szepnęła z paniką, czując jak łzy napływają jej do wielkich, dziecięcych oczu. Zmieszany szatyn wyrwał swoją dłoń z jej uścisku.
- Nadio … - urwał. Zarzucił na siebie czarną skórę i ruszył w stronę wyjścia.
- Lepiej chodźmy już coś zjeść.


Stefan siedział przy barowym blacie i popijał mocne whiskey. Wciąż czuł silne zawroty głowy, spowodowane dużą ilością ludzkiej krwi w jego organizmie. Jeszcze doskonale czuł metaliczny smak w ustach, a w umyśle wciąż na nowo odtwarzał paniczne krzyki swoich ofiar. Słyszał dźwięk rozrywanych tkanek i łamanych kości. A najgorsze w tym wszystkim było to, że siedząc tam w takim stanie czuł się dobrze.

***
Parę miesięcy wcześniej.

Wampir dopiął ostatnią walizkę i położył ją obok reszty, stojących przy drzwiach. Wysoka blondynka oparta o ścianę, śledziła wzrokiem każdy jego ruch, co chwila kierując oczy na jego skupione oblicze. Wyraźnie zarysowane kości policzkowe dodawały mu charakteru, a zielone tęczówki, jak zawsze mówiła dziewczyna, sprawiały, że wyglądał unikatowo.
Blondyn zmierzwił sterczące włosy i złapał się pod boki.
- To już chyba wszystko – powiedział do wampirzycy i uśmiechnął się przyjaźnie. Blondynka odwzajemniła uśmiech i podeszła do Stefana, łapiąc go mocno za ramiona.
- Proszę, obiecaj mi …
- Lexi – przerwał jej stanowczo – Doceniam co dla mnie zrobiłaś. I wciąż robisz. Ale nie mogę wiecznie siedzieć ci na głowie. Mark i tak już jest rozdrażniony.
- Nie myśl o nim – oburzyła się. – Chcę żebyś mi obiecał, że koniec z obsesyjnym zabijaniem.
Blondyn przewrócił teatralnie oczami. W przełyku czuł palący głód, ale chciał jak najszybciej wydostać się z „Ośrodka Panny Lexi”. Naprawdę był jej wdzięczny za pomoc. A raczej próbę pomocy. Przecież wciąż wmawiał sobie, że wcale jej nie potrzebował.
- Obiecuję – szepnął i spojrzał głęboko w jej ciemne, zaszklone oczy. Wampirzyca pogładziła dłonią jego smukły policzek i mocno objęła wampira, wtulając głowę w jego tors. Stefan odwzajemnił uścisk, gładząc ją po plecach.
- Żegnaj – powiedział w końcu, oderwał się od dziewczyny i zręcznie chwycił rękojeść walizki.
- Do zobaczenia – sprostowała stanowczo i odsunęła się w głąb mroku. Wampir otworzył drzwi, a słońce gwałtownie uderzyło jego twarz, więc przymrużył powieki. Założył ciemne Ray-Bany, ostatni raz pomachał blondynce, posłał jej ciepły uśmiech i ruszył w dół schodów, zatrzaskując za sobą drzwi. Cudowny zapach wolności. Nienawidził się za to kim był. Bezkarnym mordercą, pozbawiającym życia setki niewinnych istnień. Ale rządza krwi była silniejsza.

***
- Wyjdź z mojej głowy, proszę wyjdź z mojej głowy – szeptał wampir z zaciśniętymi powiekami, głową spuszczoną w dół i nerwowym ruchem dłoni.
- Czyżbyś o mnie myślał – usłyszał za plecami. Postać podeszła bliżej, muskając dłonią lepką skórę na jego karku. Blondyn zadrżał pod wpływem dotyku. Zaraz zacisnął dłonie na krawędzi brudnego blatu i napiął mięśnie twarzy.
- Czego chcesz – syknął w stronę brunetki – zostaw mnie w spokoju.
Wampirzyca prychnęła.
- Zabawne, że słyszę to już dzisiaj drugi raz.
- Widocznie sobie zasłużyłaś. Nikt cię nie chce – warknął. Uspokoił się nieco i przybrał obojętny wyraz twarzy.
- Masz rację. Damon troszkę się na mnie obraził, ale to nie potrwa długo – zaśmiała się i skinęła na barmana. – Przynajmniej Ty wciąż mnie chcesz. – mruknęła, gładząc jego dłoń. Stefan opróżnił do końca szklankę i wypuścił głośno powietrze.
- Oj Katherine, naprawdę nie jesteś zbyt bystra – prychnął. Wampirzyca spojrzała na niego pytająco.
- Akcja z kołkiem nie dała ci do myślenia ? – spytał z udawanym zdziwieniem. – Ale nie martw się, ponoć mądrość przychodzi z wiekiem.
Katherine lekko wbiła paznokcie w jego dłoń. Z jej twarzy znikł zadziorny uśmieszek, zastępując miejsce konsternacji.
- Ouuuuu – szepnął po chwili Stefan.
- Co ?! – warknęła wkurzona.
- Zapomniałem, że masz już swoje lata – zaśmiał się, wyraźnie rozbawiony sytuacją. – Jeszcze raz to samo – zwrócił się do barmana.
- Nie przeginaj – syknęła, wychylając swoją porcję trunku. Wampir wstał i zatoczył się przy tym.
- Nie jest tak źle ! – prychnął i poklepał ją po zaróżowionym policzku – Przynajmniej jesteś ładna.
Opróżnił zamówioną szklankę whiskey, rzucił na blat pomięty banknot i śmiejąc się pod nosem, opuścił lokal chwiejnym krokiem.


Katherine leżała na brzuchu na wielkim łóżku w sypialni Stefana. Jej ciało okryte było tylko koronkową bielizną, a ona sama wierciła się niespokojnie. Czuła nieodpartą chęć uprawiania dzikiego seksu na rozładowanie zgromadzonych emocji. Jak na życzenie drzwi pomieszczenia otworzyły się z hukiem, a w progu stanął przygarbiony blondyn. Jego mądre oczy okalały sine cienie, a skórzana kurtka niedbale zsuwała mu się z jednego ramienia.
- No ładnie, wyglądasz jak siedem nieszczęść – zakpiła brunetka, zrywając się z łóżka i szybko podchodząc do wampira.
- No niee – westchnął Stefan z udawanym szlochem.
- Też się cieszę, że cię widzę, a teraz choć do mnie – zaśmiała się, zdzierając z niego ubranie. Blondyn patrzył nią zamglonym, nieprzytomnym wzrokiem, ale nie protestował. Było mu serdecznie wszystko jedno.
- Mam pomysł – zamruczała mu do ucha, przygryzając płatek jego ucha – Zagrajmy w butelkę !
- Ale jest nas tylko dwójka – zdziwił się Stefan, śmiesznie marszcząc nos.
- Więc omińmy to nieistotne kręcenie – prychnęła i wskoczyła mu w ramiona, brutalnie gryząc jego wargi.

___
Mands i inni - ja kocham wasze długie komentarze ! <3
Ostatnio edytowano 19 mar 2012, o 14:09 przez aVampire, łącznie edytowano 3 razy
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


20 mar 2012, o 22:50
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


Byli już w połowie dystansu dzielącego dom Stefana i las. Na dworze było chłodno, a rześki wiatr delikatnie owiewał ich zatroskane twarze. Szli powolnym krokiem, w milczeniu, a drogę oświecał im okrągły jak piłka, srebrny księżyc. Nadia co jakiś czas podnosiła wzrok na oślepiający okrąg, wzdrygając się za każdym razem na wspomnienie ostatniej pełni. Nocy, podczas której Daniel omotany szałem brutalnie ją ugryzł, a zaraz potem sam popełnił samobójstwo. Wampirzyca skuliła się bardziej, pociągając nosem.
- Kurde – zaklął nagle Damon, macając kieszenie – zapomniałem telefonu !
- Będziesz przejmował się komórką ? – spytała zdziwiona Nadia.
- Mamy XXI wiek, przyzwyczaiłem się – wyjaśnił, energicznie poruszając brwiami. – Stój tu, ja zaraz wracam.
- Ty tak na serio ? – uniosła brwi z politowaniem.
- Po prostu nigdzie się nie ruszaj – rzucił i zerwał się do „wampirzego” biegu. Dziewczyna rozglądnęła się niepewnie, po czym przysiadła na pobliskim krawężniku, kuląc kolana pod brodę.
- Auć ! – syknęła, czując narastający ból w ranie. Ukryła twarz w dłoniach, pozwalając na uwolnienie się wszystkich emocji.
- Wszystko jest do dupy ! – warknęła i cisnęła przed siebie kamieniem, obracanym w palcach.


Szatyn biegiem pokonał ostatni schodek i raptownie wpadł do mieszkania. Skierował swoje kroki do pokoju dziennego. Omiótł wzrokiem pomieszczenie, lecz nigdzie nie znalazł urządzenia. Przerzucił stertę papierów na stole, wymacał kanapy oraz przeszukał szuflady. Po telefonie ani śladu. Wyczuł obecność brata w mieszkaniu, a nie widząc go nigdzie ruszył pewnym krokiem w stronę sypialni. Nacisnął klamkę i szybko wparował do pomieszczenia.
- Stefan, nie wiesz gdz… aaa – urwał. Jego nogi zaplątały się w czarny materiał skórzanej kurtki, leżącej na podłodze, a on sam stracił równowagę i runął z hukiem na ziemię.
- Cholera ! – zaklął i uniósł głowę. W tym momencie ujrzał blondyna brutalnie przyciskającego Katherine do obitej ściany. Wampir wyraźnie zaabsorbowany, niczym w transie gryzł jej szyję głośno warcząc. Jego dłonie mocno oplatały ociekające krwią ciało wampirzycy, która z otwartymi ustami pojękiwała, wijąc się z rozkoszy pod umięśnionym ciałem towarzysza.
- Co do … - wyszeptał Damon, a jego oczy zamieniły się w dwa hokejowe krążki.
- Damonie przy … aaahh … przyłącz się … do nas – wyjęczała Katherine. Odepchnęła Stefana od siebie, który głośno warknął z niezadowoleniem i brutalnie przygwoździła go do rozerwanego materaca. Przejechała paznokciami po jego zabrudzonym torsie i ponętnie oblizała palce. Damon stał jak słup soli, a miliony myśli przepływało przez jego pobudzony umysł. Z jednej strony czuł obrzydzenie i nienawiść, jaką pałał za to, że zdradzała go nawet się nie kryjąc. Ale gdzieś głęboko kłuła go zazdrość. To on powinien leżeć tam i rzucać się z bólu i pożądania. To on powinien pić jej krew i upijać się towarzyszącą temu ekscytacją.
- Rozbierasz się ? – wymruczała Katherine, wybudzając go z transu. Stefan poderwał się gwałtownie i wpił w jej spuchnięte już usta, ssąc i gryząc je na przemian. Brunetka raptownie pociągnęła go za włosy i zrzuciła z łóżka.
- Widzisz Stefan zrobił ci miejsce – dodała zachęcająco, ocierając krew spływającą jej strumieniem po brzuchu. Damon w końcu zerwał się z miejsca i bez słowa opuścił duszne, cuchnące pomieszczenie Trzasnął silno drzwiami, a plastikowa szyba pękła pod wpływem użytej siły.



Rudowłosa od kilkudziesięciu minut siedziała skulona na brzegu chodnika, co chwila energicznie pocierając ramiona. Bezlitosny księżyc oślepiał ją swoim blaskiem, przywołując najgorsze wspomnienia. A kiedyś tak bardzo lubiła wpatrywać się w niego. Kiedy była mała zawsze myślała, ze na księżycu mieszkają małe, błyszczące istotki. Powtarzała sobie wtedy, że kiedy dorośnie, sama tam poleci i co noc będzie pięknie błyszczeć, tak jak oni. Kąciki jej ust delikatnie uniosły się w górę. Wtem usłyszała szybkie kroki i gwałtownie się poderwała. Zaraz zakręciło jej się w głowie i chwytając się żeber, oparła się o pobliską lampę, aby nie upaść. Z ulgą ujrzała w ciemności twarz Damona.
- Nareszcie ! Już myślałam, że kupujesz ten telefon – zaśmiała się cicho. Wampir bez słowa ją wyminął i szedł dalej przed siebie.
- Hej ! – krzyknęła za nim. Przyspieszyła kroku i dogoniła go. – Damonie ! – wampir nie zareagował.
- Co się stało ? – spytała, szarpiąc go za ramię.
Minęli właśnie parę, która spacerowała beztrosko, trzymając się za ręce. Pogrążeni w rozmowie i nie świadomi niczego, cieszyli się swoim towarzystwem. Damon zatrzymał się nagle i podszedł do nich. Spojrzał im głęboko w oczy.
- Pójdziecie teraz do lasu i grzecznie na nas zaczekacie, a kiedy tam dotrzemy będziecie się nas bać i uciekać, rozumiecie ? – zapytał, trzymając ich za ramiona. Oboje automatycznie kiwnęli głowami i bez słowa, niczym roboty ruszyli w stronę ściany drzew. Nadia przyglądała się wszystkiemu zszokowana.
- Co ty robisz ?
- Zapewniam nam rozrywki – odburknął z udawanym uśmiechem. Dziewczyna stała w miejscu wyczekując wyjaśnień. Założyła za ucho kosmyk włosów, błądzący jej po twarzy za sprawą wiatru i założyła ramiona na piersiach.
- Co się stało ? – powtórzyła.
- A co się miało stać ? – syknął i ruszył w stronę zieleni.
- Damonie ! – upomniała go.
- O co ci chodzi ?! – obrócił się nagle i spiorunował ją wzrokiem – Jestem głodny, więc pozwolisz, że pójdziemy zapolować.
- Chodzi o Katherine ? – spytała, starając się opanować drżenie głosu. Damon milczał, uciekając wzrokiem.
- Do jasnej cholery, olej w końcu tą sukę ! – krzyknęła ze złością. – Nie widzisz, że cię rani ? Nie czujesz, że cierpisz ?
- Przecież jej nie chcę ! – obruszył się, Wampirzyca zaśmiała się teatralnie.
- Chyba sam nie słyszysz co mówisz.
- A co cię to w ogóle obchodzi ?! – warknął – Co ja cię obchodzę ?! Nie mów mi co mam robić !
- Bo ja …- do oczu dziewczyny napłynęły łzy. Z trudem przełknęła zalegającą w przełyku gorycz. – Jestem twoją przyjaciółką i chcę ci pomóc. Tak jak ty pomogłeś mnie – wyszeptała spuszczając wzrok na czubki swoich butów. Jedna łza spłynęła jej po policzku i uderzyła o pękniętą płytę chodnikową. Mimo szumu Damon zdołał usłyszeć, jak tysiące jej emocji roztrzaskuje się o ziemię. Zrobiło mu się głupio.
- Przepraszam – powiedział, podchodząc do rudowłosej. – Jestem głodny i rozdrażniony. Chodźmy – objął ją ramieniem i delikatnie pociągnął za sobą. Nadia oparła głowę o jego ramię i pozwoliła się poprowadzić.


* Godzinę później

Ciemność zalała przestrzeń na kształt ciężkiej, czarnej masy, przecinanej co kawałek wielkimi drzewami. Jedyne światło usilnie starające przedrzeć się przez rozłożyste korony, dostarczała pełnia. Wiatr huczał złowrogo między pniami i tworzył w powietrzu trąby wirujących liści. Pod majestatycznym dębem stał wampir trzymający w objęciach bezwładne już ciało kobiety. Brutalnie rozrywał jej szyję, czerpiąc satysfakcję z każdą, kolejną kroplą krwi dostającą się do jego ust. Po skończonym posiłku, rzucił zwłokami niedbale i otarł wierzchem dłoni ubrudzony podbródek. Zaczerpnął głęboki oddech i podszedł do wampirzycy, siedzącej przy innym drzewie. Przykucnął i spojrzał na nią troskliwie. Jego oczy wciąż otaczały dziesiątki pulsujących żyłek, a kły były nienaturalnie długie.
- Nadio, co jest ? Twój króliczek gdzieś jeszcze sobie biega – uśmiechnął się, ukazując rząd umazanych krwią zębów. Dziewczyna popatrzyła na niego wzrokiem pozbawionym wyrazu i powróciła do zabawy zeschłymi liśćmi. Damon ściągnął brwi w niezadowoleniu i uniósł się do pozycji stojącej. Wyciągnął ku niej dłoń.
- No dalej – zachęcił ją – Chyba nie zapomniałaś jakie to fajne.
Rudowłosa niechętnie podała mu drżącą dłoń i wstała z jego pomocą. Zachwiała się i opadła na tors szatyna. Ten złapał ją mocno, nie pozwalając upaść.
- Nadio – szepnął wystraszony – Źle się czujesz ?
Dziewczyna przetarła dłonią twarz, mrugając kilkakrotnie. Odzyskała kontrolę nad ciałem i stanęła na prostych nogach o swoich siłach.
- Po prostu jest mi słabo – wyjaśniła ze smutkiem. – Umieram – szepnęła, szlochając.
- Nie mów tak ! – krzyknął jej w twarz – Nie umrzesz ! Obiecałem ci pomóc ! – potrząsnął nią mocno. Jej oblicze zmarszczyło się w grymasie bólu.
- No dalej – szatyn ujął mocno jej dłoń i pociągnął do przodu – Poczuj go.
Wampirzyca zamknęła oczy i pociągnęła nosem.
- Jest tam – szepnęła, wskazując palcem kierunek.
- Pamiętasz jak to było ? – Damon stanął za dziewczyną, oparł dłonie o jej ramiona i wyszeptał jej do ucha.
- Goń. Złap. Zabij. – powtórzyła rudowłosa i z sykiem obnażając długie, ostre kły, rzuciła się w pogoń.


Nadia klęczała na lodowatej ziemi z twarzą wciśniętą w szyję mężczyzny. Brunet szarpał się i krzyczał, ale jego głos wiązł w gardle, a ruchy spowalniały coraz bardziej. Z każdym kolejnym łykiem krwi, uchodziło z niego to co najcenniejsze. Życie.
Damon stał oparty o pień drzewa, przyglądając się jej z uznaniem. Przemienił ją w wampira, a widok dziewczyny, kiedy żywiła się człowiekiem wywoływał w nim pewnego rodzaju dumę. Z uśmiechem na ustach śledził każdy centymetr jej lśniących, rudych włosów, jej zgrabną talię, zarysowaną pod obcisłą kurteczką i kształtną pupę w dopasowanych jeansach. Była piękną dziewczyną. I dobrą. Nie zasługiwała na śmierć, zważając na fakt, iż była tak bardzo młoda.
Nagle uwagę Damona przykuła postać, która mignęła w oddali między drzewami. Wyprostował się, wyostrzył zmysły i napiął wszystkie mięśnie. Usłyszał za sobą świst powietrza i gwałtownie się obrócił. Jego twarz stężała, a woń jaką wyczuł w powietrzu wywołała dreszcz biegnący mu wzdłuż kręgosłupa.
- Nadio ! – upomniał ją szeptem. Rudowłosa wciąż zajęta ofiarą, nie zwróciła na niego uwagi.
- Cholera Nadia ! – powtórzył głośniej. Podszedł do niej szybko i pociągnął ją za rękę. Dziewczyna wyrwana z amoku zerwała się i automatycznie oblizała usta. Kolejna ciemna postać przemieściła się w mroku z nienaturalną prędkością. Szatyn popatrzył na nią znacząco, zaciskając szczękę. Dziewczyna patrzyła na niego pytająco, lecz po chwili zbladła zaciskając dłoń na jego ręce.
- Wilkołaki – wyszeptała z paniką. Miała ochotę krzyknąć, ale Damon szybko zasłonił jej usta.
- Ciii – warknął – Otoczyli nas.
Zielone oczy dziewczyny zapiekły ją od napływających łez. Koszmar wracał.
W krzakach usłyszeli złowrogie warknięcie. Gwałtownie obrócili się w tamtą stronę.
- Damonie …- zaszlochała przerażona dziewczyna. Pobudzony wampir starał się zachować spokój. Nagle z mroku wyłoniły się dwie postacie. Dwa ogromne wilki, skradały się wolno gotowe do skoku na swoją ofiarę. Szatyn wyszedł przed Nadię, osłaniając ją swoim ciałem.
- Ani drgnij – polecił jej , idąc pomału w stronę bestii. Czarny samiec szczeknął z furią, a z jego obnażonych zębów kapała gęsta piana.
- Kiedy dam ci znak – szepnął – biegnij.
Nadia stała sztywno nie wykonując żadnego ruchu. Oddychała płytko i spazmatycznie, a całe jej ciało drżało jak porażone. Nagle rudobrązowy wilk zawył głośno i ruszył na Damona. Drugi basior zaraz do niego dołączył i oba, wściekle ujadając biegły w jego stronę. Wszystko działo się zbyt szybko.
- Już – głos Damona przeciął gęste powietrze i uderzył Nadię, działając jak kubeł zimnej wody. Dziewczyna odzyskując panowanie nad ciałem, zerwała się raptownie. Lecz nie skierowała się do lasu. Gwałtownie odepchnęła zdziwionego szatyna, gdy wtem dwa, silne samce rzuciły się na nią, wgryzając się w jej delikatne ciało. Rudowłosa krzyczała z przerażeniem, przygnieciona ciężarem dwóch bestii w amoku. Damon szybko wstając rzucił się na jednego samca i wylądował z nim pod odległym klonem. Nie myśląc dłużej pozbawił psa głowy, chwycił leżący kij i zaraz ruszył na drugiego z nich. Przygwoździł go silno do ziemi i brutalnie przebił jego krtań. Wilk szarpnął się, wydał ostatni pisk i bezwładnie opadł na ściółkę. Wampir podniósł się z przerażeniem, nie wiedząc dokładnie co się przed chwilą stało. W uszach słyszał już tylko krzyk Nadii. W ułamek sekundy znalazł się przy jej zakrwawionym ciele. Rudowłosa trzęsła się w panice, płakała i krzyczała, wijąc się z bólu.
- Nadio ! – krzyczał Damon z przerażeniem. – Nadio ! – chwycił jej twarz i odgarnął z niej splątane kosmyki włosów.
- Aaaa – krzyczała dziewczyna – To boli !
Szatyn zlustrował jej ciało i dostrzegł rozerwane ramię i udo. Dwie ogromne, pulsujące rany były powodem tak ogromnego bólu, który doznawała. Szybko zdjął z siebie kurtkę, podarł ją na pasy i mocno zawiązał wokół zranionych kończyn. Nadia wciąż szlochała i wyrywała się niespokojnie.
- D-damonie – wyszeptała, a jej ciałem nagle wstrząsnął silny dreszcz.
- Jestem tu – wyszeptał, gładząc ją po głowie. Kolejny dreszcz przeszedł przez jej organizm. Nagle jej oddech zwolnił, a łzy przestały cieknąć ciurkiem po rozpalonych policzkach. Z jej ust wydobył się ostatni jęk, a ona sama odpłynęła w błogą nieświadomość.

_____________________________
Ołkej, nie bijcie :P
Chciało mi się płakać przy ostatnim fragmencie, gdy go pisałam ! Ale musiałam, przepraszam :cry: :wstyd:
Mam nadzieję, że dobrze opisane, że da się to poczuć, że są emocje .. :niepewny:
Ostatnio edytowano 20 mar 2012, o 23:43 przez aVampire, łącznie edytowano 1 raz
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


26 mar 2012, o 15:23
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


Czemu zamiast robić postępy, to się cofam w rozwoju ? :|
Znów nie wyszło tak jak chciałam .. wyszło dennie :|
Zapraszam do komentowania. Co robię źle ? Gdzie są błędy ? Co mogę robić lepiej ? ;)

_____________

Obrazek


- Nadio ! Hej mała, odezwij się ! - krzyczał szatyn, potrząsając rudowłosą. Nieprzytomna dziewczyna bezwładnie poddawała się jego ruchom. Damon pochylił się nad jej ciałem i przyłożył zaróżowiony policzek do jej ust. Jej oddech był płytki i nierównomierny. Raptownie dobył ciał wcześniejszych ofiar, lecz w żadnym nie znalazł ani kropli krwi. Słońce nieśmiało wyłaniało się zza horyzontu, a ciepłe promyki co jakiś czas prześwitywały przez gęsty, zielony gąszcz. Gdy ukradkiem dotknęły chłodnej skóry wampirzycy, ta zaczęła delikatnie skwierczeć.
- Cholera – zaklął Damon, zdając sobie sprawę z faktu, iż nie miała ona żadnej ochrony przed bezlitosnym słońcem. Jedną rękę wsunął jej pod plecy, a drugą umieścił na wysokości kolan. Ostrożnie uniósł ją i ciasno przytulił do siebie, starając się uważać na otwarte rany. Nadia delikatnie zadrżała, ale nie była w stanie unieść swoich powiek.
- Trzymaj się mała – szepnął, składając czuły pocałunek na jej lepkim czole i wampirzym tempem ruszył w stronę mieszkania.

Drzwi gwałtownie rozwarły się pod wpływem silnego kopniaka. Do środka wpadł Damon trzymając w ramionach nieprzytomną wampirzycę. Skierował się do pokoju gościnnego i ostrożnie położył ją na łóżku. Odgarnął z jej twarzy kilka zabłąkanych, rudych kosmyków i popatrzył z czułością na jej bladą twarz.
- Co jest ? – w drzwiach ukazał się Stefan. Na jego nagim, umięśnionym torsie widniały liczne zadrapania i zacieki od zaschniętej krwi.
- Gdzie Katherine ? – zapytał szybko, puszczając jego pytanie mimo uszu.
- Leży nieprzytomna w sypialni – prychnął blondyn, nieśmiało podchodząc do łóżka. Damon ucieszył się w duchu. Ostatnie co było mu w tej chwili potrzebne to kąśliwe uwagi brunetki. Stefan zaraz dostrzegł jej rozerwane kończyny
– Chryste, coś ty jej zrobił ?!
Szatyn znów zignorował brata.
- Przynieś mi krew – syknął. Blondyn stał dalej oniemiały z wzrokiem wlepionym w dwie nienaturalnie pulsujące rany. Wściekły wampir zerwał się i opuścił pomieszczenie. W mgnieniu oka pojawił się z powrotem, trzymając w dłoni plastikowy worek, wypełniony bordową cieczą. Urwał zaworek i przyłożył go dziewczynie do martwych ust. Delikatnie poruszył opakowaniem, rozchylając jej sine wargi.
- No dalej – mówił do niej z przestrachem. Ścisnął plastik i więcej krwi dostało się do jej buzi.
- No obudź się ! – szeptał zirytowany, nie widząc żadnej reakcji z jej strony.
- Twoja krew jest silniejsza – podsunął Stefan. Damon popatrzył na swój nadgarstek, a zaraz potem na brata. Ten pomysł nie był wcale taki głupi. Szybko rozerwał ostrymi zębami swoją żyłę, a krew z niej spływająca skapywała prosto do jej ust. Oboje czekali w milczeniu na jakiekolwiek rezultaty. Po kilkunastu sekundach ciało dziewczyny zaczęło delikatnie drżeć. Nagle gwałtownie poderwała się, nie mogąc zaczerpnąć powietrza. Damon szybko znalazł się przy niej i podtrzymał jej drobne plecy. Nadia zaczęła kaszleć, a z jej ust wydobywała się krew. Mnóstwo krwi. Nieruchomą twarz Stefana zmarszczył grymas. Blondyn szybko opuścił pomieszczenie.
- Już wszystko dobrze – szeptał szatyn do jej ucha, głaszcząc jej tył. Dziewczyna zmęczona nagłym atakiem osunęła się na jego klatkę piersiową. Przymknęła ciężkie powieki starając się uspokoić pobudzony organizm. Po kilku minutach błogiej ciszy otworzyła nieśmiało oczy i popatrzyła w górę, wprost w jego chłodne tęczówki. Miała bladą i siną cerę, a na jej czole widniały kropelki potu.
- Co .. co się stało – wyszeptała zachrypniętym głosem.
- To wszystko moja wina – wyjaśnił szatyn. Rudowłosa zmarszczyła brwi starając się przypomnieć sobie ostatnie wydarzenia. Chciała zmienić niewygodną pozycję, lecz nawet niewielki ruch sprawił, że paraliżujący ból przeszył jej ciało na wskroś. Krzyknęła z bezradności.
- Ciiii … wszystko będzie dobrze. Musi być. Obiecałem ci pomóc.
Damon podniósł się i ostrożnie ułożył dziewczynę na miękkich poduszkach, a sam zajął miejsce na brzegu łóżka. Podał jej woreczek z krwią.
- Musisz się wzmocnić.
Wampirzyca uniosła drżącą dłoń, ale ta w połowie dystansu opadła z powrotem na materac. Czuła ogarniającą ją niemoc. Cały jej umysł pochłonięty był przez ogromny, palący ból, który przesłaniał jej wszystko inne. Zielone oczy dziewczyny zaszły łzami. Damon widząc jej stan pospieszył z pomocą, podsuwając jedzenie prosto do jej ust. Jedną dłoń wsunął jej pod kark i uniósł delikatnie jej głowę. Rudowłosa upiła kilka łyków, które z trudem zdołała przełknąć. Z powrotem opadła na poduszki i zacisnęła powieki, pozwalając łzom swobodnie spływać po jej twarzy. Uznała, że im będzie się ruszać, tym mniej bólu dozna. Szatyn odłożył worek na szafkę nieopodal i opadł na taboret, opierając brodę na splecionych dłoniach.
- Dlaczego to zrobiłaś ?– zapytał po chwili. Kiedy przez kilkadziesiąt sekund nie usłyszał odpowiedzi uznał, że dziewczyna zasnęła. Już miał wychodzić, gdy nagle usłyszał chrząknięcie, a ona otworzyła usta chcąc udzielić odpowiedzi. Każda reakcja wymagała od niej wiele wysiłku, na który zwyczajnie nie miała siły.
- Nie mogłam pozwolić ci zginąć – jej głos był słaby i ledwo dosłyszalny – Przecież i tak umieram.
- Nie prawda ! – oburzył się – Obiecałem, że ci pomogę !
Damon poczuł nagłą złość, ogarniającą go od wewnątrz. Dlaczego w ogóle tak myślała ?! Przyszła do niego po pomoc. Był jedyną osobą, do której mogła się zwrócić. A on obiecał jej udzielić.
- Dziękuję ci – wyszeptała wraz z kolejną falą gorzkich łez – Jesteś prawdziwym przyjacielem.
- Jaki ze mnie przyjaciel, skoro z mojej winy leżysz tu i cierpisz – warknął z gniewem. Był zły. Zły na siebie za to, że nie zdołał jej ochronić. Małej, niewinnej istoty, która tak bardzo na nim polegała. Zaufała mu. Pokładała w nim nadzieję, a on zwyczajnie ją zawiódł. Zacisnął pięści w geście bezradności. Przymknął oczy, czując się niezwykle dziwnie. To jego człowieczeństwo tak bardzo pragnęło przedrzeć się przez maskę obojętności.
- Damonie… ja … ja cię ko … - urwała, czując rozrywający ból w każdej ranie. Zaczęła krzyczeć i wić się po łóżku, zaciskając dłonie na pościeli. Zaraz z jej ust znów zaczęła wydobywać się krew. Wampirzyca dławiła się nią i dusiła. Szatyn silno przycisnął jej nadgarstki do materaca. Jedynym sposobem było przeczekanie ataku.
- To wszystko moja wina – cedził przez zęby. – Nie umrzesz, nie pozwolę na to !
Dreszcz wstrząsnął jej ciałem. Chciała coś powiedzieć, lecz jedyne co wydobywało się z jej ust to charczące jęki. Poddała się. Znów straciła przytomność.
- Trzymaj się, mała – wyszeptał. Ułożył ją w wygodnej pozycji, okrył satynową kołdrą i pogładził po policzku.
- Śpij, niedługo wrócę – dodał i opuścił pomieszczenie delikatnie zamykając za sobą drzwi. Skierował się do kuchni, gdzie ubrany już Stefan opróżniał trzecią torebkę krwi.
- Widzę, że wszystko masz pod kontrolą – prychnął szatyn, podchodząc do szafek.
- Spójrz na siebie – odpyskował Stefan, zlizując resztki krwi zalegające w kącikach jego ust. Damon otworzył drugą z kolei szufladę i wyjął z niej dwa szerokie, kuchenne noże. Jeden z nich włożył do rękawa, a drugi posłał w kierunku brata. Ten popatrzył na niego pytająco.
- Jesteś mi potrzebny.
Niebieskooki ubrał skórzaną kurtkę. Drugą należącą do brata, rzucił w jego kierunku. Blondyn sprawnie ją chwycił.
- Wciąż mnie rozumiem – powiedział, zakładając ją na siebie.
- Wiesz gdzie znajdziemy te zapchlone kundle ? – warknął Damon, zaciskając pięści. Stefan zastanowił się chwilę, po czym podrapał się po głowie. Skierował się w stronę pokoju. Jednym ruchem, bez najmniejszego wysiłku odsunął ciężką sofę i przykucnął odginając wiekowy dywan. W powietrze wzniosły się tumany kurzu. Chwycił odkryty uchwyt i podniósł go, ukazując ukryty schowek. Stare, dawno nieużywane zawiasy złowrogo zaskrzypiały. Oczom szatyna ukazały się liczne kołki, noże, granaty wypełnione werbeną i tojadem, a także kusze i pistolety nabite drewnianymi i srebrnymi pociskami. Damon uniósł brwi w zdziwieniu i popatrzył zszokowany na brata. Na ustach młodszego Salvatore pojawił się przebiegły uśmieszek.
- Przezorny, zawsze ubezpieczony.


Bracia weszli do starego, opuszczonego budynku. Ulica przy której się wznosił była pusta i brudna. Skierowali się w dół krętymi, betonowymi schodami. Otworzyli napotkane drzwi i weszli do środka. Wraz z dźwiękiem zamykanych wrót, twarze wszystkich obecnych zwróciły się w ich stronę. Zaraz uderzył ich silny zapach tytoniu, alkoholu i mokrej sierści. Pokój wprost przesiąknięty był wilkołaczym odorem. Szatyn zmarszczył nos.
- Cuchnie tu jak w psiarni – warknął, rozglądając się po pomieszczeniu. Na wprost znajdował się niewielki bar z dużą ilością alkoholu na nim stojącego. Po lewej stronie ujrzał stół do bilardu i kilka odrapanych stolików z krzesłami. Na ścianie wisiała tarcza od rzutek, a przy niej kręciło się kilku tęgich mężczyzn. Na suficie wisiała mała lampa rzucająca słabe, przytłumione światło, a pod nią unosiły się kłębki papierosowego dymu. Klimat miejscu nadawały dźwięki grunge’owej kapeli, wydobywające się z głośników. Na widok gości wszyscy ustawili się w grupce, na środku pomieszczenia. Wystąpił z nich jeden brunet, o śniadej skórze, z kilkudniowym zarostem. Wydawał się przewodniczyć sforze.
- Czego tu szukacie?! – warknął, wyraźnie wyczuwając w nich wroga.
- Żadnych gwałtownych ruchów, a nikomu nie stanie się krzywda. – upomniał ich Damon. – Chcę tylko jedną informację.
Wilkołak prychnął, a u jego boku pojawiła się zgrabna brunetka. Miała krótkie, brązowe włosy, które nadawały jej chłopięcego wyglądu. Złapała bruneta za dłoń i popatrzyła na nich chłodnym wzrokiem.
- To, że nie ma pełni, nie znaczy, że się was boimy – warknęła. Bracia wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Stefan w mgnieniu oka przygwoździł dziewczynę do ściany, przykładając jej do szyi lodowate ostrze noża. Patrzyła na blondyna z przerażeniem, głośno przełykając ślinę. Sfora zerwała się w stronę wampira.
- Nie radzę ! – syknął Damon, machając teatralnie palcem – Jeden niewłaściwy ruch i dziewczyna zginie. Mój braciszek rozszarpie ją z wielką przyjemnością.
Wszyscy zatrzymali się w bezruchu, napinając mięśnie i zaciskając szczęki. Szatyn uśmiechnął się z satysfakcją.
- Dobre pieski – zaśmiał się z pogardą. Przez tłum przeszły ciche warknięcia. Jeden z mężczyzn ruszył w kierunku wampira, lecz zaraz padł martwy z nożem wystającym mu z klatki piersiowej.
- Powiedziałem spokój !
- Czego chcesz ?! – krzyknęła jedna z dziewczyn z tłumu. Płakała ze wzrokiem utkwionym w zwłokach mężczyzny. Pewnie był jej chłopakiem. Damon podszedł do bruneta na czele i ścisnął jego gardło.
- Jak mam wyleczyć ugryzienie wilkołaka ?– wycedził przez zęby, patrząc mu prosto w oczy.
- Zgiń, palancie – warknął i splunął mu w twarz. Damon zamachnął się i z całej siły uderzył bruneta w szczękę. Ten zatoczył się i opadł na podłogę, plując krwią.
- Macie ostatnią szansę – syknął szatyn i skinął na brata. Stefan wysunął ostre kły, warknął i wgryzł się w szyję dziewczyny. Brunetka zaczęła krzyczeć i wyrywać się, lecz wampir był silniejszy. Powoli przełykał krew, sprawiając jej jak największy ból.
- Nie wyleczysz ugryzienia ! – krzyknęła zapłakana blondynka z tłumu. Damon podszedł do niej i spojrzał jej w oczy. Była bardzo podobna do Nadii. Miała drobną, dziewczęcą twarz i delikatne ciało. Złapał ją hardo za nadgarstek.
- Jak to ?! Muszę ją wyleczyć ! – krzyknął z furią.
- Lepiej od razu ją zakołkuj, oszczędzisz jej cierpienia – szepnęła z przestrachem. Zdawała sobie sprawę jak bardzo może boleć utrata ukochanej osoby. W jej głosie Damon dosłyszał nutkę współczucia. Puścił dziewczynę i podszedł do brata.
- Wychodzimy – warknął i pociągnął go za ramię. Blondyn odepchnął go w szale i wgryzł się mocniej w tętnicę dziewczyny. Nie był w stanie przestać.
- Powiedziałem idziemy ! – krzyknął i migiem opuścili duszne pomieszczenie. Brunetka osunęła się po ścianie, łapiąc się za rozerwaną szyję.
- To on ! – warknął jeden z mężczyzn – Widziałem go wczoraj. To on zabił Alexa i Toma.
Brunet podniósł się z podłogi i otarł wierzchem dłoni krew z podbródka.
- Zapłaci za to. – syknął i skinął na kamrata.


Damon szedł szybko ulicą, a furia napędzała go od wewnątrz. Stefan kroczył za nim, jakby nieobecny. Czuł w gardle palący głód i myślał tylko o krwi. Minęli dziewczynę, które uśmiechnęła się zalotnie w ich kierunku, a następnie speszona przyspieszyła kroku. Szatyn nawet nie zwrócił na nią uwagę. Był wkurzony i chciał jak najszybciej znaleźć się przy rudowłosej. Nie mógł zrobić już nic. Ale jak miał pozwolić odejść swojej malutkiej siostrzyczce ?! Zacisnął pięść, warknął i mocno uderzył w mur, który mijał. Tynk rozsypał się na chodniku, a wampir zlizał krew spływającą mu po nadgarstku. Nagle usłyszał damski krzyk i gwałtownie się odwrócił. Ujrzał Stefana żywiącego się mijaną wcześniej dziewczyną. Mrożący krew w żyłach pisk, obijał się echem wśród zapuszczonych budynków. Wampir szybko rzucił się na brata i przygwoździł go do zimnej płyty chodnikowej. Martwe ciało ofiary opadło głucho na podłogę, a po zderzeniu z nią jej głowa poturlała się metr dalej.
- Powaliło cię ?! – warknął – Ktoś cię usłyszy !
Blondyn szarpał się w amoku, warczał i kłapał zębami, nie zwracając uwagi na słowa szatyna. Stracił kontrolę.
- Uspokój się ! – krzyczał. Nagle ktoś gwałtownie odepchnął Damona, a ten znalazł się po drugiej stornie ulicy. Otworzył oczy i ujrzał oderwaną głowę dziewczyny, leżącą zaledwie pięć centymetrów od jego własnej. Wzdrygnął się i raptownie poderwał. Usłyszał krzyk brata i złowieszcze warknięcia. Zobaczył jak Stefan jest przyciskany do muru przez wysoką blondynkę. Z jego brzucha wystawał drewniany kołek.
- A więc tak się kontrolujesz ?! – warknęła wampirzyca, wbijając kolejne ostrze w ciało blondyna. Stefan znów syknął z bólu. Warknął w stronę dziewczyny i znów drewno przebiło jego bark. Mężczyzna osunął się po ścianie, tracąc siły. Blondynka wyjęła strzykawkę z werbeną i wstrzyknęła porcję płynu w szyję wampira. Rozpruwacz jęknął i opadł na ziemię, uderzając twarzą w beton. Dziewczyna wyprostowała się, poprawiła fryzurę i odwróciła się w stronę zdziwionego szatyna.
- A ty tak go pilnujesz ! – krzyknęła i z całej siły uderzyła Damona w twarz. Wampir złapał się za policzek, szukając ją wzrokiem, lecz odkrył, że znajduje się sam na pustej ulicy.
- Cholera Lexi !

Damon wpadł do mieszkania, obijając drzwiami przeciwległą ścianę. Spostrzegł, że zamek został już wcześniej urwany. Wtem gwałtownie się zatrzymał, wyczuwając w powietrzu charakterystyczną, nieprzyjemną woń. Jego twarz stężała, a dreszcz przeszedł przez jego pobudzony organizm. Wparował do pokoju Nadii, lecz nie zastał w nim rudowłosej. Łóżko, na którym leżała było puste, a pognieciona kołdra pobrudzona była śladami krwi.
- Nie nie nie nie – szeptał, łapiąc się za głowę. Skierował się do sypialni, a ku jego zdziwieniu Katherine również była nieobecna. Złapał pustą butelkę po whiskey i z furią rozbił ją na obitej ścianie. Znów znalazł się w przedpokoju. Dopiero teraz ujrzał strużki krwi pokrywające drewnianą podłogę. Prowadziły od wejścia do obydwu pokoi. Damon przykucnął i zamoczył palce w bordowej cieczy. Przyłożył je do ust. Wampirza krew. Szybko zerwał się, a jego wzrok zatrzymał się na ścianie. Widniał na niej krwisto czerwony napis : „Zapłacisz za to”.
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


6 kwi 2012, o 23:54
aVampire
Stały Bywalec
Stały Bywalec
Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 27 paź 2010, o 18:20
Litry krwi: 0
Ocena: 56


No więc na wstępie PRZEPRASZAM, że tak długo nie było nowego fragmentu, ale nie mam totalnie weny :cry: Czasu też nie wiele. Nie wiem co się stało. :| Rozdział jak zwykle, masakra ... więc napisałam go z perspektywy Damona, bo jakoś tak bardziej mi pasowało. Jest troszkę inny niż poprzednie, ale cóż ocenę pozostawiam wam :niepewny: Przepraszam, że wyszło tak dennie, ale mam jakiś kryzys :kwasny: * uwaga dopisek na końcu *



Najszybciej jak potrafiłem wybiegłem z mieszkania, zostawiając za sobą smugę lodowatego wiatru. Powietrze na zewnątrz było przenikająco zimne i jakby naelektryzowane. Ciemne chmury wisiały ciężko nad moją głową, stwarzając przytłaczającą atmosferę. Klatka. To było jak zamknięcie w niewielkiej klatce z solidnymi, mosiężnymi prętami. Zero szans na ucieczkę. Gwałtownie się zatrzymałem i wyostrzyłem wszystkie zmysły. Patrzyłem na odartą, starą kamienicę i ruchliwą ulicę za rogiem. Słyszałem warkot silników samochodowych, rozmowy przejętych ludzi i szczekanie bezdomnych psów. Świat istniał nadal. Mimo tylu tragedii nikt po prostu nie zatrzymał się, nie upadł na kolana i nie ugiął się pod ciężarem przygniatających go problemów, ani nie uronił łzy nad swoim cierpieniem. Robili to po kryjomu, tak aby nikt nie widział i nie oskarżył ich o słabość. Słabość, która w XXI wieku jest jedną z najgorszych hańb możliwych splamić człowieka. Poddać się jest równoznaczne z umrzeć. A trzeba walczyć. Walczyć o przetrwanie, walczyć o życie, walczyć o miłość i szczęście.
Raptownie wciągnąłem powietrze, by móc dokładnie przeanalizować otaczające mnie zapachy. Mdląca woń benzyny, budka z hot-dogami stojąca kilkaset metrów na północ, krew, ludzka i jeszcze coś. Fiołki i pomarańcz, zupełnie jak w 1864. Katherine. Jeszcze szczelniej zacisnąłem powieki chcąc całą swoją uwagę skupić na węchu. Zapach lasu, ziemi i mokrej sierści z domieszką krwi – wampirzej. Zacisnąłem mocno pięści i ruszyłem w wyznaczonym kierunku. Nie pozwolę tym zapchlonym kundlom zrobić krzywdy moim dziewczynom.
Parę sekund później gnałem już przez las, usilnie przedzierając się przez zielony gąszcz. Drzewa zdawały się być o wiele gęstsze niż w czasie poprzedniej wizyty. Teraz nie przepuszczały prawie żadnej smugi światła, zupełnie jakby znów zapadł mrok. Moich uszu dobiegły strzępki rozmów.
- Ten laluś chyba nie jest zbyt bystry – syknął ochrypnięty głos. Zupełnie jak ten należący do bruneta z baru.
- Uważaj ! – zaraz usłyszałem męski krzyk i głuchy odgłos uderzenia. Kolejny krzyk – tym razem damski.
Katherine leżała tam gdzieś ranna i prawie zupełnie bezbronna. A Nadia ? Możliwe, że już nie żyła. Zacisnąłem pięści i warknąłem złowrogo. Musiałem działać szybko i sprytnie. To nie może skończyć się tragicznie. Nie dopóki moje serce nie przebije drewno. To ja byłem winny, a nie one. I tylko ja byłem winny zginąć.

Wilkołaczy odór zdawał się przybierać na sile. Wiedziałem, że jestem blisko. Zapach krwi również wyostrzył się o wiele bardziej. Zwinnie wspiąłem się na ogromny, majestatyczny dąb i zlustrowałem okolicę. Zaraz, kilka metrów dalej dostrzegłem rudą głowę leżącą wśród zbutwiałych liści, a nad nią dwóch rosłych mężczyzn. Patrzyli na nią z pogardą, co chwila trącając jej ciało nogą i śmiejąc się przy tym z politowaniem. Nadia nie wykonywała żadnego ruchu. Nieopodal znajdowała się Katherine. Trzech osiłków mocno trzymało ją w objęciach, podczas gdy ona szarpała się i syczała próbując się uwolnić. Jej brzuch przebity był kołkiem, tuż nad lewym biodrem. Wyraźnie widać było, że nie ma wiele sił, ale nie poddawała się. I byłem pewny, że tego nie zrobi. Ona nie była typem kobiety, która siedziała z założonymi rękami i czekała na cud. Ona potrafiła walczyć.
Wampirzyca zebrała się w sobie, warknęła i z impetem kopnęła jednego z trzymających ją napastników. Mężczyzna odleciał daleko i zatrzymał się na pniu drzewa, po czym osunął się po nim nieprzytomny. Wilkołak szybko chwycił leżący na ziemi kołek i przebił nim ciało brunetki. Dziewczyna krzyknęła i opadła na kolana, spluwając mu pod nogi.
„ Ty sukinsynie” – przebiegło mi przez myśl. Wiedziałem, że muszę działać już, teraz. I wiedziałem, że uda mi się ją uratować. Ale tylko jedną. Sam nie mogę zdziałać więcej.
Spostrzegłem, że wzrok Katherine zatrzymał się dokładnie w miejscu, w którym się znajdowałem. Wytrzeszczyła zaszklone oczy, a jej twarz rozluźniła się lekko. Zupełnie jakby była pewna, że moja obecność jest gwarancją jej ocalenia. Otworzyła usta chcąc coś powiedzieć, ale szybko przyłożyłem do spierzchniętych ust palec, dając jej znak, że musi być cicho. Nagle, w jednym momencie przez oderwanie jednej z rąk, szybko straciłem równowagę i runąłem z hukiem na ziemię u stóp ogromnego drzewa.
„ Damon Salvatore – mistrz kamuflażu”
Oczy wszystkich obecnych zwróciły się w moją stronę.
- Proszę, proszę, kogo my tu mamy – wyszczerzył się szef sfory, który dostał ode mnie w zęby. Zaraz jeden z jego kompanów dobył kołek i ruszył w moją stronę. Zaśmiałem się z pogardą i nim zdążył do mnie dobiec, z całej siły uderzyłem go tak, że zaraz znalazł się nieprzytomny obok tego, którego powaliła Katherine. Jeden mniej.
- Bez żadnych sztuczek, oddaj mi dziewczyny, a nikomu nie stanie się krzywda – powiedziałem, pewny siebie, patrząc mu prosto w oczy. Brunet zaśmiał się gardłowo, przejeżdżając palcem po ostrzu kołka, który trzymał w dłoni.
- Widzisz to nie takie proste – prychnął wciąż się śmiejąc, irytując mnie przy tym – Zabiłeś mi trzech ludzi, więc teraz czas na odwet.
Z ust Katherine wydobył się cichy jęk i w tym momencie na nią spojrzałem. Jej oczy przepełnione były bólem, żalem i skruchą. Patrząc tak na nią, kiedy wyraźnie mnie potrzebowała, uświadomiłem sobie, że nigdy nie przestałem jej kochać. Potrzebowałem jej, a ona mnie, mimo iż nigdy nie chciała tego przyznać. Grała niedostępną, bo tak było jej wygodniej. Bawiła się mną, bo tak było o wiele zabawniej. Ale kochała mnie, zawsze. A przynajmniej miałem taką nadzieję.
Następnie spojrzałem na Nadię. Jej nieruchoma twarz, wykrzywiona w grymasie bólu. Była taka niewinna i bezbronna, a cierpiała najbardziej. Od początku czułem się do niej przywiązany i za nią odpowiedzialny. Zupełnie tak jakby, to że ją przemieniłem zobowiązywało mnie do ochrony jej istnienia. I ona myślała tak samo.
Brunet pstryknął w powietrzu palcami, po czym jego kamraci chwycili ich ciała i unieśli je w górę. Obie wisiały bezwładnie w ich ramionach, gotowe na śmierć. Kołki trzymane w ich dłoniach , tkwiły nad nimi niczym wyrok. Ostatnia szansa.
- Nienawidzę takiego plebsu jak wy – warknął brunet i oddalił się na bezpieczną odległość. Rozpierała mnie nieodparta chęć urwania mu głowy. Przełknąłem głośno ślinę i pochyliłem się gotowy do skoku.
- Ostatnie życzenie ? – zapytał wampirzycę, ściskając jej podbródek i zmuszając przy tym aby na niego spojrzała. Brunetka zaklęła i splunęła mu w twarz. Napastnik uderzył ją mocno w policzek. Warknąłem.
- Zabić – wydał nagle rozkaz. Mężczyźni unieśli drewno i gwałtownie skierowali je w kierunku serc swoich ofiar. Ułamki sekundy. Katherine, Nadia. Katherine, Nadia. Katherine, Nadia – te słowa huczały w mojej dłonie, wwiercając się w moją czaszkę.
„ Rusz się kretynie !” – ponagliłem się w myślach i zerwałem się do biegu.

Siedziałem na kanapie w mieszkaniu Stefana. Na sobie miałem tylko sprane jeansy. Dłonie trzymałem splecione na karku i tępo wpatrywałem się w podłogę. Przed oczami wciąż miałem obraz poszarzałej i zmatowiałej twarzy rudowłosej, jej ostatni, stłumiony, cichy jęk i to jak bezwładnie opadła na ściółkę. A jej oczy utkwione były we mnie, lecz nie wyrażały już nic. Pustkę i śmierć.
Drzwi łazienki otworzyły się, a korytarz wypełnił się chmurą pachnącej pary. Z wnętrza wyłoniła się Katherine opasana bordowym ręcznikiem. Jej mokre, długie włosy przełożone były przez prawe ramię. Dziewczyna zniknęła we wnętrzu sypialni. Podniosłem się ospale i udałem się w jej kierunku. Na dużym łóżku leżała torba, do której wampirzyca pakowała wszystkie swoje ubrania.
- Co ty robisz ? – spytałem zdziwiony, unosząc brwi.
- Pakuję się, nie widać ? – szepnęła. Jej głos był jakby inny, brakowało w nim tej pewności i zuchwałości. Brzmiał jak wtedy, kiedy ją poznałem.
- Widać, ale pytam się czemu ? – uściśliłem podchodząc wolno w jej stronę. Brunetka nie odpowiedziała, tylko jeszcze szybciej wrzucała ubrania do torby. Hardo złapałem jej nadgarstek i spojrzałem na nią wściekły. Ciężko westchnęła i obróciła się w moją stronę. Widziałem, że do jej oczu napływają łzy. To była chwila, w której nie byliśmy potężnymi istotami ciemności. Byliśmy zwykłymi ludźmi, zagubionymi we własnych labiryntach uczuć. Było dziwnie, inaczej, ale dobrze bo byliśmy razem.
- Damonie …. ja .. – szepnęła, a gorzka łza spłynęła jej po policzku. Nie zwlekając objąłem ją ciasno i przycisnąłem do siebie. Schowałem twarz w jej wilgotnych włosach.
- Przepraszam – powiedziała, a ja jeszcze bardziej się zdziwiłem.
- Takie słowo z ust żelaznej damy Katherine Pierce ? – zironizowałem, chcąc rozładować napięcie. Ku mojemu jeszcze większemu zdziwieniu dziewczyna nie odpyskowała. Byłem pewny, że pozwoliła ponieść się „człowieczej stronie”, a to była, chwila by wyjaśnić sobie wszystko. Teraz albo nigdy.
- Kocham się Katherine – powiedziałem pewnie, lecz zaraz zawahałem się w połowie oddechu. Cholera czułem się jak nastolatek na pierwszej randce. Żałosne. Atmosfera w pomieszczeniu była ciężka i napięta, lecz ja byłem dziwnie radosny. Dziewczyna oderwała głowę od mojego torsu i uniosła dłoń do mojego zaróżowionego policzka, patrząc wprost w moje oczy.
- Ja też cię kocham – szepnęła.
- Wiem – odparłem i posłałem jej czarujący uśmiech. Byłem szczęśliwy. Po tych wszystkich latach bólu i cierpienia nareszcie było dobrze. Całą magię zniszczyła ona sama, kiedy wyrwała się z moich objęć i powróciła do pakowania swoich rzeczy, pociągając co chwilę nosem. Zsunęła z siebie opasający ją ręcznik, a moim oczom ukazały się jej zgrabne plecy, kształtna pupa i smukłe nogi. Dla mnie była idealna i nic nie było w stanie tego zmienić. Brunetka założyła bieliznę, a na wierzch jeansowe szorty i czarny top na ramiączkach. Ja dalej stałem oniemiały i przyglądałem się jej poczynaniom. W końcu zebrałem w sobie głos.
- Co ty wyrabiasz ? – warknąłem, ściągając brwi. – Znów to zrobisz, prawda ? Uratujesz swoją dupę, na nowo mnie w sobie rozkochasz i sobie pojedziesz ? – ostatnie słowa prawie wykrzyczałem. Czułem, że wielka gula ściska moje gardło od wewnątrz. Co się ze mną działo ?!
Wampirzyca zasunęła zamek i sprawnie uniosła pełną torbę. Ruszyła w stronę wyjścia.
- Katherine, do cholery ! – wrzasnąłem, zagradzając jej wyjście. Wreszcie wycisnąłem z niej prawdziwe uczucia. W końcu przebiłem tą skorupę i odkryłem moją niewinną Katherine z przeszłości. Nie wypuszczę jej teraz !
- Nie możemy być razem, choćby dla twojego bezpieczeństwa – powiedziała ściszonym głosem. Zmarszczyłem brwi w grymasie niezadowolenia, po raz kolejny tego dnia.
- O czym ty mówisz ?! Coś Ci grozi ?
Nie odpowiedziała, tylko szybko mnie wyminęła. Jej dłoń spoczęła na klamce.
- Mówiłaś, że mnie kochasz – warknąłem z wyrzutem. Katherine zatrzymała się w połowie kroku.
- Bo to prawda – powiedziała i spuściła głowę.
- Więc rzuć tą cholerną torbę i chodź do mnie !
Tym razem ona prychnęła.
- Stałe związki nie są dla mnie – powiedziała już pewniej, na powrót stając się bezduszną wersją siebie. – I jak już mówiłam, nie pozwolę, by coś ci się stało.
- Więc znów tak po prostu sobie uciekniesz ?! – warknąłem zirytowany i uderzyłem pięścią w ścianę. Poszarzały tynk rozsypał się wokół moich nagich stóp. Oddychałem głęboko, próbując się uspokoić.
- Uciekam, bo wiem, że wciąż będziesz mnie gonił – odparła, posłała mi ostatnie spojrzenie i zniknęła za drzwiami, zostawiając mnie samego.


__________
ATTENTION !
To koniec tej miniaturki. Przynajmniej na razie. Powód ? Zbliżające się testy, masa nauki, brak czasu i totalny brak weny :(
Postanowiłam zakończyć to właśnie tak - wiadomo, że oboje coś do siebie czują, ale zawsze idzie coś nie tak i tak naprawdę nie mogą być razem. Ale wyznali to przez sobą. Na powrót stali się zwykłymi ludźmi i gotowi byli wszystko sobie wyjaśnić. Ale taka już jest ich relacja :P

Chcę BARDZO podziękować wszystkim którzy to czytali i komentowali a przede wszystkim : Kat, Mands, paulinex, recovery, Kaliksi, Elena_Gilbert_S, BloodGiver, Elajża, Elciaszek i andressa . Dziewczyny jesteście najlepsze i bardzo Wam dziękuję za te wszystkie ciepłe i motywujące słowa. Uwielbiam Was ! :padam: :serce: :zawstydzony:

Oczywiście nie przestanę czytać i komentować Waszych cudownych opowiadań ;)

A teraz jeszcze tylko jedno szybkie pytanko ;) Na forum pojawiło się mnóstwo nowych opowiadań i to bardzo dobrych :shock: Czy w przyszłości tj, kiedy wróci mi wena, napadnie jakiś nowy pomysł i napiszę testy w miarę dobrze, czy ktoś byłby zainteresowany jakimś innym moim opowiadaniem ? :zawstydzony: Wiem, że nie piszę zbyt dobrze, więc może nie ma już co zaśmiecać forum ;) Ale pisać uwielbiam i bardzo chcę się rozwijać, żeby robić to co raz lepiej. Cóż to zależy od Was ; **

A no i życzę wszystkim wesołych, spokojnych i rodzinnych świąt Wielkiejnocy ! :serce:
__________________
Obrazek


Looking up from underneath


by Elajża
Do gory


Posty: 12 • Strona 1 z 1


Powrót do Opowiadania



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości